Kia ProCeed: dopracowany shooting brake

Kia ProCeed dotychczas była 3-drzwiową odmianą Ceeda, który z kolei był klasycznym, kompaktowym hatchbackiem. Ceed w najnowszym wcieleniu nie zmienił swojego charakteru, ale jego wariant z przedrostkiem „Pro” doczekał się wielu zmian. Stał się usportowionym kombi, czyli przedstawicielem grona aut o nadwoziu shooting brake. Jak taki zabieg udał się koreańskiej marce?

2019-02-28 13:17:38

Miałem okazję sprawdzić to podczas premierowych jazd tym modelem w Barcelonie. Centrum miasta, autostrada oraz kręte górskie drogi – wszystkie te elementy „zaliczyć” można w tym rejonie Europy w ciągu 30-40 minut, więc to optymalne środowisko do szybkiego sprawdzenia auta w różnych warunkach.

Od strony pasażera

Pierwszą część podróży pokonałem jednak jako pasażer, co pozwoliło zaznajomić mi się z kabiną, tym, jak jest wykończona i sposobem obsługi instrumentów pokładowych. Pod kątem designerskim mamy tutaj niezmienioną znacząco (poza detalami, np. spłaszczoną u dołu kierownicą czy czarną podsufitką) względem zwykłego Ceeda przestrzeń – czyli dosyć prostą, ale schludną i przyjemną dla pasażera. Jest ona również dobrze wykonana, ponieważ górne części kokpitu są miękkie i mają miłą dla oka fakturę. W egzemplarzu testowym wykończone były nawet szwami imitującymi pokrycie deski rozdzielczej skórą. Twarde elementy w niższych partiach również nie robią złego wrażenia i podczas jazd nie wydają żadnych niepożądanych dźwięków. Co prawda, testowe samochody przejechały zaledwie 1000 km, trudno więc mówić o ostatecznym wyznaczniku jakości montażu, ale zawsze jest to dobry punkt wyjścia.

Systemy inforozrywki

Pierwsze, co rzuca się tu w oczy, to przejrzysty ekran startowy, podzielony na nawigację, audio i skróty do ustawień. Pod wyświetlaczem występują fizyczne przyciski i pokrętła wspomagające obsługę – zmianę głośności czy przełączanie z radia na odtwarzanie swoich multimediów. Ogólnie ProCeed ma bardzo klasyczny sposób sterowania – próżno szukać tu płytek dotykowych czy innych tego typu wynalazków. Moim zdaniem pozytywnie wpływa to na przystępność obsługi. Wracając do ekranu LCD – jego reakcja na dotyk porównywalna jest z tą ze smartfonów, a interfejs intuicyjny. Bez problemu można tu szybko zmienić język z hiszpańskiego na polski, dodać telefon czy ustawić mapę. Bez instrukcji, bez problemów.

Podobnie dobrze sytuacja wygląda w przypadku sterowania z kierownicy – przełączniki są logicznie usytuowane i łatwo można się do nich przyzwyczaić. W tym obszarze auta można narzekać jedynie na mały ekran komputera między zegarami. Jest on wystarczający do celów informacyjnych, ale kształt tub skrywających wskaźniki aż prosi się o umieszczenie większego wyświetlacza.

Półmetkiem trasy testowej był położony na północ od Barcelony tor wyścigowy. Zanim przesiadłem się do przygotowanych do jazdy odmian GT, zajrzałem do tyłu egzemplarza, który dowiózł mnie na miejsce. Przy 185 cm wzrostu i ustawieniu przedniego fotela „pod siebie” – na nogi miałem jeszcze około 3 cm wolnej przestrzeni. Nad głową sytuacja wyglądała podobnie, więc gdybym musiał jeździć ProCeedem częściej w drugim rzędzie siedzeń, to nie mógłbym z tego powodu zbytnio narzekać.

Bagażnik testowanej Kii liczy 594 l pojemności. Ma regularne kształty i umiarkowanie wysoki próg załadunkowy, a pod podłogą kryje jeszcze pokaźnych rozmiarów schowki. Jak na model o bardziej obłej linii bocznej jest to całkiem dobry wynik – pokazujący, że połączenie stylu z praktycznością jest możliwe. Kii ProCeed atrakcyjnego designu rzeczywiście nie można odmówić. Można to powiedzieć zarówno o detalach w postaci ciekawego przedniego grilla czy wąskich tylnych świateł, jak i o ogólnym wrażeniu. Nadwozie shooting brake jest zdradliwe, bo ryzyko powstania „specyficznie” wyglądającego z boku auta jest w nim spore. ProCeed nie ma z tym problemów. Odbiór tego modelu na pewno poprawia też fakt, że jego bazowa wersja to GT-Line, czyli odmiana wyposażona w sportowy pakiet stylistyczny i aluminiowe felgi 17”. W egzemplarzach widocznych na zdjęciach znajdują się opcjonalne w GT-Line, a będące w standardzie w odmianie GT, 18” obręcze.

Po oględzinach praktycznej strony testowanej Kii nadszedł czas na zajęcie miejsca za kierownicą. Tor wyścigowy oddany do dyspozycji cechował się miejscami, gdzie można było się rozpędzić, a także technicznymi partiami zakrętów. Na prostych 1.6 T-GDI ProCeeda GT radziło sobie bardzo dobrze – dodanie gazu na wyjściu z zakrętów powodowało efekt wbicia w fotel, samochód bez kłopotów rozpędzał się na wcale nie takiej długiej prostej do około 180 km/h. Na normalnych drogach taka dynamika, z katalogowym czasem sprintu do 100 km/h wynoszącymi 7,5 s, to aż nadto.

Zakręty z kolei były próbą dla obniżonego fabrycznie względem Ceeda o 1 cm zawieszenia i układu kierowniczego. Samochód nie przechylał się podczas ich pokonywania z dużymi prędkościami, kierownica stawiała odpowiedni opór i uniemożliwiała wykonywanie nią przypadkowych ruchów przez nadwozie, a układowi nie brakowało precyzji. Ze swoimi, bądź co bądź amatorskimi, torowymi umiejętnościami czułem, że to raczej ja ograniczam auto, a nie odwrotnie.

Po kilku kółkach na torze nadszedł czas na powrót do „prawdziwego świata” – tym razem do spokojniejszej wersji GT-Line 1.4 T-GDi 140 KM. Utrata 64 KM względem GT była odczuwalna podczas przyspieszania, po wbiciu w fotel zostało tylko wspomnienie, ale i tak nie miałem podstaw, aby narzekać na tę jednostkę. Jej kultura pracy jest wzorowa, nie wpada w wibracje, ma wygładzony, niedokuczliwy dźwięk. Tak samo wypada dynamika, ponieważ 140 KM i 242 Nm dostępnego w przedziale 1500-3200 obrotów na minutę pozwalały mi bezproblemowo (oczywiście przy zachowaniu zdrowego rozsądku) wyprzedzać chociażby na autostradzie. W tych warunkach ujawnia się też dobre wyciszenie ProCeeda – przy dozwolonych w Hiszpanii 120 km/h w kabinie wciąż było całkiem cicho. Spalał wtedy około 6 l.

Stabilnie także w górach

Zanim jednak wjechałem na drogę szybkiego ruchu, trasa testowa przeniosła nas w góry. Potwierdziła ona moje zdanie o tym samochodzie – naszpikowane zakrętami, przypominające rajdowe odcinki specjalne drogi nie są dla tego auta problemem. Samochód zachowywał się stabilnie i dawał mi naprawdę dużo przyjemności z jazdy. Nie dawał mi powodów, bym żałował, że nie siedzę w jakimś ostrzejszym, bardziej sportowym samochodzie. Jeśli mogłem czegoś żałować, to co najwyżej tego, że przedni słupek jest dosyć gruby i ogranicza widoczność. Trzeba jednak dodać, że testowana Kia nie jest zbyt przyjazna w manewrowaniu. Precyzyjne cofanie bez kamery lub czujników to spore wyzwanie. Na szczęście oba elementy dostępne są w standardzie.

Kilometry pokonane Kią pokazały mi, że zawieszenie ProCeeda to udany kompromis pomiędzy właściwościami jezdnymi a komfortem – w którego zapewnieniu pomagają też wygodne fotele. Oddając samochód po kilku godzinach za kółkiem, nie czułem się ani trochę zmęczony.

Wszystkie wrażenia z tego dnia złożyły się na naprawdę pozytywny obraz, jaki utrwaliła w mojej głowie Kia ProCeed. Jest to auto dopracowane, w którym trudno jest znaleźć coś, do czego można się konkretniej przyczepić. Wyjściowa cena testowanego modelu w Polsce to 94 990 zł za GT-Line z 1.0 T-GDI 120 KM lub 98 990 zł za wariant 1.4 T-GDI 140 KM – wydaje się to sporo, jednak w standardzie model ten oferuje już naprawdę dużo. Gdy doposażymy Ceeda kombi do poziomu bazowego ProCeeda (światła LED, aluminiowe felgi, dostęp bezkluczykowy, pakiet stylistyczny itp.), otrzymamy porównywalną kwotę. Odmiana GT jest już droższa i kosztuje minimum 109 990 zł – jednak w jej przypadku mamy już do czynienia z bardziej hothatch’owym charakterem, za którym musi podążać cena.

Czas pokaże, jak samochód shooting brake popularnej marki przyjmie się na rynku, bo dotychczas nadwozia tego typu były domeną głównie producentów premium. Kia zapewniła jednak ProCeedowi solidne argumenty, którymi może on kusić potencjalnych nabywców.

Tekst ukazał się w Magazynie FLOTA 1-2/2019.

GALERIA

ZNAJDŹ NAS: