– Rok 2009 zdominowało wydarzenie z jesieni 2008 r., a więc kryzys finansowy, o skutkach którego dyskutować będziemy zapewne nie tylko w mijającym, ale i w przyszłym roku. Kryzys ten uderzył dotkliwie w transport samochodowy i kolejowy, borykające się trudnościami, wynikającymi z innych przyczyn, już od co najmniej 2007 r. Osłabił żeglugę, szczególnie kontenerową i w konsekwencji obniżył przeładunki w portach. Podobnie fracht lotniczy. Spadek obrotów jest szacowany na 20–40% w zależności od rodzaju transportu.
– W tym nieszczęściu wreszcie rząd i posłowie zainteresowali się szerzej transportem, głównie samochodowym. Przewoźnicy drogowi, dobici między innymi orzeczeniami o rozliczaniu czasu pracy kierowców, oczekują na zmiany legislacyjne, które wkrótce mają zostać uchwalone. Nie ma się co łudzić, że uzdrowią one sytuację, bo tak drastycznego spadku zleceń w transporcie międzynarodowym nie da się „uleczyć” metodami legislacyjnymi. Nowe przepisy natomiast złagodzą skutki kryzysu i zadziałają wzmacniająco po jego zakończeniu. Żeby nie tylko narzekać, wymienię pozytywną zmianę w przepisach podatkowych umożliwiającą rozliczanie VAT-u importowego w deklaracji miesięcznej przy zastosowaniu procedur uproszczonych, co zwiększyło konkurencyjność spedytorów i agencji celnych.
– Rynek firm transportowych od kilkunastu miesięcy regularnie się kurczy – wypada z niego coraz większa grupa graczy. Pesymiści prognozują, że to dopiero początek i w nadchodzących dwóch latach będzie jeszcze gorzej.
– Niepokojące zjawiska występują głównie w transporcie samochodowym, zbyt wcześnie jednak, by mówić o masowej skali upadłości czy likwidacji firm. Mamy do czynienia ze zdeterminowaną walką o przetrwanie. Jeśli sytuacja gospodarcza ulegnie poprawie w 2010 r., to branża złapie oddech i ponownie wejdzie, może jeszcze nie na drogę, ale chociaż na ścieżkę rozwoju. Utrzymanie się lub pogłębienie kryzysu spowoduje daleko idącą dekompozycję rynku.
– W branży TSL mamy także do czynienia z wyczerpującą wojną cenową, której długofalowe konsekwencje mogą być niezwykle poważne. Wiele firm godzi się na pracę poniżej kosztów własnych – byle tylko przetrwać...
– Zaniżanie cen, a nawet „promocyjne” usługi gratis są konsekwencją drastycznego spadku popytu na usługi transportowe. Wiele firm mających zobowiązania kredytowe i leasingowe walczy o zlecenia za wszelką cenę. Inni, zasobniejsi finansowo, wykorzystują sytuację kryzysową do zwiększenia udziału w rynku kosztem słabszej konkurencji, aby zdyskontować obecny wysiłek w czasach koniunktury. Trudności branży TSL bezwzględnie wykorzystują jej zleceniodawcy, producenci i handel, zmniejszając własne koszty, poprzez obniżkę cen za transport. W ten sposób redukująca swe ceny branża TSL paradoksalnie podtrzymuje inne sektory gospodarki. Źródłem kłopotów jest nie tylko spadek zamówień, ale i przeinwestowanie, do którego doszło zarówno w transporcie samochodowym, jak i w żegludze. Nieopatrznie zawierzono prognozom, że dynamika TSL będzie dwukrotnie szybsza od średniego wzrostu „bezkryzysowej” gospodarki.
– Jaki zatem rozwój sytuacji na rynku przewiduje Pan w nadchodzącym roku?
– Transport jest swoistym barometrem gospodarczym, a negatywne zjawiska zaczął odnotowywać na długo przed wybuchem kryzysu. Jego kondycja jest pochodną stanu przemysłu i handlu. Ostatnie wyniki wskazują na zahamowanie spadku, nawet lekką tendencję wzrostową. Mogą być jednak wynikiem jedynie sezonowego ożywienia przedświątecznego. Niestety, nikt nie przewidział nadchodzącego kryzysu, choć wcześniej diagnozowano różnego rodzaju tzw. nierównowagi gospodarcze. Wiele prognoz obarczonych jest bieżącą polityką lub ma charakter psychoterapeutyczny. Zgodnie z prawem cykli, oczekujemy ożywienia, musimy do niego dotrwać, racjonalizując w międzyczasie nasze przedsiębiorstwa. Zresztą, w naszym kraju przeżywaliśmy już nie takie kłopoty i dawaliśmy sobie radę.