– W tym roku spółka Arval obchodzi dziesięciolecie obecności na polskim rynku, co zostało również zwieńczone nagrodą magazynu „Flota” – Budowniczy Rynku Flotowego. Jak Pan ocenia ten okres i jak zmieniał się w tym czasie rynek flotowy?
– Firma Arval działa od początku pojawienia się usług Full Service Leasing w Polsce. Można więc śmiało powiedzieć, że zaczynaliśmy budować ten segment usług w naszym kraju. Być może stąd ta nagroda, na którą pracował zespół 100 osób i z której jesteśmy bardzo dumni. Patrząc na ten okres z perspektywy czasu, można stwierdzić, że polski rynek rozwijał się dobrze, ale nie należy też przesadzać z ogłaszaniem wielkiego sukcesu. Bowiem jest jeszcze wiele do zrobienia. W pierwszych latach nasza praca, ale również i innych kolegów z branży, polegała głównie na tym, żeby wytłumaczyć klientom, co to są usługi zarządzania flotą i dla kogo są one przeznaczone. Oczywiście dało to pozytywne efekty, bo branża odnotowuje rok do roku równomierny wzrost tych usług na poziomie 10–15%, ale nie było w tym czasie wielkiego skoku ich sprzedaży, czyli takiego na poziomie kilkudziesięciu procent. I raczej nadal należy się spodziewać stabilnego wzrostu.
– W ciągu ostatniego roku branża motoryzacyjna odczuła bardzo mocno skutki globalnego kryzysu, czy miało to wpływ na spadek sprzedaży usług FSL?
– Oczywiście, że miało to ogromny wpływ, ale może z innych powodów niż na rynek motoryzacyjny. Trzeba podkreślić, że nie jesteśmy branżą motoryzacyjną, a jedynie sprzedajemy produkt, który jest ściśle z nią związany. Kryzys branży motoryzacyjnej spowodował – i to w całej Europie, nie tylko w Polsce – spadek wartości rezydualnej samochodów. To z kolei wymusiło na firmach zarządzających flotami podwyższenie stawek wynajmu samochodów, co nie zawsze rozumieją klienci. Poza tym mieliśmy do czynienia z markami, które mają spory udział w naszej flocie, a którym grozi bankructwo. To także może wpłynąć na kondycję firmy. Przy zakupie samochodów należy analizować, czy ta zagrożona marka, mimo że jest bardzo popularna na rynku, będzie odpowiednia dla naszych usług? Trzeba być tutaj bardzo ostrożnym, bo jeżeli różnym markom grozi bankructwo, to nie mamy pewności, jak będzie w przyszłości wyglądał rynek części zamiennych, kto przejmie tę markę, co będzie z siecią serwisów. A to wszystko wpływa na cenę wynajmu floty i zarządzania pojazdami. To jest przykre doświadczenie, ale tak się dzieje na całym świecie.
– A co z polskim rynkiem, czy faktycznie radzi sobie lepiej na tle innych państw?
– Liczby wskaźników ekonomicznych wyraźnie wskazują na to, że radzi sobie lepiej niż pozostałe kraje. Oczywiście wartość rezydualna pojazdów spadła, ale nadal każdą liczbę samochodów możemy tutaj sprzedać, tyle że za trochę mniejsze pieniądze. Są natomiast kraje w Europie, gdzie nawet znaczące obniżki cen nie skłonią klientów do ich zakupu. I to jest najgorsze dla rynku flotowego. W Polsce tego nie ma, sprzedaż nadal jest na wysokim poziomie i te problemy tutaj są dużo mniejsze. Oczywiście do końca nie wiemy, jakie ostateczne skutki tego kryzysu wyjdą w roku 2010, ale na razie wygląda na to, że będziemy jednym z tych krajów, które zostały tylko dotknięte falą kryzysu, a nie utonęły, tak jak inne w Europie.
– Czy kryzys wpłynął na zmianę strategii spółki Arval? A jeśli tak, to w jaki sposób?
– Tak i to bardzo. Jesteśmy firmą z Grupy BNP Paribas, która jako jedna z pierwszych zareagowała w porę na kryzys. Strategia Arval, jako części tej Grupy, była ściśle związana z działaniami banku BNP Paribas. Tak więc zmiana strategii zaczęła się już w czerwcu 2008 r., co miało na celu zminimalizowanie ryzyka. Przeszliśmy na bieżące zarządzanie finansami, bez tworzenia kilkuletnich historii i prognoz. Zmieniliśmy też podejście do oceny ryzyka wśród klientów i dla tych najbardziej ryzykownych podnieśliśmy marże albo wstrzymaliśmy z nimi współpracę. Zwróciliśmy szczególną uwagę, aby wszystkie kalkulacje były bezpieczne, jeśli chodzi o poziom marży, mimo tego, że ich wynikiem może być mniejszy wolumen. Dzięki tym działaniom spółka Arval Polska osiągnie wzrost na poziomie 2%. Dla porównania, w ubiegłym roku przed nadejściem kryzysu finansowego było to aż 22%. Uzyskanie wyniku finansowego na plusie jest więc realnym sukcesem i jest zgodne z wcześniej założonym budżetem na rok 2009. Wniosek jest zatem taki, że nasza strategia ostrożności przyniosła oczekiwane rezultaty.
– A co z inwestycjami, czy planują Państwo ponieść jakieś nakłady na rozwój usług?
– Myślimy o rozwoju usług w zakresie ekologii. Na pewno rozwój pójdzie też w stronę oddziaływania na klientów, tak aby zmniejszyć koszty utrzymania floty. Chcemy skończyć z walką na rabaty z instytucjami finansowymi, co było postrzegane jako instrument do obniżania kosztów floty, a wpływać bardziej na zachowania kierowców. Dzięki budowaniu odpowiedzialności społecznej wśród użytkowników flot, możemy nauczyć swoich klientów, w jaki sposób wpływać na koszty użytkowania samochodów. Czyli jak budować oszczędności – to będzie droga rozwoju naszych usług w najbliższym czasie. Są na to różne sposoby, takie jak kursy, specjalne programy edukacyjne, nowe rozwiązania technologiczne itp. Sądzę, że w tym kierunku będzie się mocno rozwijać cały rynek flotowy. Dodatkowo poprzez rozwój Grupy BNP Paribas w Polsce zostanie uruchomiona sprzedaż na zasadzie tzw. cross-sellingu, czego wcześniej nie było. Będziemy oferować produkty Arval jako zapewnienie mobilności klientom, którzy są związani z Bankiem BNP Paribas. Do tej pory nie korzystaliśmy nigdy z networku grupy i mamy nadzieję, że ten sposób sprzedaży rozwinie się na naszym rynku już w 2010 r.
– Czy budowanie odpowiedzialności społecznej wśród użytkowników flot będzie również ukierunkowane na rzecz bezpieczeństwa ruchu drogowego? Czy program BRD jest istotnym problemem w branży flotowej?
– Oczywiście, uważam nawet, że jest to nasz obowiązek. Patrząc na liczbę ofiar śmiertelnych w Polsce, nie da się tego problemu zostawić z boku. To zagadnienie musi zaistnieć w świadomości każdego pracodawcy, który korzysta z floty, tak aby zrobił on wszystko, by chronić swoich pracowników. Poza tym bezpieczna jazda równa się często jeździe ekonomicznej. Działania na rzecz BRD podejmujemy od dawna. Należymy do Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego i przekazujemy tam swoje doświadczenia i wzorce w tym zakresie. Moim zdaniem, Polsce potrzebne są duże zmiany systemowe, które dyscyplinowałyby kierowców, jak np. zwiększenie kar za jazdę pod wpływem alkoholu, wyższe mandaty za przekraczanie prędkości. Do tego świadomość społeczna budowana przez akcje państwowe i kampanie strukturalne długofalowe niezależne od wpływów politycznych. Dopiero takie działania mogą przynieść wymierne i długotrwałe efekty.
– Wspomniał Pan o rozwoju usług w zakresie ekologii, czy na polskich drogach pojawią się w najbliższym czasie ekofloty?
– W Polsce, póki co, ekoflota to tylko hasło, a są jedynie ekopojazdy. Zamierzamy budować takie floty na polskim rynku, ale mamy jeden problem, który skutecznie hamuje powyższą inicjatywę. W innych państwach Unii Europejskiej, gdzie odpowiedzialność społeczna jest bardziej dojrzała, istnieją instrumenty wspierające ekousługi i ekoprodukty. W Niemczech, Francji czy Holandii za używanie samochodów „eko” mamy rożne wymierne oszczędności, np. podatkowe. Dopóki w Polsce tego typu instrumenty nie zostaną wprowadzone, to możemy zapomnieć o ekoflotach stosowanych przez firmy na szeroką skalę. Po pierwsze – te samochody nie są najtańsze na rynku, a po drugie – poza satysfakcją własną z dokonania takiej inwestycji nie ma żadnych innych zachęt i bonusów. Należy zacząć jak najszybciej tworzyć określone ekostandardy i narzędzia wspierające, bo inaczej nikt sam z siebie nie będzie inwestować w tego typu technologie, zwiększając tylko własne koszty.
– Co jeszcze – według Pana oceny – blokuje rozwój rynku flotowego i czy jakieś problemy wymagają pilnie uregulowań prawnych?
– Przede wszystkim brak przewidywalności zmian w przepisach prawnych skutecznie blokuje rozwój rynku flotowego. Ciągle wprowadzane są jakieś zmiany i to bez żadnych argumentów i zapowiedzi, co często szkodzi usługom FSL. To jest największa bolączka rynku. Mamy chociażby przykład ze zmianami w kwestii możliwości odliczania VAT-u od zakupu paliwa czy od zakupu auta służbowego. Samochód to przecież narzędzie pracy, więc skoro można odliczyć VAT od np. długopisu, to dlaczego nie można tego zrobić w pełnym zakresie od samochodu osobowego, a tym bardziej od paliwa. A z drugiej strony należałoby się zastanowić, czy nie obciążyć podatkiem dochodowym osób korzystających z samochodów służbowych do celów prywatnych. W różnych krajach są rożne rozwiązania, ale doświadczenie podpowiada, że proste i przejrzyste metody dają najlepsze efekty. Przecież korzystanie z samochodu służbowego do celów prywatnych daje wymierne korzyści i kwoty, które można dokładnie wyliczyć. Możliwość odliczenia VAT-u od samochodów osobowych bez kratki byłaby wtedy zrekompensowana takim właśnie podatkiem. Jestem przekonany, że skorzystałaby na tym cała gospodarka.
– Czego branża flotowa powinna najbardziej obawiać się w roku 2010, a w czym może upatrywać największą szansę?
– Jeśli chodzi o spółkę Arval Polska, to nie mamy obaw przed wyzwaniami w roku 2010. Zakładamy, że rok 2009 był najgorszym rokiem dla całej Grupy BNP Paribas i powoli zaczynamy wychodzić z kryzysu ekonomicznego. Liczymy na większy wzrost naszego rynku – ok. 11%, a więc oczekujemy zdecydowanego przyspieszenia. Największe szanse upatrujemy w naszych klientach, którzy również patrzą pozytywnie na rozwój gospodarki. Zamierzamy utrzymać dotychczasowy system wysokiej jakości obsługi klienta poprzez rozwijanie zespołów do obsługi klientów, a nie dywersyfikację na działy i departamenty. Najważniejsze są dla nas jakość usług i rozwój świadomości wśród klientów o potencjale naszego produktu dla branży flotowej.
Rozmawiała Beata Trochymiak
| Janusz Kowalik
Od 2005 r. jest prezesem zarządu należącej do grupy BNP Paribas firmy Arval Service Lease Polska Sp. z.o.o., która od kilku lat plasuje się w pierwszej trójce największych przedsiębiorstw branży wynajmu długoterminowego pojazdów. Janusz Kowalik ukończył szkołę wyższą w Holandii na kierunku hotel management i z branżą hotelarską związał początki kariery. W 1993 r. przyjechał do Polski, gdzie podjął pracę w Pro Club Sports Sp. z.o.o. – był odpowiedzialny m.in. za wprowadzanie firmy Nike na nasz rynek. Z branżą motoryzacyjną i leasingową związany jest od 8 lat. W latach 2001–2005 pełnił funkcję dyrektora generalnego w firmie Business Lease Poland, gdzie był odpowiedzialny za rozwój i zarządzanie. Należy do grona założycieli Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, zrzeszającego obecnie 15 firm z sektora Full Service Leasing. Od początku istnienia PZWLP jest członkiem zarządu organizacji. Interesuje się piłką nożną, tenisem i golfem. W wolnych chwilach chętnie gotuje i dużo czyta.
|