Mercedes CLS400d i GLS500: nowoczesność obok legendy

W ostatnich miesiącach i latach w ofercie Mercedesa można zauważyć wymianę pokoleniową. Co rusz pojawiają się kolejne modele, które zastępują dotychczas sprzedawane. Tak stało się z modelem CLS i tak pewnie niedługo stanie się też z GLS-em. Nam udało się już sprawdzić najnowszą odsłonę gran tourismo ze Stuttgartu i spotkać się z prawdziwą legendą niemieckiej marki. To były dwa szalenie ciekawe testy.

2019-01-14 10:47:14

Mercedes GLS500

Gdybym miał zabrać go do swojego garażu, to nie zastanawiałbym się ani sekundy. Duża w tym zasługa nie tylko wyglądu, a przede wszystkim układu napędowego. Pod maską testowanego egzemplarza pracował potężny smok. To benzynowe V8 o pojemności 4,7 l z podwójnym turbodoładowaniem generuje aż 455 KM i 700 Nm momentu obrotowego. W efekcie pierwsze 100 km/h osiąga w nieco ponad 5 s, a prędkość maksymalną ograniczono elektronicznie do 250 km/h. Robi wrażenie? To wiedzcie, że GLS500 waży prawie 2,5 t!

Samo prowadzenie takiego kolosa to czysta przyjemność. Niezależnie od tego, z jaką prędkością się poruszamy, to GLS500 jest w ciągłej gotowości do natychmiastowego przyspieszenia z nieskrywaną mocą i potęgą – mniej doświadczeni kierowcy mogą być początkowo wręcz przerażeni możliwościami tego SUV-a. Komfort prowadzenia jest na wysokim poziomie, a duża w tym zasługa pneumatycznego zawieszenia. Oczywiście nie można zapominać o prawach fizyki, lecz GLS500 zdaje się mocno je naginać. Jedyne „ale” mieliśmy do zachowania przy szybko pokonywanych zakrętach, gdzie pojawiała się tendencja do tzw. wyrzucania tyłu. Zachowanie to może być niepokojące, jednak zawsze na straży czuwa ESP, które błyskawicznie radzi sobie z tym ciężkim kolosem. Mercedes GLS jest jednym z najlepszych SUV-ów na świecie w kwestii napędu i prowadzenia. Dla formalności wspomnimy, że średnie zużycie paliwa w całym teście wyniosło 15,6 l/100 km.

Wszystko zamknięcie w pokaźnym i bardzo ładnie zaprojektowanym nadwoziu – mierzy ono ponad 5 m długości, prawie 2 m szerokości i niecałe 2 m wysokości, lecz by zaparkować GLS-a na parkingu supermarketu, trzeba poszukać pokaźnej przestrzeni. W samej stylistyce duże znaczenie ma dodatkowy pakiet AMG, który mocno poprawia stylistycznie auto.

Na koniec jeszcze słowo o wnętrzu. To niezwykle przestronne i komfortowe auto – spokojnie może nim podróżować siedem osób. Jakość wykonania jest na wysokim poziomie, choć jest kilka miejsc, które nieprzyjemnie trzeszczały w czasie testu. Nie przystoi to w aucie, którego cena przekracza 600 000 zł.

Mercedes CLS400d

Pierwsze dwie generacje tego samochodu były szalenie ciekawe i piękne. Obecnie sprzedawane auto zdaje się jednak przeczyć tym trendom. Najnowsze linie są ostre i dynamiczne, co dla niektórych osób może być mocnym argumentem przemawiającym na jego korzyść. Jednak należy pamiętać, że nie można popadać ze skrajności w skrajność. Tu tył wygląda na doklejany na siłę i jest zupełnie niewspółmierny do całości. Elegancka sylwetka i zadziorny przód przyciągają uwagę, ale tył zdecydowanie rozczarowuje. Szkoda, że designerzy ze Stuttgartu po prostu zniszczyli ten ciekawie zapowiadający się projekt.

Sytuację zdaje się ratować wnętrze nowego CLS-a. W testowanym egzemplarzu znaleźliśmy rozwiązania znane m.in. z obecnie sprzedawanej klasy E. Dwa duże ekrany, schowane pod taflą szkła, zastąpiły tradycyjne zegary. Czerwona skóra na fotelach świetnie współgrała z białym lakierem karoserii. Jakość spasowania elementów była dużo wyższa niż w GLS-ie – pamiętajmy jednak, że są to samochody wręcz z innej „epoki”. Ciemne wstawki tylko urozmaicały i jeszcze bardziej uatrakcyjniały wnętrze. Było to odczuwalne zwłaszcza na szalenie wygodnych fotelach, które pozwalały bardzo komfortowo przeżyć naprawdę długie podróże.

Pod maską obecnie sprzedawanego Mercedesa CLS nie znajdziemy większego silnika niż sześciocylindrowego. Podobnie jest w przypadku wersji oznaczonej jako 400d. To obecnie najmocniejszy diesel, który z 3 l pojemności generuje 340 KM i 700 Nm momentu obrotowego. Przy masie dochodzącej do 2 t przyspieszenie do 100 km/h na poziomie 5 s i prędkość maksymalna ograniczona elektronicznie do 250 km/h nadal robią wrażenie. Co najważniejsze, rzędowa „szóstka” potrafiła zadowolić się niewielkimi ilościami paliwa – średnia z całego testu wyniosła 8,4 l/100 km przy dynamicznej jeździe.

Nowy Mercedes CLS400d jest też niezwykle mocnym zawodnikiem w kategorii prowadzenia. Przednia oś błyskawicznie i bardzo komunikatywnie przekazuje informacje z przednich kół, a komfort próbują jedynie psuć niskoprofilowe opony. Mogą one okazać się niemiłym zaskoczeniem przy pokonywaniu zakrętu z poprzecznymi nierównościami, gdzie kierowca musiał się wykazać zwiększoną czujnością – auto próbowało się usamodzielniać. Przy autostradowych prędkościach CLS wręcz płynie po drodze. Bardziej doświadczonym kierowcom mogą z kolei przeszkadzać systemy bezpieczeństwa znajdujące się na pokładzie. Mowa tutaj przede wszystkim asystencie pasa ruchu, który czasami próbuje interweniować w dość brutalny i zaskakujący sposób – ten element musi być jeszcze dopracowany przez Mercedesa.

Testowany egzemplarz wyceniono na lekko ponad 500 000 zł. Czy to dużo? Współczesne samochody pokazały już, że w dużej mierze płacimy za dodatkowe wyposażenie – wszak koszt podstawowej odmiany CLS400d wyceniono na niecałe 370 000 zł. Szereg opcji dodatkowych znacząco podniósł więc cenę. Przykład obu Mercedesów jasno pokazał, w którą stronę podążać będzie współczesna motoryzacja. Szkoda, że najbardziej na tym ucierpią takie auta, jak potężny GLS500.

GALERIA

ZNAJDŹ NAS: