Wypożyczalnie samochodów z coraz większymi problemami z kradzieżami i przywłaszczeniami

Na rynku rośnie liczba wypożyczalni samochodów. Biznes polegający na krótko-, średnio- i długoterminowym wynajmie przyciąga zarówno dużych rynkowych graczy, jak i mniejszych przedsiębiorców. Wypożyczalnie stają jednak przed coraz poważniejszym problem kradzieży i przywłaszczeń. Odzyskiwanie samochodów trwa zwykle tygodnie – o ile w ogóle się udaje. Rozwiązaniem jest monitoring pojazdów.

2018-09-14 11:52:59

5 września we Wrocławiu osoba widoczna na nagraniu z monitoringu wypożyczyła samochód marki Skoda Fabia na okres dwóch dni. Drugiego dnia zgłosiła chęć przedłużenia najmu o jeden dzień i od tego momentu kontakt z wynajmującym się urwał (telefon wyłączony) – informuje jeden z użytkowników portalu Wykop.pl.

To tylko jedna z informacji krążących w sieci, często połączonych z prośbą o pomoc w odzyskaniu pojazdu. Oszuści zwykle upatrują sobie niewielkie wypożyczalnie. To właśnie przedsiębiorstwa, za którymi nie stoją lata doświadczenia i wypracowane procedury są najłatwiejsze do „wykiwania”. Scenariusz najczęściej wygląda następująco: zjawia się klient, wpłaca kaucję, przedstawia dokumenty potwierdzające tożsamość, podpisuje umowę i odjeżdża. Następnie ślad się urywa, telefon wypożyczającego nie odpowiada, a dokumenty okazują się sfałszowane. Nie ma ani samochodu, ani klienta.

Nawet jeśli po zgłoszeniu sprawy na policję uda się ustalić prawdziwe dane nieuczciwego wypożyczającego, a mundurowi go namierzą, samochód zwykle jest już rozebrany na części albo znika za wschodnią granicą. Wypożyczalnia traci własność, a straty notuje już wcześniej, bo w trakcie poszukiwań auto nie zarabia na siebie. Pojazd, który nie wróci do wypożyczalni, nie jest kwalifikowany jako skradziony, a przywłaszczony, co zmienia charakter postepowania wobec osoby dopuszczającej się naruszenia przepisów.

28 stycznia wypożyczyłem Kię Cee'd klientowi z OC sprawcy. 10 lutego był umówiony zwrot samochodu o 20.00 w Łodzi, o 19.00 klient napisał smsa, że nie dostarczy auta w umówionym terminie. Zaproponowałem zwrot w Warszawie następnego dnia o 10.00. O godzinie 9.00 dojeżdżałem już do Warszawy i dostałem smsa, że nie będzie go, ponieważ jest w pociągu daleko od miasta. Następny termin zwrotu umówiliśmy o 16.00. Oczywiście nie zjawił się. Został poinformowany o tym, że sprawa zostanie zgłoszona policji jako kradzież. Od tego czasu korespondencja z klientem ustała. Niestety nic sobie z Tego nie robi i nie ma zamiaru zwrócić auta – opisuje w sieci użytkownik milosz-ftt.

Popularną metodą jest również wyłudzanie pojazdów zastępczych od ubezpieczycieli.

Nieuczciwy kierowca zgłasza firmie ubezpieczeniowej nieistniejące zdarzenie drogowe i informuje, że jego pojazd – zazwyczaj samochód klasy premium – został uszkodzony, co dyskwalifikuje go z dalszej jazdy. W takiej sytuacji ubezpieczyciel ma obowiązek udostępnienia poszkodowanemu auta zastępczego z podobnego segmentu. I często wywiązuje się z tego obowiązku za pośrednictwem wypożyczalni, z którą ma podpisaną umowę. Auto dociera do odbiorcy i… nie wraca od niego, bo jest on w rzeczywistości albo złodziejem, albo „słupem” biorącym udział w przestępczym procederze. 

Metoda ta jest najczęściej wykorzystywana przez złodziei posługujących się skradzionymi dokumentami. By zaaranżować zdarzenie, niekiedy nie potrzebują oni nawet dowodu rejestracyjnego. Bazują na wiedzy zdobytej za pośrednictwem internetu, gdzie bez problemu mogą sprawdzić, w jakim towarzystwie ubezpieczony został pojazd, posiadając jedynie jego numer rejestracyjny.

Większość wypożyczalni, zdając sobie sprawę z zagrożeń decyduje się na wyposażenie samochodów w systemy lokalizacji, chociaż i na nie złodzieje mają swoje metody. – Wykorzystanie systemu bazującego jedynie na technologii GPS/GSM nie przynosi zwykle pożądanych skutków. Wielu złodziei wykorzystuje zagłuszarki, które dezaktywują moduły montowane w samochodach. Tym bardziej, że najczęściej z góry zakładają, że pojazdy z wypożyczalni posiadają takie systemy na swoim pokładzie – zauważa Dariusz Kwakszys, IT Manager w firmie Gannet Guard Systems.

Jego zdaniem znacznie skuteczniejsze są systemy monitoringu bazujące na łączności radiowej o dedykowanych częstotliwościach. – Zwykłe, popularne wśród przestępców zagłuszarki GPS/GSM nie są w stanie wyeliminować sygnału radiowego. Moduły opierające swoje działanie na tych falach aktywują się w momencie kradzieży, a dzięki temu, że mają własną baterię i nie korzystają z systemu zasilania samochodu, nie zdradzają swojej obecności na pokładzie pojazdu. Systemy radiowe w przeciwieństwie do tych bazujących na sygnałach GPS/GSM można schować w bardzo nietypowych miejscach – wyjaśnia ekspert z Gannet Guard Systems.

CZYTAJ TAKŻE: Jakie pojazdy monitorować i po co?

ZNAJDŹ NAS: