Hyundai zaskoczył wszystkich – Tucson czwartej generacji będzie hitem?

Od lat koreańska motoryzacja rozwija się w dobrym kierunku. Z modelu na model konsekwentnie dąży do poprawy jakości, lepszych systemów, co w efekcie spowodowało, że w końcu nie musi gonić konkurentów, tylko to oni gonią ją. Potwierdzeniem tego może być nowy Tucson czwartej generacji, którego mieliśmy okazję zobaczyć podczas statycznej prezentacji w Warszawie.

2020-12-03 11:57:05

Hyundai na przestrzeni lat znacząco poprawił swoje produkty i dostosował je do wymagań europejskich. Nic dziwnego. W końcu jest to spełnienie ich założeń, które zakładały tworzenie aut pod konkretne rynki. Tak było choćby z Hyundaiem Tucsonem trzeciej generacji, którego produkcja odbywała się w Czechach. Ten model miał wiele zalet, co potwierdza choćby jego popularność w Europie oraz fakt, że stał się numerem jeden w Polsce. Nic więc dziwnego, że kolejna jego odsłona nie mogła być nijaka.

Stylistyczny szał

Pierwszy rzut oka wystarczy, aby stwierdzić, że styliści Hyundaia popuścili wodze fantazji. I dobrze. W końcu żyjemy w czasach, kiedy futuryzm jest w cenie. Tucson wpisuje się w to dosłownie całym sobą. Z przodu najbardziej rozpoznawalną częścią są światła do jazdy dziennej zlewające się z atrapą chłodnicy, tworząc z nią jednolitą całość. Obok nich znalazło się miejsce na światła mijania oraz kierunkowskazy, tak jak zostało to zrobione w modelach Santa Fe czy Kona. Tego typu elementów nie spotkamy nigdzie indziej.

Poza tym są też mocno podkreślone przetłoczenia, jak choćby te boczne w kształcie litery „Z”. Można mieć wrażenie, że swoim wyglądem nawiązują one do japońskiego konkurenta – Toyoty RAV4. Jednak tutaj zostało to zrobione nieco lepiej, z dbałością o wszystkie szczegóły. Uzupełnieniem całości jest logo firmy wtopione w tylną szybę o trójwymiarowym kształcie – nie jest to naklejka, tylko normalny znaczek – a także wycieraczka schowana pod tylny górny spojler czy tylne reflektory LED, połączone listwą świetlną biegnącą przez całą szerokość auta.

Wnętrze na poziomie

Wraz z nową generacją Tucsona przyszła również nowa jakość wykończenia. W czasach, kiedy większość producentów stara się szukać oszczędności, co widać po materiałach, Hyundai postanowił zrobić to dobrze. Z tego względu zarówno z przodu, jak i z tyłu boczki drzwi zostały dopieszczone miękkimi materiałami. Dodatkowo projekt deski rozdzielczej został zainspirowany wodospadem. Dlatego jej górna część jest płaska, a centralna część „wylewa się” ku dołowi. Jest to ciekawy efekt, do tego uzupełniony liniami korespondującymi z formą tylnych świateł.

W tym miejscu warto się na chwilę zatrzymać. Niestety producent postanowił zastosować błyszczącą czerń na centralnej części deski rozdzielczej, pod którą ukrył przyciski (większość z nich jest dotykowa). Oznacza to, że w trakcie eksploatacji nie nadąży się czyścić widocznych odcisków palców oraz ścierać kurzu. Nadmienić można, że w zależności od wariantu ekran centralny, z systemem BlueLink, może mieć 8 lub 10,25″. Z kolei elektroniczna tablica rozdzielcza ma przekątną 12,3″. Jest to według mnie pozycja obowiązkowa, gdyż w innym przypadku otrzymujemy analogowe zegary z 4,2-calowym wyświetlaczem komputera pokładowego.

Przestrzeń we wnętrzu

Dzięki zastosowaniu nowej płyty podłogowej auto zyskało więcej miejsca we wnętrzu. Daje się to odczuć zwłaszcza w drugim rzędzie siedzeń. Miejsca na nogi, jak i nad głową wystarcza do spokojnego i wygodnego podróżowania. Podobnie jest z bagażnikiem, choć to nieco bardziej skomplikowane. Wszystko tak naprawdę zależy od wybranej jednostki napędowej. W benzynie do dyspozycji jest 620 l, w dieslu już 598 l, w hybrydzie klasycznej (HEV) – 616 l, a w hybrydzie typu plug-in (PHEV) – 558 l.

Czym jest napędzany?

Hyundai w nowym Tucsonie zaproponował szeroką gamę układów napędowych. Podstawowym wariantem jest silnik benzynowy 1.6T-GDI o mocy 150 KM. To nowa jednostka napędowa z rodziny Smartstream. Dostępny jest też mocniejszy jej wariant o mocy 180 km z 48-voltową instalacją elektryczną (mild hybrid) oraz siedmiobiegowym automatem. Do dyspozycji jest też 230-konna hybryda (HEV), a w przyszłym roku w ofercie zagości hybryda plug-in (PHEV) o mocy 265 KM (91 KM silnik elektryczny). Koreańska marka postanowiła na polski rynek wprowadzić też jednego diesla (1.6 CRDi o mocy 136 KM). Jest to raczej zagranie na jakiś czas, gdyż docelowo jednostki wysokoprężne mają zniknąć z oferty. Warto też dodać, że w przypadku tego modelu napęd na cztery koła (4WD) można mieć niezależnie od wybranej jednostki napędowej. Marka postanowiła zachować wał napędowy przenoszący moc i moment obrotowy na tylną oś. Tym samym nie trzeba się skazywać na przykład na hybrydę, aby cieszyć się z napędu na cztery koła.

Ceny

Bazowa cena Tucsona startuje od 99 990 zł. Jest to o 18 600 zł więcej niż w przypadku schodzącej generacji. Trzeba jednak pamiętać, że debiutant otrzymał mocniejszy o 18 KM silnik podstawowy oraz nowe wersje wyposażenia (Start, Modern, Smart, Executive, Platinium oraz N-Line – ta ostatnia zostanie wprowadzona w późniejszym czasie). W cenę każdego modelu wliczona jest pięcioletnia gwarancja bez limitu kilometrów oraz pięcioletnia usługa Assistance.

Tucson już w podstawowej wersji jest bogato wyposażony. Jako standard przyjęto takie elementy jak: klimatyzacja manualna, tempomat, kamera cofania, ośmiocalowy ekran systemu multimedialnego, schowek pod podłogą bagażnika, LED-owe światła do jazdy dziennej, siedem poduszek powietrznych (w tym centralna), elektryczny hamulec postojowy z funkcją Auto Hold, asystent podążania na pasie ruchu, system unikania kolizji czołowych z wykrywaniem pieszych. Za dopłatą auto można doposażyć m.in. w panoramiczne okno dachowe (2300 zł), które wprowadza również ledowe oświetlenie wnętrza (w innym przypadku są to klasyczne żarówki o żółtym świetle), tapicerkę Teal (1000 zł), skórzaną tapicerkę wraz z elektrycznym sterowaniem foteli przednich (8500 zł) czy asystenta jazdy autostradowej wraz z regulacją twardości zawieszenia (5000 zł).

Po pierwszym spotkaniu

Pierwsze spotkanie z Hyundaiem Tucsonem czwartej generacji było miłym zaskoczeniem. Auto zyskało wiele ciekawych rozwiązań, stylistycznie stało się nowym wyznacznikiem poziomu oraz otrzymało wykończenie zawstydzające konkurencję. Oczywiście nie obyło się bez niedociągnięć, jak choćby widoczne śruby od mocowania przednich prowadnic foteli. Zobaczymy, jak Tucson sprawdzi się podczas pierwszych testów drogowych. Jednak już w tym momencie można założyć, że będzie to kolejny hit sprzedażowy.

Autor: Maciej Gis

Tekst ukazał się w Magazynie FLOTA 11-12.

 

 

GALERIA

ZNAJDŹ NAS: