Nissan LEAF II: elektryczny kompakt z duszą sportowca

Totalne zaskoczenie. Tak można podsumować pierwsze jazdy za kierownicą Nissana LEAF II generacji, w których mieliśmy okazję uczestniczyć na drogach Warmii i Mazur. Poznaliśmy samochód pełny technicznych nowości, który jeździ nieco wbrew typowej – jak mogłoby się wydawać – dla takich pojazdów naturze. Większy zasięg, więcej przestrzeni, wyższa jakość wykonania i… duża niespodzianka. Oto najnowsza propozycja japońskiej marki.

2018-07-19 15:38:02

Zacznijmy od tego, że Nissan LEAF to najczęściej kupowany samochód elektryczny na świecie. Wprowadzona na rynek osiem lat temu pierwsza generacja w pełni elektrycznego auta klasy kompaktowej sprzedała się w ponad 280 tys. egzemplarzy. To zaś oznacza, że Nissan jest największym na świecie producentem samochodów elektrycznych.

Poprzedni, zaprezentowany w 2009 r. LEAF, został uznany przez magazyn Time za jeden z 50 najlepszych wynalazków.

Był również zdobywcą tytułu World Car of The Year w 2011 r. Kosztował 30 tys. euro, a jego silnik miał moc 109 KM i maksymalny moment obrotowy 280 Nm. LEAF I dysponował teoretycznym zasięgiem 160 km, a jeżdżąc nim w zimie, miałem okazję przekonać się, że przy kilkustopniowym mrozie i intensywnej, pełnej przyspieszeń i hamowań jeździe przez miasto, jego zasięg spadał do zaledwie 60, a w skrajnych warunkach – nawet około 30 km.

Nowy LEAF II generacji ma 4,5 m długości, waży niespełna 1600 kg, a pojemność jego bagażnika to całe 435 l. Wynik imponujący. Gdzie zatem schowano baterie? O tym za chwilę. Najpierw jeszcze krótko o osiągach. Pod względem przyspieszenia nie musi się wstydzić porównania ze sportowymi autami sprzed lat: 7,9 s do setki to więcej, niż moglibyśmy oczekiwać. Prędkość maksymalna to 144 km/h, ale wydaje się teoretyczna. W praktyce można się domyślać, że LEAF-a stać na około 15 km/h więcej. Największy sekret? Nowe akumulatory o pojemności 40 kWh, dające teoretyczny zasięg 270 km w ruchu miejskim i aż do 378 km w cyklu mieszanym. Nieźle.

Dusza sportowca

Źródłem napędu LEAF-a II jest znacznie mocniejszy silnik elektryczny. Ma 150 KM, a imponujący moment obrotowy, aż 320 Nm, trafia do przednich kół za pośrednictwem jednobiegowej skrzyni redukcyjnej. To zaś przekłada się na prawdziwie sportowe osiągi. Przyspieszenie wciska w fotel i w mgnieniu oka możemy znaleźć się w okolicach prędkości maksymalnej. Tym bardziej, że silnika, opon i szumu powietrza w świetnie wytłumionej kabinie prawie nie słychać. Nowy Nissan LEAF wcale nie zachęca do spokojnej jazdy, oszczędzającej akumulatory.

Do tego ma świetnie skalibrowane zawieszenie i precyzyjny układ kierowniczy. Lepsza mogłaby być tylko pozycja za kierownicą. Odnalezienie idealnej nie będzie łatwe, fotel mógłby lepiej trzymać w zakrętach. Mocny silnik, dobre przyspieszenie i podwozie, które – jak się okazało – stać na więcej, niż mogliśmy przypuszczać, czynią z LEAF-a samochód… ze sportowym zacięciem. Aż prosi się o dodanie „gazu”, zwinnie i pewnie pożerając kolejne, mazurskie zakręty. Testowe jazdy odbywałem wraz z kolegą z konkurencyjnej flotowej redakcji – znanym z naprawdę ciężkiej nogi. Charakter tego samochodu zachęcił nas obu do bardzo dynamicznej jazdy.

Efektem było totalne zaskoczenie możliwościami podwozia LEAF-a. Prowadzi się prawie jak sportowy samochód, równie skutecznie przyspiesza i hamuje.

Zakręty pokonuje jak szalony, lecz bardzo stabilnie. Ogromna dawka radości z jazdy. Nigdy nie przypuszczałem, że takie efekty może przynieść podróż samochodem z napędem elektrycznym (nie licząc Tesli). Oczywiście nasza dynamiczna jazda przyniosła też ujemne efekty. W szybkim tempie ubywało zasięgu. Nie szczędząc mocy silnika, pokonaliśmy około 150 km, a do bazy – zaopatrzonej w sprowadzone na tę okoliczność szybkie ładowarki – dotarliśmy, dysponując zasięgiem 10 km.

Możliwości czy ograniczenia?

Z jednej strony to zła, a z drugiej dobra wiadomość. Oznacza, że w warunkach normalnej eksploatacji nowy LEAF bez przeszkód pokona dystans 200 km, a spokojna jazda pozwoli wydłużyć go do 250, być może nawet 300 km. To już jest całkiem dobry wynik jak na auto elektryczne. Nie zmienia też faktu, że pojemność i wydajność baterii wciąż pozostaje jedyną, lecz istotną wadą samochodów elektrycznych. Ta jednak stopniowo przemija wraz z rozwojem technologii produkcji i rozbudową sieci szybkich ładowarek.

Średni koszt zatankowania LEAF-a prądem „do pełna” to ok. 30 zł. Szybka ładowarka poradzi sobie z tym zadaniem w ok. 60 min. Ładowanie do 80% trwa 40 min, lecz standardowe ładowanie ze zwykłego gniazdka – aż 16 godzin. Niestety, to wciąż bardzo długo. Nie nadrobi tego aerodynamiczny kształt nadwozia z Cx = 0,28. Nad bateriami trzeba jeszcze popracować.

Elektroniczny pedał, półautonomiczna jazda i funkcjonalne wnętrze

Tu LEAF zaskakuje najbardziej. Dzięki rozstawowi osi, liczącemu całe 270 cm, we wnętrzu udało się wygospodarować mnóstwo miejsca. Największe wrażenie robi pojemność bagażnika, nieco mniejsze – przestronność tylnej kanapy. Można było spodziewać się jej ograniczenia ze względu na obecność akumulatorów trakcyjnych. Udało się je sprytnie schować pod podłogą, zostawiając naprawdę duży i ustawny bagażnik oraz przestrzeń dla pasażerów w obu rzędach siedzeń. Kompaktowe rozmiary na zewnątrz sprawiają, że LEAF nie będzie mieć problemów z miejscem do parkowania.

Tak, jeździliśmy nim szybko i zrywnie, ale LEAF ma również drugą naturę, typową dla elektrycznego auta do miasta. Jednostopniowa skrzynia może pracować w trybie B, intensywnie hamując silnikiem i odzyskując więcej energii. To ustawienie sprawdza i przydaje się w górzystym terenie. Jeśli na trasie nie ma bardzo stromych zjazdów, najlepiej wybrać tryb D. Jeśli zaś chcemy powalczyć o dodatkowe kilometry zasięgu, pomoże nam tryb Eco, obniżający zużycie energii przez klimatyzację i inne, łakome odbiorniki prądu.

Pomocą w codziennej, oszczędnej jeździe najbardziej zaś służy zupełnie nowa i bardzo istotna funkcja LEAF-a – tzw. e-Pedal.

Wystarczy użyć przełącznika, znajdującego się obok sterownika skrzyni biegów. Gdy to zrobimy, zyskamy możliwość sterowania samochodem za pomocą jednego tylko pedału. Gaz staje się jednocześnie… całkiem skutecznym hamulcem. Zwalniając nacisk na pedał przyspieszenia, wyraźnie i intensywnie zwalniamy. Zmniejszając nacisk na gaz, możemy nawet samochód zatrzymać. Oznacza to, że podczas spokojnej jazdy ani razu nie dotkniemy roboczego hamulca. Jeżeli trzeba zatrzymać się szybko, wystarczy szybko odpuścić gaz.

Większą część hamowania załatwia system rekuperacji. W ostatniej fazie automatycznie włączają się hamulce. Jeżeli mamy do czynienia z dość intensywnym hamowaniem, powyżej 0,2 g – komputer automatycznie włączy światła stop, by LEAF nie zaskoczył swoim zachowaniem innych użytkowników drogi. Korzystanie z funkcji e-Pedal wymaga chwili przyzwyczajenia, ale gdy już je opanujemy – będziemy mieć kolejny powód do radości z jazdy tym samochodem. Tak prosta jeszcze nigdy nie była.

Na autostradzie możemy skorzystać z dobrodziejstwa systemu ProPILOT, umożliwiającego drugi poziom autonomicznej jazdy. Oznacza to, że samochód będzie sam utrzymywać stałą, zadaną odległość od poprzedzających pojazdów, przyspieszać, hamować i ruszać kierownicą, korygując tor jazdy na pasie ruchu. Ręce kierowcy powinny jednak spoczywać na kierownicy. ProPILOT to także automatyczne, prostopadłe i równoległe parkowanie.

Najnowszy Nissan LEAF to najtańsza propozycja w świecie kompaktowych samochodów z napędem elektrycznym, choć trzeba przyznać, że wciąż nietania. Cennik startuje z poziomu 135 000 zł za podstawową wersję Visia. W zamian otrzymujemy innowacyjny samochód ze znacznie większym niż do tej pory zasięgiem, świetnym prowadzeniem i zaskakująco dobrymi walorami jezdnymi, na poziomie usportowionego auta. Do tego praktyczne wnętrze i wszystko, czego możemy oczekiwać od współczesnego samochodu.

Nissan LEAF II generacji to pojazd udany i kompletny. Teraz wystarczy już tylko popracować nad dalszą poprawą efektywności akumulatorów i ceną, która uczyni go bardziej dostępnym. Dziś to ciekawa propozycja dla firm, które nie tylko chcą się pozycjonować jako ekologiczne, ale do realizacji tego celu potrzebują w pełni użytecznego samochodu. A LEAF II taki właśnie jest. Ponadto elektryczna rewolucja dzieje się dosłownie na naszych oczach, tu i teraz. Oznacza to, że w perspektywie najbliższych lat sieci ładowania znacznie się rozbudują, a być może również w Polsce pojawią się podatkowe i ubezpieczeniowe zachęty do użytkowania aut z napędem elektrycznym. Wówczas LEAF bezapelacyjnie stanie się jedną z najlepszych, a z pewnością najbardziej dostępną ofertą na naszym rynku.

CZYTAJ TAKŻE: Nissan wykracza poza zwyczajną sprzedaż samochodów

 

GALERIA

ZNAJDŹ NAS: