Supersystem

W poprzednim tekście pozwoliłem sobie poutyskiwać nieco na zmotoryzowanych rodaków. Rzecz tyczyła się ich reakcji na wszelkie próby wdrożenia rozwiązań mających na celu poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach.

Niespecjalnie zdziwiłem się, kiedy dotarła do mnie spora ilość głosów krytyki. Jedne w postaci stonowanej polemiki, inne cokolwiek dynamiczne w wymowie, wspomagane mocnymi sformułowaniami. Większość z nich w skrócie można by sprowadzić do takiego oto podsumowania: zróbcie porządne drogi, a dopiero wtedy wymagajcie przestrzegania przepisów.
Jeśli dobrze zrozumiałem, chodzi z grubsza o to, żeby stosowne służby powołane do tego, by czuwać nad przestrzeganiem przepisów ruchu drogowego, litościwie przymykały oko, patrzyły przez palce, biernie obserwowały, co najwyżej pogroziły palcem, czasem marszcząc przy tym brwi, no i w ostateczności posuwały się do sięgnięcia po pouczenie. A najlepiej niech siedzą w biurach i nie wychylają nosa. To byłby układ idealny.
Bo przecież my, kierowcy, czasem się spieszymy, musimy gdzieś zdążyć, ale też nie po to kupujemy wypasione bryki, żeby ciągnąć się w sznurku innych pojazdów z prędkością 60 km/h. Poza tym te bryki same pokonują zakręty, same hamują, wyprowadzają z poślizgu. I to przy grubo ponad setce na liczniku! Jakim prawem ktoś ma nas ścigać, zatrzymywać, karać i jeszcze domagać się płacenia za te drobne przecież przewinienia?!
A ja mam pomysł na jeszcze lepszy system. Proponuję, żeby dopóki nasi rządzący nie zafundują nam prawdziwej sieci dróg godnej europejskiego kraju z aspiracjami i ambicjami, wprowadzić następujące „regulacje” dla kierowców, zwłaszcza tych, którzy naprawdę się spieszą. Zacznijmy od stanu na dzisiaj. Skoro tras szybkiego ruchu i autostrad jest wciąż tak mało, karzmy kierowców dopiero wtedy, gdy przekroczą limit dziesięciu zabitych innych użytkowników ruchu drogowego. Za kilka lat, kiedy wyraźnie przybędzie kilometrów arterii, limit obniżmy do pięciu zabitych. Na koniec specjalna komisja, w skład której wejdą rzecz jasna przedstawiciele środowiska wciąż spieszących się kierowców, ogłosi zamknięcie procesu budowy dróg i wówczas „stety” czy niestety będą mogły wreszcie zacząć obowiązywać przepisy ruchu drogowego. Wtedy nie będzie już wymówek. Będą sypały się mandaty, kolegia, zawieszane i odbierane będą uprawnienia. Porządek musi być!
Ale na razie niech każdy robi, co uważa za stosowne. Po co przejmować się statystykami, tragediami, rannymi i zabitymi. Przecież w tym kraju nie ma po czym jeździć.

QHR

Poleć znajomym:

Zamów bezpłatny newsletter:


Ruszyła kolejna edycja największego edukacyjnego projektu w Polsce skierowanego do fleet managerów. Zachęcamy do obejrzenia zaproszenia od Organizatorów oraz zapisów!

2004-2014 Copyright © Forum Media Polska Sp. z o.o.
O Magazynie | Reklama | Prenumerata | Mapa witryny | Kontakt