Jeszcze rok temu operatorzy największych sieci stacji w Polsce zacierali ręce – rosły ceny paliwa, sprzedaż nie spadała, sprzedaży towarów i usług pozapaliwowych kwitła. W ciągu roku sytuacja się odwróciła - choć sprzedaż paliw nadal rośnie, to marża na tej działalności spadła z przyzwoitego poziomu 5 proc. do wartości niemal symbolicznych. Wysokie ceny zniechęciły klientów do kupowania w przystacyjnych sklepach.
Wyhamowanie podwyżek przyniosły dopiero spadki cen ropy na światowych giełdach. Nie oczekujmy jednak analogicznych spadków cen na dystrybutorze. Zapewne na dłużej będziemy musieli przywyknąć do widoku cyfry 5 na początku ceny litra benzyny czy oleju napędowego.
Nie przez przypadek Grupa Lotos właśnie teraz zaprezentowała swój nowy pomysł na tańsze paliwa - ekonomiczny brand Lotos Optima. Spółka przeprowadziła bardzo dokładne badania gustów i preferencji zakupowych kierowców, które pokazały, iż największy potencjał wzrostu drzemie w tej chwili właśnie w tzw. segmencie zorientowanym na wartość. Nowy brand Lotosu ma więc wypełnić pewną lukę rynkową, w której obecna była jedynie orlenowska Bliska oraz część stacji niezależnych.
Cele jakie sobie postawiła Grupa Lotos do po pierwsze sprawienie, że blisko jedna trzecia paliw wyprodukowanych w gdańskiej rafinerii będzie sprzedawana na stacjach Lotosu. W tej chwili ten wskaźnik wynosi 17 proc. Po drugie ma dać Lotosowi 10-procentowy udział w rynku detalicznym (w tej chwili to nieco ponad 7 proc.).
Wreszcie pod marką Optima ma działać 30 proc. wszystkich stacji Lotosu - według szacunków koncernu oznacza to, że do końca 2015 roku liczba tych stacji ma osiągnąć 130. Czas pokaże, czy lotosowska wizja przyszłości rynku okaże się słuszna.