Co oznacza dla Pana wyróżnienie w plebiscycie Fleet Awards Polska 2009? Byłem bardzo zaskoczony otrzymanym wyróżnieniem. Nie spodziewałem się tak zaszczytnego uhonorowania mojej pracy dla poprawy bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Lubię moją pracę, nie wykonuję jej dla zaszczytów czy splendorów. Nagroda bardzo mnie ucieszyła. Odbieram ją również jako zmianę w postrzeganiu pracy policjantów: nie tylko stanie z radarem i suszenie, ale również, a może przede wszystkim, uświadamianie zagrożeń i pokazywanie wypadków od drugiej strony, od strony osób, które w wypadkach straciły osobę najbliższą lub osoba najbliższa została ranna. Cieszy mnie tym bardziej, że nie jest to nagroda resortowa. Przyznana została przez osoby, którym na sercu leży bezpieczeństwo w ruchu drogowym.
Ile czasu musi upłynąć, żeby na polskich drogach zrobiło się naprawdę bezpiecznie? Myślę, że dla poprawy bezpieczeństwa na naszych drogach potrzeba czasu, może jednego pokolenia, może dwóch. Trzeba zacząć edukację komunikacyjną od przedszkolaków, przez uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i szkół średnich. Wymaga to czasu i zmiany nastawienia do tych spraw. Nie sądzę, by nastawienie wszystkich współczesnych kierowców uległo radykalnej zmianie. Widzę tutaj bardzo duże pole dla programu Fleet Safety. Szkolenia chociaż w części ich uczestników zaszczepiły inne spojrzenie na to, co robią na drodze.
Jakie rozwiązania prawne mogłyby w tym pomóc i przyspieszyć ten proces?
Edukacja od podstaw. Nie dwie, trzy godziny lekcyjne w ciągu roku, ale szkolenie zorganizowane. Zlikwidowanie immunitetów. Nieuchronność szybkiej kary i – co najważniejsze – narzucenie mediom obowiązku promowania bezpiecznej jazdy, uświadamiania zagrożeń. Zmiana szkolenia na prawo jazdy: nie każdy może być kierowcą, tak jak nie każdy może być lekarzem, piosenkarzem, tancerzem itp. Obowiązek szkolenia jazdy w trudnych warunkach, w nocy, na autostradach lub drogach ekspresowych.
Czy kierowcy firmowi często tłumaczą się policji złym szefem, który ciśnie na wynik i w ten sposób zmusza ich do zbyt szybkiej jazdy? Za wykroczenia, za powodowanie zagrożeń odpowiada kierowca. Jest to osoba o odpowiednich zdolnościach psychomotorycznych. To kierowca podejmuje decyzję, jak będzie jechał, a nie jego szef. Czy na polecenie szefa włoży palec w płonący gaz? Nie, ponieważ będzie bolało. Dlaczego zatem szef może nakazać np. szybką jazdę? To też może boleć. Zdarza się, że kierowcy tłumaczą pośpiech poleceniem szefów, aby uzyskać jak najlepszy wynik. Słyszałem kiedyś rozmowę, w której jeden z mężczyzn mówił, że w jego firmie szefowie dają pieniądze na mandaty. Czy to szef pójdzie do więzienia za swojego pracownika, jeżeli on kogoś zabije na drodze? Czy zajmie się rodziną pracownika, który zginął, ponieważ dla dobra firmy szalał na drodze? Wątpię. Wsiadając do samochodu, warto pamiętać, że jest dla kogo żyć – dla dzieci, żony, rodziców.