[TEST] Škoda Scala – całkowite przeskalowanie podejścia

Nowa Škoda Scala zrywa z poprzednikiem, modelem Rapid. I to radykalnie. To kompakt czeskiego producenta, który może konkurować z największymi rywalami na rynku.

2020-01-24 09:43:49

Škoda zmienia wizerunek w segmencie. Uwielbiamy czeskiego producenta. Krzyczą o tym wyniki sprzedaży z naszego rynku. I to od lat. Dlaczego Škoda tak mocno rozkochała w sobie Polaków? Trudno powiedzieć. Może bliskość Czech, może sentyment do kraju z podobnymi przejściami historycznymi? Nie wiem. A może dlatego, że z kopciuszka stała się nowoczesnym, światowym producentem samochodów?

Zmiana podejścia

Scala po włosku znaczy „schody”. Zobaczmy zatem, jak wysoko wdrapała się nowa czeska propozycja. Škoda tym modelem wkracza w nieco nowe rejony. Zarówno w kontekście stylistyki, technologii jak i rynkowego wizerunku. Konstrukcja jest całkowicie nowa. Opiera się na płycie technologicznej MQB A0, i jest to pierwszy model korzystający z tej właśnie platformy. Auto mierzy 4362 mm długości, 1793 mm szerokości i 1471 mm wysokości przy rozstawie osi 2649 mm. Efekt? Sporo miejsca. Wszędzie. To już nic innego jak pełnoprawny kompakt. A to słowo oznacza jedno... ogromną konkurencję. Do redakcyjnego testu otrzymaliśmy nowy model Scala 1.0 TSI. Czyli taką alternatywę dla Golfa, Astry czy Focusa. Pytanie więc rodzi się jedno, czy to tylko alternatywa, czy już poważny konkurent?

Już pierwsze spojrzenie jest obiecujące. Wygląda dobrze, schludnie i nowocześnie. Choć fanem nowej stylistyki czeskiego producenta nie jestem, w rzeczywistości nowy kompakt Škody prezentuje się znacznie lepiej niż na zdjęciach. Na wyposażeniu znajdziemy sporo, ma to jednak swoją cenę, a ta do niskich już nie należy. Coś za coś, chciałoby się powiedzieć.

Spójny wygląd

Jakiś czas ze Škodami nie obcowałem. Nowy kompakt Škody zaskakuje jednak już na dzień dobry. Zresztą, tak jak zapowiadali przedstawiciele marki, to zupełnie nowe rozdanie, zarówno pod względem stylistyki, jak i ogólnie pojętej jakości. I faktycznie. Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Wygląd auta jest spójny, wymiary proporcjonalne, a całość znacznie bardziej udana niż w przypadku Rapida. Scala jest po prostu bardzo ładna. Do tego testowany egzemplarz otrzymał jaskrawo zielony kolor, który zdecydowanie ożywia całą sylwetkę, oraz panoramiczny dach i skórzaną tapicerkę. Ostre linie (szczególnie przodu) ukierunkowują drogę stylistyczną przyszłych modeli Škody.

Wsiadam i co dalej?

Wnętrze również otrzymało nowe życie. Scala jest o wiele bardziej przemyślana, ale też ładniejsza od Rapida. Obcowanie z ergonomią oczywiście nie różni się wielce od innych modeli z grupy Volkswagena, wszystko jest dokładnie tam, gdzie być powinno i doskonale znane. Jakbyś wracał do rodzinnego domu, gdzie wszystko jest tam, gdzie być powinno. W testowanej wersji znalazł się opcjonalny kokpit wirtualny, czyli cyfrowy wyświetlacz zegarów o przekątnej 10,25'', który możemy dowolnie konfigurować. Kosztuje około 3000 zł, ale myślę, że wart jest swojej ceny. To rozwiązanie weszło jakiś czas temu do motoryzacyjnego świata i nie można mu odmówić funkcjonalności. Czas powoli żegnać się z tradycyjnymi zegarami. Na konsoli centralnej znajdziemy wyświetlacz Infotainment, znany z innych produktów Grupy Volkswagena, który może mieć 6,5 lub 9,2''. Wnętrze nie rozczarowuje ilością schowków, w drzwiach spokojnie wejdą butelki z wodą o pojemności 0,5 litra, w podłokietniku zmieści się kilka większych drobiazgów, do tego całkiem spory schowek po stronie pasażera i trochę miejsca przy konsoli środkowej. Auto połączymy ze smartfonem, a przy drążku zmiany biegów mamy dwa porty USB-C (cóż, czas zmienić kabelki na nowe). Słowem, jest dobrze. Na obecnym poziomie... współczesności.

