Opel Astra – „cywilne” GTI

To czwarty Opel Astra, którego testuję. To też czwarty raz, kiedy samochód urzeka mnie swoim prowadzeniem, bo jeszcze nie udało mi się znaleźć w tym segmencie auta tak bardzo godzącego ze sobą komfort podróżowania oraz pewność prowadzenia przy szybko pokonywanych zakrętach. Ten kompakt skrywa też jeszcze jeden as w rękawie, doceniony również przez policjantów. Czy naprawdę jest czego się bać?

2019-01-23 13:24:31

Rok 2010 był chyba najbardziej przełomowym dla polskiej Policji, odkąd ta zmieniła nazwę, z Milicji Obywatelskiej, dwie dekady wcześniej. Osiem lat temu budżet państwa wygospodarował ponad 600 milionów złotych na zakup 5500 radiowozów, które zastąpiły wysłużone Polonezy. Kie Cee’d SW miały pod maskami 2-litrowe turbodiesle o mocy 140 KM, czyli znacznie więcej niż w poprzednikach. Nie był to jedyny zakup Cee’dów do szeregów Policji, bo pierwsze transze samochodów pojawiły się w 2007 r. Rok temu pierwsze radiowozy z Korei zostały zastąpione nowymi autami. Są to Ople Astry Sports Tourer z topowymi, 200-konnymi silnikami 1.6 Turbo.

Naturalnie rozumiem podejście wielu kierowców widzących policyjnego Cee’d-a, którzy twierdzą, że takie auto nie ma większych szans w pościgu za całkiem sporą częścią samochodów poruszających się po drogach, bo tak faktycznie jest. 10 s do „setki” nie imponuje, a właściwości jezdne nie pozwalają na atakowanie zakrętów z nieprawdopodobną szybkością. Co innego Opel Astra. Jeśli wpadniecie na dość głupi pomysł zabawy w kotka i myszkę z policjantami w kompaktowym kombi z Rüsselsheim, to szczerze odradzam. Tak się właśnie złożyło, że dostałem do testu samochód, który ma dokładnie taki sam silnik.

Silny zawodnik

Czterocylindrowy motor z turbodoładowaniem o pojemności 1598 cm3 rozwija bardzo poważne 200 KM oraz 300 Nm momentu obrotowego. Jeszcze dość niedawno takim stadem koni mechanicznych szczyciły się topowe kompakty z klasy GTI. Dzisiaj taką mocą może pochwalić się niepozorny hatchback, który potrafi rozpędzić się do 100 km/h w niespełna 8 s, a wskazówka prędkościomierza woła „dość”, dopiero po osiągnięciu 235 km/h. W praktyce motor wydaje się jeszcze bardziej żywiołowy, niż jest na papierze. Maksymalny moment obrotowy jest do twojej dyspozycji już od poniżej 2000 obrotów na minutę, ale prawdziwy kopniak w plecy doświadczysz dopiero 1500 obr./min wyżej. Wtedy Astra zaczyna swoją szarżę.

Dynamikę auta podkreśla skrzynia biegów z krótkimi przełożeniami, dzięki czemu auto nie traci werwy bez względu na prędkość, z której zaczyna przyspieszać. Gorzej pod tym względem wypada zużycie paliwa. To jest dość spore i przy autostradowym tempie oscyluje w granicach 10 l/100 km. Biorąc pod uwagę stosunkowo niewielki bak (45 l), trzeba liczyć się z dość częstymi wizytami na stacji benzynowej. W warunkach miejskich nie jest lepiej. Tam Astra pali tyle samo, co na drodze szybkiego ruchu.

Prawdziwy majstersztyk

Trochę żałuję też, że skrzynia biegów nie jest bardziej precyzyjna. Charakter silnika oraz jego ciągłe zapraszanie do dynamicznej jazdy wymaga, aby biegi w przekładni perfekcyjnie wpadały na swoje miejsce. Skrzynia jest bardzo przyzwoita, ale to trochę mało, jak na możliwości motoru. Opel Astra to także prawdziwy majstersztyk pod względem zawieszenia – perfekcyjnie połączył ze sobą komfortowe nastawy podwozia ze sportowymi właściwościami jezdnymi.

Jak już wspomniałem, to czwarta Astra, którą testuję i zarówno ta, jak też pozostałe, słabsze odmiany, pod tym względem naprawdę zachwycały. Auto długo pozostaje neutralne w zakręcie. Bez względu na to, jak dużą będziesz mieć prędkość wjazdową, to prędzej będziesz musiał mierzyć się z nieznaczną nadsterownością, niż z podsterownością. Niemała w tym też zasługa ogumienia. Bridgestone’y Turanza o rozmiarze 225/40 R18 zachwycają tym, jak bardzo mocno „kleją się” do nawierzchni. I to bez względu na to, czy jest ona sucha, czy mokra.

Dość istotnym wyróżnikiem policyjnych Astr jest brak LED-owych reflektorów z systemem IntelliLux. Ten samochód również nie jest w nie wyposażony, czego brak był dla mnie bardzo dotkliwy. Nie dlatego, że jazda po nocy autem ze światłami halogenowymi przypomina spacer po omacku po mieszkaniu, kiedy późno wracasz do domu i nie chcesz nikogo obudzić. Prawdziwym powodem jest to, jak genialnie pracują matrycowe LED-y. Moim zdaniem to pozycja obowiązkowa w każdym Oplu, który może mieć takie światła, bo jest warta każdych pieniędzy (kosztują 5900 zł). A skoro mowa o pieniądzach. Bazowa Astra 1.6 Turbo kosztuje co najmniej 82 300 zł. Jeśli jesteś zainteresowany prezentowaną konfiguracją, musiałbyś wybrać Opla w wersji Elite i doposażyć go w m.in. 18-calowe felgi, pakiet OPC, kamerę cofania, adaptacyjny tempomat oraz alarm. Za to zapłaciłbyś 114 490 zł.

CZYTAJ TAKŻE: Grupa PSA: stabilny wzrost w 2018 roku i udziały w rynku na poziomie 12,7%

ZNAJDŹ NAS: