Autonomiczna jazda wkracza do motoryzacji

Coraz bardziej zaawansowane technologie, które znajdują się we współczesnych samochodach, coraz mocniej wpływają na codzienne podróżowanie. Chociaż oficjalnie nikt jeszcze nie oferuje samochodów z funkcją autopilota, to producenci tacy, jak Tesla czy Audi prowadzą intensywne badania nad wprowadzeniem tej opcji do swoich samochodów. Czy przyszłość motoryzacji będzie tak wyglądać?

2017-08-17 10:25:30

Autopilot znany jest przede wszystkim z lotnictwa. To właśnie w samolotach pojawiły się pierwsze systemy, które wspomagają pilotów w czasie ich pracy. Pierwszym systemem, który mógł wskazywać, iż autopilot pojawi się na pokładach samochodów, był tempomat. Pierwotnym założeniem tego systemu było stałe utrzymywanie prędkości podczas podróży. Technologia jednak, jak natura, nie znosi próżni i w krótkim czasie układ ten został mocno rozwinięty. Obecnie w większości samochodów pojawiła się już odmiana aktywnego tempomatu, który samodzielnie potrafi kontrolować zarówno prędkość, jak i odległość od poprzedzającego pojazdu. Dzieje się to na podstawie radaru, który został umieszczony w przednim pasie. A jak wyglądają prace nad autopilotem?

Osiem kamer i czujniki

Obecnie najbardziej zaawansowane prace prowadzi Tesla, która w swoich samochodach instaluje program zwany autopilotem. Nie jest to funkcja stricte autonomicznej jazdy, jednak przyglądając się bliżej, można spokojnie stwierdzić, że jest to ogromny krok w tę stronę. Działanie systemu autopilot w Tesli opiera się na wykorzystywaniu ośmiu kamer oraz czujników zbliżeniowych, których zasięg sięga nawet 250 m. Komputer przetwarza dane pochodzące z urządzeń i wydaje odpowiednie komendy. Wszystko dzieje się bez udziału kierowcy, który jednak cały czas musi znajdować się na pokładzie i kontrolować działanie auta – jest to wymagane ze względów prawnych. Jednak, jak twierdzą twórcy pojazdu, obecna wersja autopilota jest zupełnie samodzielna i zapewnia pełne bezpieczeństwo.

Tesla w swoich samochodach oferuje układ pozwalający zwolnić kierowcę z prowadzenia auta. Autopilot posiada bardzo dobrze rozwinięte funkcje, dzięki czemu potrafi nie tylko parkować samochód, ale też bezpiecznie doprowadzić go do zadanego celu. Właściciel Tesli chwali się, że jego samochody potrafią nawet samodzielnie zaparkować, omijając miejsca dla niepełnosprawnych. W Stanach Zjednoczonych obecnie są prowadzone intensywne testy, które mają odpowiedzieć na pytanie, czy autonomiczna jazda jest bezpieczna dla kierowców. Okazuje się bowiem, że w niektórych przypadkach autonomiczna jazda może być problematyczna.

W maju 2016 r. Tesla Model S (wyposażona w funkcję autopilota) nie zarejestrowała białej przyczepy zawracającej na drodze i z impetem wjechała w nią. Dla właściciela samochodu wypadek skończył się tragicznie – stracił życie. Momentalnie odezwały się głosy, że winę za całe zdarzenie ponosi technika i firma Tesla. Po wielomiesięcznym śledztwie amerykańskich służb okazało się, że to nie technika zawiniła temu wypadkowi. Właściciele Tesli korzystają z funkcji autopilota w sposób niewłaściwy. Przyznano, że autopilot błędnie zidentyfikował zagrożenie, jednak cały czas kierowca był o tym ostrzegany, a autopilot oraz system automatycznego hamowania mają swoje ograniczenia.

Dodatkowo okazało się, że według badań amerykańskiej Krajowej Administracji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego funkcja autopilota w Tesli nie tylko nie stanowi zagrożenia, ale też poprawia bezpieczeństwo – użytkowanie tego urządzenia zredukowało liczbę kolizji aż o 40%! W celu poprawy działania systemu autopilota Tesla wprowadziła poprawki. Teraz kierowca musi trzymać cały czas ręce na kierownicy, bo kiedy je puści, autopilot się wyłączy, a jego ponowne uruchomienie nie będzie możliwe do momentu całkowitego zatrzymania samochodu. Znana jest również sytuacja, w której Tesla Model X na chwilę przed wypadkiem innego pojazdu automatycznie uruchomiła hamulce, dzięki czemu udało się jej uniknąć uczestniczenia w zdarzeniu drogowym. A jak wyglądają prace nad funkcją autonomicznej jazdy u innych producentów?

Wyścig technologiczny

Oficjalnie nikt nie oferuje jeszcze możliwości autonomicznej jazdy. Technologia gna do przodu, jednak cały czas wymagana jest obecność i kontrola człowieka nad działaniem elektroniki. We współczesnych samochodach znajdziemy kilka systemów, które w jakimś stopniu nawiązują do autonomicznego prowadzenia. Ich działanie opiera się najczęściej na systemie kamer i czujników, które stale monitorują obszar wokół samochodu. Audi, BMW oraz Mercedes dość intensywnie pracują nad swoimi produktami. I zdecydowanie widać postępy.

Już we właściwie każdym modelu Audi znajdziemy m.in. asystenta jazdy w korku. Jest on specjalną funkcją aktywnego tempomatu (potrafiącego automatycznie regulować prędkość i odległość od poprzedzającego samochodu) i aktywnego asystenta pasa ruchu. Ten ostatni opiera się na dwóch podsystemach: aktywnym asystencie pasa ruchu (który kontroluje, czy pojazd porusza się po wyznaczonym pasie) oraz na systemie kamer i czujników monitorujących inne pojazdy wokół auta.

Obecnie asystent jazdy w korku działa do prędkości 60 km/h. Samodzielnie utrzymuje odległość od poprzedzającego pojazdu i utrzymuje Audi w konkretnym pasie. Zatrzymuje i rusza bez zarzutu, co pozwala kierowcy na chwilę oddechu podczas przedzierania się przez miejską dżunglę. Oczywiście, ze względów bezpieczeństwa i bacząc na obowiązujące przepisy prawne, kierowca cały czas musi kontrolować działanie asystenta jazdy w korku poprzez delikatne dotykanie pedału gazu lub wykonywanie subtelnego manewru kierownicą.

Audi chwali się, że w nowym Audi A8, które pojawi się pod koniec 2017 r., asystent jazdy w korku zostanie jeszcze bardziej rozwinięty. A jak wygląda to u konkurencji?

Podobne systemy do tych w Audi oferuje również Mercedes. W nowej generacji klasy E zaprezentowane zostały układy działające analogicznie. Lista systemów i układów wspomagających kierowcę w czasie jazdy jest bardzo długa. Oto kilka przykładów, w których może pomóc system z Mercedesa klasy E: w pierwszym przypadku kierowca zmienia pas ruchu, jednak nie upewnia się, czy nie spowoduje kolizji z innym pojazdem. W tym momencie aktywny asystent martwego pola, wykorzystując czujniki w zderzakach, sprawdza, czy w tzw. martwym polu nie znajduje się inny pojazd. W przypadku jego wykrycia, kierowca jest informowany poprzez miganie kontrolki i sygnał dźwiękowy. Kiedy nie będzie reakcji, samochód może uruchomić układ kierowniczy i hamulcowy, aby autonomicznie wrócić na zajmowany wcześniej pas.

Drugim przykładem są systemy wykrywające i ostrzegające o pieszych znajdujących się w polu jazdy. Za ochronę w takich sytuacjach odpowiada asystent układu hamulcowego z funkcją pokonywania skrzyżowań. Na pokładzie Mercedesa klasy E zainstalowano kamery, które cały czas monitorują obszar przed samochodem. W momencie gdy przed samochodem zostanie wykryty pieszy, na ekranie przed kierowcą pojawi się stosowny komunikat. Jeśli ze strony kierowcy nie będzie żadnej reakcji, to system Mercedesa będzie próbował uniknąć potrącenia przez hamowanie i zmianę toru jazdy. Kiedy ta ostatnia nie będzie możliwa, uruchomione zostanie hamowanie awaryjne. Wszystko dla lepszej ochrony pieszych.

Przykłady Tesli, Audi i Mercedesa jasno pokazują, że technologia autonomicznej jazdy już jest dostępna, jednak cały czas pozostaje kwestia czynnika ludzkiego. Można jednak założyć, że w ciągu najbliższych dziesięciu, może piętnastu lat w samochodach zostaną zamontowane już w pełni autonomiczne systemy, które pozwolą kierowcy wpisać zadany adres i „zapomnieć” o prowadzeniu. Taka będzie przyszłość.

ZNAJDŹ NAS: