W nasze ręce trafi ł Peugeot 207 po operacji liftingu i przeszczepie „serca”. O ile zmiany zewnętrzne są kosmetyczne, o tyle nowy benzynowy silnik 1,4 VTi wyraźnie poprawił kondycję małego Peugeota.
Peugeot 207, młodszy brat rynkowego hitu – modelu 206, jest większy, bezpieczniejszy i, póki co, mniej awaryjny od swojego poprzednika. Z uwagi na to, że nowa generacja najpopularniejszego malucha Peugeota znaczne urosła, to z wyglądu 207 bliżej do większej 308, z którą zresztą jest często mylony, niż do wspomnianej 206.
Największą wartością 207, podobnie jak jego poprzednika i innych Peugeotów, jest ponadczasowa stylistyka, która powoduje, że francuski maluch z wyglądu starzeje się wyjątkowo wolno. Samochód jest od czterech lat na rynku, a wygląda, jakby wjechał wczoraj.
Mimo że, moim zdaniem, auto nie potrzebowało żadnych upiększających operacji plastycznych, to w minionym roku doczekało się drobnych korekt stylistycznych. Najbardziej widoczne są dwie: z przodu pojawił się nowy zderzak z czarnymi wcięciami na skraju, w których znajdują się halogeny przeciwmgielne, a z tyłu zamontowano nowe lampy, świecące m.in. kompozycją diod LED.
W środku trudno dostrzec jakiekolwiek zmiany – dominują odcienie czerni i szarości, złamane gdzieniegdzie wstawkami w srebrnym kolorze. Niezłe, przyjemne w dotyku materiały wykończeniowe, wygodny profil fotela i udanie zaprojektowana deska rozdzielcza z parą białych zegarów i z intuicyjnie poukładaną konsolą centralną sprawiają, że za kierownicą czujemy się swojsko. Niestety, nie można tego powiedzieć, siedząc z tyłu.
Poza zadowoleniem z estetyki wykończenia, dorośli pasażerowie tylnego rzędu mogą ponarzekać, że miejsca na nogi jest na styk, a przydałoby się trochę więcej luzu, który oferują chociażby: Škoda Fabia, Kia Venga czy Ford Fiesta. Dwieściesiódemka, mimo niemałych gabarytów, nie jest też rekordzistką w pojemności bagażnika – 270 l to przeciętna wartość w tej klasie.
Koreańskie samochody przez lata były uważane za niewarte uwagi. Zarzucano im nudną stylistykę, słabe wykończenie i technologie nieprzystające do najnowszych standardów. Każdy, kto przekazywał dalej tę obiegową opinię albo co gorsza robi to nadal, powinien w tym momencie uderzyć się w pierś i przeprosić. Nadszedł bowiem Hyundai i40.
Elantra to strzał w dziesiątkę, rzadko bowiem można spotkać ładnie zaprojektowanego małego sedana. Auto ma szansę na sukces, szkoda tylko, że oferowany jest raptem z jednym silnikiem, który mimo tego, że ma w nazwie literę D, z dieslem nie ma nic wspólnego.
Kolejna generacja hybrydowej Toyoty Prius to kolejny krok naprzód i nie tylko w kwestii technologii, ale również – a może nawet przede wszystkim – w kierunku klienta. Prius to już w zasadzie synonim najnowcześniejszych rozwiązań w dziedzinie motoryzacji, istniejących w pełnej synergii z ekologią, łączących teraźniejszość z przyszłością. Jest przy tym wszystkim także produktem dostępnym dla ogółu i oferującym nieograniczoną użyteczność.
Aspiracje Mondeo do zajęcia miejsca w kategorii Premium mogą mieć swoich zwolenników, chociaż zdaniem niektórych wydają się nieco na wyrost. Testowany model to samochód bardzo poprawny, mogący się podobać. Do tego ma bardzo przyzwoite właściwości jezdne. Słowem, kolejna udana produkcja Forda. Zważywszy na to, że każda nowa generacja Mondeo to milowy krok naprzód, z ciekawością możemy patrzeć w przyszłość.