Bagażnik, jak to w Škodach, jest przepastny. Czasem mam wrażenie, że inżynierowie od swoich przełożonych najpierw otrzymują rozmiary przestrzeni bagażowej i do tego mają dobudować resztę samochodu. Scala pomieści 467 l, a przy rozłożonych oparciach – aż do 1410 l. Nie jest może rekordzistą, np. Honda Civic jest przepastniejsza, oferując aż 478 l, ale Škoda z podniesionym czołem utrzymuje się w czołówce tej kategorii. Przestrzeni zarówno z przodu, jak i na tylnej kanapie nie brakuje. Do Octavii daleko, ale w segmencie kompaktów zdecydowanie wystarczy. Przyjemnym gadżetem jest panoramiczny dach, który w razie potrzeby możemy całkowicie przysłonić. Fotele są wygodne i zapewniają duże pole manewru przy regulacji. Nieźle też trzymają na boki. Na wyposażeniu testowanego egzemplarza znalazła się półskórzana tapicerka, co naszej Škodzie zdecydowanie dodało elegancji. Podsumowując, jakość wnętrza – pamiętajmy że to bardzo bogata wersja wyposażeniowa – jest na wysokim poziomie. Do tej pory spotykana wyłącznie w droższych modelach Škody.

W drogę...

Dzięki opcji Drive Mode Select możemy wybierać tryby jazdy (komfort, normal, eco i sport), choć szczególnie wyraźnych różnic trudno się doszukać. Na pewno Scala jest bardziej „eko” niż „sport”. Szczególnie, że wyposażona została w system start-stop, który wyłącza silnik, kiedy nie ma powodu, aby pracował, np. w korku. Na wyposażeniu znalazł się też doskonale znany już od lat system Park Assist. Bywa pomocny, bywa też przeszkodą. Zdarzało się, że mikroprocesorowy mózg rozpoznawał równoległe miejsca parkingowe jako prostopadłe i odwrotnie. Jeżeli jednak już przestrzeń parkingową określi prawidłowo, to działa precyzyjnie i skutecznie. Nie jest to może element pierwszej potrzeby, ale wart rozważenia, gdyż bywa pomocny.

Wyciszenie wnętrza robi wrażenie. W porównaniu do poprzednika stoi na zdecydowanie wyższym poziomie. Zarówno przy prędkościach miejskich, jak i autostradowych. Jest cicho i przyjemnie. Do tego Scala wyposażona została w całkiem niezłe audio. W dziedzinie komfortu Škoda zrobiła spory krok naprzód. Jazda jest przyjemna i bez niespodzianek. Układ kierowniczy jest mocno wspomagany, a lekki opór znamy doskonale z innych modeli Grupy Volkswagena. Zawieszenie nie jest przesadnie twarde, co przy wątpliwej jakości naszego asfaltu (szczególnie w miastach) zapewnia wygodę. Jest natomiast odpowiednio twarde, żeby w szybkich, krętych łukach nie czuć się wożonym przez auto. Jest po prostu pewnie i bezpiecznie z tendencją do podsterowności. Klasyka. Choć akurat w tym egzemplarzu bardzo lekki trzycylindrowy silnik pod maską pomaga w balansie mas i niwelowaniu nadmiernej podsterowności. Zawieszenie tylne oparte na belce skrętnej gwarantuje odpowiednią wielkość bagażnika, ale odbiera nieco komfortu np. przy pokonywaniu progów zwalniających. Rozwiązaniem jest wydanie dodatkowych prawie 2000 zł (dokładnie 1850 zł) na zawieszenie adaptacyjne.

Co mnie napędza?

Pod maską gości silnik 1.0 TSI o mocy 115 KM. Dużo? Mało? Zaskakująco skutecznie. Początkowo myślisz, że takie trzy cylindry mogą nie wystarczyć, żeby cokolwiek ruszyć z miejsca, ale już po pierwszej próbie wyprzedzania wiesz, że można na nich polegać. Oczywiście, ten wariant nie jest arabskim koniem wyścigowym i cudów nie ma, ale spokojnie możesz oszukać kolegę, że pod maską jest przynajmniej ze 140 KM. Jest naprawdę dobrze. Gorzej ze... spalaniem. Chyba najmniej imponująco wypada na autostradzie. O wiele lepiej w wolniejszej trasie i całkiem nieźle w mieście. W cyklu mieszanym, przy równie mieszanej intensywności wciskania pedału gazu, średnie spalanie wyniosło około 7,5 l/100 km. I tutaj zagadka, większy i mocniejszy silnik 1,5 l jest oszczędniejszy i ma lepsze osiągi. Owszem, kosztuje nieco ponad 6000 więcej, ale jest jednak wart poważnego rozważenia przy konfigurowaniu auta.

Wyposażenie

Scala zaskakuje też czymś innym. Może nie zaskakuje, bo technologia Škodzie znana jest już od lat, jednak była dotychczas szczątkowo wykorzystywana w niższych modelach marki. Asem w rękawie tego auta mają być systemy wspierające kierowcę. I owszem. Są. Oprócz współczesnej normy, czyli aż dziewięciu poduszek powietrznych, mamy też całą gamę technologicznych asystentów takich jak: asystent parkowania, asystent pasa ruchu, systemu monitoringu, odległości od poprzedzającego pojazdu oraz funkcję rozpoznawania pieszych, awaryjne hamowanie podczas cofania czy udoskonalony czujnik martwego pola. To nie wszystko. Wyposażenie dodatkowe obejmuje: aktywny tempomat ACC (działający do prędkości aż 210 km/h), Park Assist wspomagający wyjazd z miejsca parkingowego z funkcją awaryjnego hamowania podczas manewrów. Scala ma też dostęp do danych pojazdu za pośrednictwem tabletu lub smartfona, a danymi są m.in.: informacje na temat aktualnego przebiegu auta, zużycia paliwa czy lokalizacji samochodu.

Ile to wszystko kosztuje?

Ceny? No właśnie. Testowany egzemplarz to... około 120 000 zł! Uff. Podstawowa Scala kosztuje 66 500 zł. To i tak więcej niż Rapid, który startował z poziomu 50 000 zł. Tyle że w tej kwocie dostajemy znacznie więcej znacznie lepszego auta. W wyposażeniu standardowym znajdziemy między innymi: klimatyzację, Radio Swing z kolorowym ekranem dotykowym 6,5'', dwa gniazda USB-C, Bluetooth czy podłokietnik pomiędzy fotelami z przodu. Do tego systemy bezpieczeństwa, jak: Front Assist, Lane Assist (asystent pasa ruchu), a także system umożliwiający połączenie alarmowe i wezwanie pomocy w razie wypadku. Zatem? Werdykt? Testowana Scala jest niemal taką wersją, jaką wybrałbym dla siebie. Bezsprzecznie. No, może poza silnikiem 1.5 zamiast 1.0, ale cała reszta jest bardzo dobra i zaskakująco przyjemna w użytkowaniu. Pytanie tylko, czy chciałbym wydawać ponad 100 000 zł na kompaktową Škodę? Bardziej podstawowe wersje nie zachwycają już tak rozbuchaną technologią, ale w dalszym ciągu potrafią zaczarować i skusić. Pewnie takich z salonów wyjedzie najwięcej. I bez cienia wątpliwości Scala niebawem zapełni ulice polskich miast i miasteczek, bo jest po prostu najlepszym kompaktem, jaki Škoda kiedykolwiek stworzyła. A biorąc pod uwagę, że Polacy Škodę kochają, o sprzedaż nie ma co się martwić...

Tekst ukazał się w Magazynie FLOTA 11-12/2019

ZNAJDŹ NAS: