Mazda CX-5 2.5 SkyActiv-G SkyPassion: japońska tradycja na przekór europejskim trendom

Czy można przeciwstawiać się trendom i jeszcze na tym zyskiwać? Okazuje się, że bycie tradycjonalistą jest szalone, ale w całym tym szaleństwie jest metoda. Z precyzją godną japońskich samurajów, Mazda CX-5 wycina swój kawałek rynkowego tortu i pokazuje, że gen tradycji wcale nie wyginął i może pokazać lwi pazur. Zwłaszcza, że ma garść pokaźnych argumentów.

2019-11-06 14:27:06

Mazda CX-5 zdecydowanie spełnia większość oczekiwań współczesnych klientów. Jest SUV-em, ma napęd na cztery koła, duży bagażnik, pokaźną kabinę i pierwszy lepszy żwir czy piasek nie okaże mu się strasznym. Jeśli dodamy do tego nowoczesne technologie i urodziwą sylwetkę, to okazuje się, że można stworzyć szalenie ciekawy samochód. Gdzie w tym wszystkim tradycja? W obecnych czasach trendy rynkowe nakazują producentom stosować coraz mniejsze silniki wspomagane tubosprężarkami czy kompresorami. Mazda postawiła na swoje i stwierdziła, że do benzynowych jednostek napędowych nie będzie stosowała „wspomagaczy”. W dodatku pojemności największych benzyniaków mocno zaskakują europejskich klientów, ale okazuje się, że nie jest to wcale pozbawiona sensu filozofia.

Według danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar od stycznia do września 2019 roku, w Polsce zarejestrowano ponad 2400 Mazd CX-5 – lepszy wynik osiągnęła wyłącznie mniejsza Mazda CX-3. Można zatem postawić tezę, że japońska sprzedaż opiera się głównie o samochody SUV. Niedawno do salonów trafiło kolejna „podniesiona” Mazda CX-30, a na horyzoncie widać już w pełni elektrycznego SUV-a, jakim jest Mazda MX-30. Czym zatem Mazda CX-5 przekonuje do siebie?

Oferowana od dwóch lat Mazda CX-5 numer 2, zgodnie z całą linią modelową nakreślona została zgodnie z japońską filozofią „Kodo”, która oznacza duszę ruchu. Cała sylwetka ma zadziorny kształt, a o sportowe zacięcie dbają liczne przetłoczenia i ostre linie. Masywny grill i wąskie linie świateł (z bardzo dobrym oświetleniem matrycowym FullLED) tworzą spójną całość, a liczne chromowane wstawki podkreślają elegancki charakter CX-5. Cała karoseria pokryta testowanego egzemplarza pokryta została specjalnym lakierem Soul Red Crystal. Efekt wyjątkowego błyszczenia został osiągnięty dzięki zastosowaniu kilku warstw lakieru bezbarwnego w połączeniu z bardziej nasyconym kolorem właściwej warstwy (w porównaniu do poprzedniego koloru Soul Red Metallic nasycenie wzrosło o 20%).

Wsiadając do środka trudno nie odnieść wrażenia, że Mazda chce rywalizować z samochodami będących blisko segmentu premium. Precyzja wykonania całej kabiny oraz jakość materiałów zdecydowanie przekonuje do siebie, a niewielkie zmiany wprowadzone w ostatnim czasie pozwalają poczuć się jeszcze bardziej komfortowo wewnątrz CX-5. Z technologicznych nowinek mamy tutaj częściowo cyfrowe zegary, które zapożyczono z nowszych modeli, wyświetlacz Head-up Display oraz lekko zmieniony system info-rozrywki. Skórzane fotele (z elektryczną regulacją, podgrzewaniem i wentylowaniem) zapewniają doskonałe warunki do podróżowania, a w zimne dni przyda się również ogrzewane koło kierownicy. To ostatnie bardzo dobrze leży w rękach, a multifunkcyjne przyciski pozwalają obsługiwać radio i telefon bez odrywania rąk od kierownicy.

Mazda CX-5 zdecydowanie przekonywać będzie również ilością przestrzeni w kabinie. Duży rozstaw osi pozwolił wygospodarować sporo miejsca zarówno dla pasażerów jak i dla ich bagaży. Wspomniane już fotele przednie oferują szeroki zakres regulacji, który pozwoli nawet największym osobom znaleźć odpowiednią pozycję. Z tyłu do dyspozycji są trzy siedzenia i w przypadku każdego siedzenia przestrzeń na nogi jest wystarczająca. Co ważne dość wysoko poprowadzona linia dachu w żaden sposób nie ogranicza miejsca nad głową. Bagażnik testowanej Mazdy CX-5 oferuje ponad 500 litrów pojemności, które można powiększyć do 1620 litrów. Małym minusem jest dość wysoki próg załadunkowy, ale taki jest urok samochodów segmentu SUV. Plus za ilość schowków (ten w przednim podłokietniku jest wyjątkowo duży), miejsc na kubki i butelki. Widać, że japońscy projektanci spędzili dużo czasu nad dopracowaniem kabiny.

Największe zaskoczenie znajdziemy jednak pod maską testowanej Mazdy CX-5. Obecnie panujące trendy jednoznacznie pokazują, że producenci wprowadzają do oferty silniki o dość małym litrażu, wspomagane turbodoładowaniem – wystarczy chociażby wspomnieć Citroena C5 AirCross, którego podstawową jednostką napędową jest benzynowy silnik 1.2 PureTech. W przypadku Mazdy CX-5 do wyboru mamy cztery jednostki napędowe: dwie benzynowe (2.0 SkyActiv-G 165 KM i 2.5 SkyActiv-G 194 KM) oraz dwie wysokoprężne (2.2 SkyActiv-D 150 KM i 2.2 SkyActiv-D 184 KM). W przypadku testowanego egzemplarza do testów otrzymaliśmy auto z mocniejszym benzyniakiem. 194 KM i 258 Nm momentu obrotowego przekazywane było na wszystkie koła poprzez 6-stopniową przekładnię automatyczną.

Jak wspominaliśmy wcześniej, w benzynowych silnikach, Mazda nie zastosowała żadnego turbodoładowania. I musimy przyznać, że jest to szalenie ciekawe rozwiązanie. Mocy nie brakuje, jednak gdy chcesz szybciej pojechać, musisz silnik „wkręcać” na wyższe obroty. Wtedy też dynamiki mu nie brakuje, a wyprzedzanie na drogach nie stanowi żadnego problemu. 100 km/h osiągane jest w niewiele ponad 9 sekund, a prędkość maksymalna to prawie 200 km/h. Duży plus za wyciszenie kabiny – nawet przy wyższych obrotach silnik nie jest głośny.

Zastosowanie dużego silnika ma swoje przełożenie na zużycie paliwa. Producent obiecuje zużycie paliwa przy niskich prędkościach (norma WLTP) na poziomie 11,2 l/100 km. Testowany odcinek po zakorkowanej Warszawie wykazał wynik na poziomie 11,8 l/100 km. W trasie przy dość spokojnym tempie jazdy można uzyskać spalanie na poziomie 9,3 l/100 km, co przy średnim pomiarze podawanym przez producenta na poziomie 8,4 l/100 km, jest wynikiem zadowalającym. Zwłaszcza, że z tym silnikiem można zamówić auto wyłącznie z przekładnią automatyczną. Praca tej ostatniej jest bardzo dobra i nie ma najmniejszych problemów, żeby dobrać odpowiednie przełożenie. Dodatkowy plusik za możliwość sekwencyjnej zmiany biegów w „rajdowym” stylu – wyższy bieg wrzucamy ciągnąc drążek do siebie.

A jak Mazda CX-5 się prowadzi? Nadzwyczaj dobrze. Japończycy reklamują swoje samochody hasłem „Jinba-lttai” co oznacza jedność kierowcy z samochodem. W temacie prowadzenia CX-5 może spokojnie rywalizować z najlepszymi – łącznie z liderem segmentu w zakresie prowadzenia jakim jest Alfa Romeo Stelvio. Japońscy konstruktorzy włożyli ogromny wysiłek w układ kierowniczy CX-5, który jest szalenie bezpośredni i zaskakująco precyzyjny. Nagłe zmiany kierunku jazdy, czy gwałtowne ruchy kierownicą nie robią na Maździe żadnego wrażenia, a CX-5 bardzo skutecznie tworzy wrażenie pewności w odbiorze poleceń kierowcy. Samo zawieszenie zestrojono sztywno, lecz z dużą domieszką komfortowych nastawień. Mocno poprawiono wybieranie nierówności przez co nadwozie nie kołysze się na nierównych drogach.

Zastosowanie dużego silnika ma jednak pewien zasadniczy minus. Ta wersja CX-5 trafia bowiem do grupy z większą akcyzą. Przekłada się to na wyższą cenę, chociaż podstawowa wersja tylko delikatnie przekracza kwotę 105 000 zł. Chociaż konkurencja potrafi być tańsza, to należy pamiętać, że już „bieda wersja”, okazuje się bogato wyposażona – wystarczy wspomnieć, że w standardzie mamy m.in. przednie reflektory LED. Ceny samochodów z 2,5-litrowym benzyniakiem startują od 137 000 zł, a testowany egzemplarz wyceniono na około 170 000 zł. Czy to dużo? Patrząc przez pryzmat aspirowania do całej konkurencji w segmencie (łącznie z modelami premium), cena Mazdy CX-5 staje się atrakcyjna. Zdecydowanie nie jest to tani samochód, lecz jeśli szukasz alternatywy dla Audi, BMW, Volvo czy Alfy Romeo i chcesz mieć wyróżniające się stylistycznie auto, to zdecydowanie powinieneś sprawdzić ofertę Mazdy. I coś czujemy, że wielu klientów przekona się do japońskiej konstrukcji.

ZNAJDŹ NAS: