Napędy alternatywne – czyli koniec ropy coraz bliżej

Paliwa alternatywne to nie odległa przyszłość, ale galopująca teraźniejszość. Wszelkie możliwe statystyki, badania i twarde fakty mówią jedno – kupujemy coraz więcej aut o napędzie innym niż benzynowym.

2017-10-30 09:03:50

Nie mówimy tutaj o modnej ostatnio ekologii. To o wiele poważniejszy problem, związany z ograniczonymi zasobami ropy naftowej, będącą głównym składnikiem w produkcji paliw. Do tej pory wszystkie badania nad paliwami alternatywnymi skupiały się wokół globalnych kryzysów paliwowych, te związane były z ich niedoborem bądź zwyżką cen. Po dziś dzień możemy wyróżnić trzy takie okresy. Pierwszy miał miejsce w Europie po II wojnie światowej, kolejny w latach 70. XX w., trzeci właśnie trwa i zaczął się pod koniec lat 90. XX w. Następnym, nie mniej poważnym czynnikiem zmuszającym do opracowania nowych paliw, jest wprowadzanie nowych, zaostrzonych norm dotyczących emisji spalin. W przekazach reklamowych i medialnych zaznacza się „dbałość o środowisko”. To jednak nie jest jedyny powód, dla którego producentów ogarnął „zielony szał”. W tle widzą przecież zaostrzające się przepisy dotyczące norm substancji szkodliwych wydostających się z rur wydechowych. Marki nie tyle chcą, ile muszą szukać źródeł alternatywnych. Jeżeli tego nie zrobią, będą płacić kary. Stąd takie poruszenie.

Kiedy skończy się ropa? Szacunki – jakże się od siebie różniące – mówią, że złoża ropy wystarczą ludzkości na jakieś 30-60 lat.

Zgodnie z dyrektywą Unii Europejskiej 2014/94/UE o rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych, do 2020 r. mamy obowiązek zapewnienia odpowiedniej infrastruktury dla elektrycznych pojazdów, w tym budowy punktów ładowania. Wszystko wskazuje na to, że prąd wkracza do Polski. Na świecie w tej chwili sprawa wygląda zdecydowanie inaczej. Rządy większości krajów wprowadzają, bądź już dawno mają, odpowiednie regulacje prawne zachęcające klientów do nabywania pojazdów elektrycznych. Najróżniejsze systemy dopłat funkcjonują już w 17 europejskich krajach (np. w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Rumunii, Norwegii, Holandii czy na Słowenii). Krajem przodującym w elektromobilności jest w tej chwili zdecydowanie Norwegia. W samym tylko czerwcu 2017 r. samochody elektryczne stanowiły tam 42% nowo zarejestrowanych pojazdów! Klienci zwolnieni są z 25% podatku VAT oraz opłat autostradowych. Mało tego, obniżony jest też podatek drogowy, a w niektórych regionach nie trzeba nawet płacić za parkowanie. Z kolei w samej tylko Holandii pojazdy elektryczne stanowią 6,4% wszystkich aut. W Szwecji to 3,4%.

Inną kwestią są nakazy i zakazy, do których nieśmiało przymierzają się kraje europejskie (ale nie tylko). Niektóre rządy nawet jasno określają czas, kiedy zostaną wprowadzone zakazy sprzedaży samochodów spalinowych! W Norwegii oraz Holandii wydarzy się to już w 2025 r., w Indiach od 2030 r., we Francji oraz Wielkiej Brytanii od 2040 r. Szacunki? Istnieją badania mówiące, że w 2040 r. po drogach na świecie może się poruszać nawet 530 milionów samochodów elektrycznych. Ile z tego będzie w Polsce?

Ile mamy aut elektrycznych w Europie?

W ubiegłym roku na terenie Unii Europejskiej było zarejestrowanych ponad pół miliona pojazdów elektrycznych. Wszystko wskazuje na to, że w 2018 r. przebijemy psychologiczną barierę miliona sztuk! Park samochodów z napędem alternatywnym w Unii Europejskiej odnotował w ciągu ostatniego roku wzrost o 38%. W II kw. 2017 r. stanowiły one 5% wszystkich sprzedanych pojazdów osobowych. Największy udział w dalszym ciągu mają auta hybrydowe. Jak wyglądają dane? Sprzedano 102 969 hybryd, 49 589 aut EV (w pełni elektrycznych) oraz 51 944 aut z pozostałymi napędami alternatywnymi (na gaz czy wodór). Co ciekawe, nie jesteśmy na szarym końcu. W Polsce rejestruje się więcej aut EV niż w Grecji, na Litwie czy Łotwie. W Bułgarii na przykład nie zarejestrowano ani jednej sztuki. Polska od dziesięcioleci jest liderem samochodów na gaz i odpowiada za 5% popytu. Oczywiste jest, że wraz z rozwojem infrastruktury rosnąć będzie udział w rynku aut elektrycznych (w tym hybryd plug-in). Pod koniec 2015 r. w całej Europie było 59 tysięcy punktów ładowania samochodów elektrycznych, liczba ta wzrosła do 97 tysięcy w połowie tego roku, a do końca tego roku powinno już działać aż 120 tysięcy takich punktów. Do tej pory w Holandii zarejestrowanych jest około 120 tysięcy samochodów w pełni EV, w Wielkiej Brytanii ponad 100 tysięcy, podobnie w Niemczech oraz we Francji. A w Polsce? Cóż, to raczkujący temat – mówimy o poziomie około tysiąca sztuk. Mało tego. Z badań społecznych wynika, że aż 70% Polaków nie potrafi wymienić z nazwy ani jednego modelu auta elektrycznego. Winna za to jest między innymi infrastruktura, ale i to się zmienia. Zgodnie z planami Ministerstwa Energii, w naszym kraju do 2020 r. w 32 aglomeracjach powstanie aż 400 punktów szybkiego ładowania oraz 46 tysięcy punktów o normalnej mocy. Obecnie jest około 300 takich miejsc. Najwięcej punktów ładowania znajduje się w Warszawie. Czy liczba aut hybrydowych oraz EV w naszym kraju wzrośnie? Z pewnością, ale pytanie brzmi: jak szybko?

European Automobile Manufacturers' Association (ACEA) opublikowała raport dotyczący rejestracji nowych samochodów osobowych w krajach UE napędzanych paliwami alternatywnymi. Wzrost w samym tylko 2015 r. waha się w granicach 20%! W naszym kraju wzrosty są jeszcze bardziej imponujące i sięgają kilkudziesięciu procent (62,2%). Rynek hybryd rośnie u nas w tempie 30-40% rok do roku. Ciekawa jest ta zależność, ponieważ sprzedaż hybryd rośnie, kosztem… aut napędzanych gazem. Najwięcej aut hybrydowych, elektrycznych znika z salonów w Norwegii. Większość samochodów elektrycznych trafia jeszcze do klientów indywidualnych, a to między innymi dlatego, że flotowca interesuje także odsprzedaż i wartość końcowa, a rynek wtórny tego typu aut jest jeszcze nieokreślony.

W kwestii oszacowania wartości rezydualnej najistotniejszy będzie koszt zakupu baterii oraz przede wszystkim ich żywotność.

Elektromobilność to w Polsce raczkujący dział – w samym tylko 2014 r. zarejestrowano ledwie… 81 egzemplarzy aut o napędzie elektrycznym! O wiele lepiej sprawa wygląda w przypadku aut o napędzie mieszanym (hybrydowym), gdyż w tym samym roku zarejestrowano 3887 takich aut. A wzrost rok do roku waha się w okolicach 40%. Pomimo imponujących wzrostach sprzedaży i rejestracji, udział w rynku jest na granicy błędu statystycznego i wynosi ułamek procenta. Polska to w dalszym ciągu rynek zdominowany przez gaz LPG. I to nie tylko w przypadku klienta indywidualnego, ale także flotowego. Łatwość zamontowania instalacji i niskie ceny paliwa LPG powodują, że nieopłacalne jest zainwestowanie w drogie auta hybrydowe czy elektryczne. Niemal wszyscy flotowcy są zdania, że czas elektromobilności jeszcze nie nadszedł – ale z pewnością nadejdzie. Pomagają mu, szczególnie w krajach Europy Zachodniej czy Skandynawii, różnego rodzaju wsparcia finansowe ze strony organów państwowych. Jednym słowem, elektromobilność nadchodzi, konieczne jest jednak, aby technologia oraz infrastruktura odpowiadały potrzebom i wymaganiom samych użytkowników. Co ciekawe, z badań wynika, że około połowa samochodów we flotach pokonuje dziennie mniej niż 100 kilometrów, wynika z tego, że dla tych firm argument zasięgu pojazdu już dziś nie powinien stanowić przeszkody. W tej chwili wydaje się, że auta hybrydowe stanowią przedsionek elektromobilności, a wiele firm jest żywo zainteresowana ich zakupem, między innymi ze względu na korzystne TCO, czyli całkowity koszt użytkowania.

Czym jest właściwie napęd alternatywny?

W dużym skrócie: jest to każdy inny rodzaj napędu, nieopierający się na paliwach kopalnych, a dokładniej mówiąc – ropie naftowej. Pierwsze, co przychodzi nam do głowy, to elektromobilność, czyli napęd elektryczny. Jednak nie wyłącznie. To również inne rozwiązania – wodór, napędy hybrydowe, różnego rodzaju gazy (LPG, CNG). To wreszcie baterie „słoneczne”. Producenci prześcigają się w wyścigu mającym wprowadzić świat w nowy rozdział transportu. Walczą o nowe technologie, przeznaczają coraz więcej pieniędzy na badania. Zapowiadają dziesiątki (sic!) nowych elektrycznych modeli, których łączna sprzedaż wynosić będzie już nie setki, a tysiące, dziesiątki tysięcy egzemplarzy. Ekomobilność zaczyna się właśnie teraz. I ten, kto prześpi ten moment, straci miliardy dolarów w najbliższych dekadach.

Gdzie jest przyszłość?

W tej chwili wydaje się pewne, że przyszłość należy do pojazdów posiadających silniki elektryczne. Jednak czy będą to samochody w pełni elektryczne, o napędzie mieszanym (generatory spalinowe) czy wodorowe? Tego jeszcze raczej nikt nie jest w stanie określić. Jakie są przewidywania? Wiele wskazuje na to, że za 20-25 lat wszyscy będziemy kupować samochody napędzane silnikami elektrycznymi. Będzie także nieliczna grupa aut napędzanych wodorowymi ogniwami paliwowymi. Są też inne pomysły – energia słoneczna, olej roślinny, energia jądrowa czy paliwo otrzymywane ze… śmieci.

O paliwach przyszłości wiemy tyle, że jeszcze o nich nic nie wiemy. Przykładem są opracowania Audi, które opublikowało niedawno pierwsze wyniki badań syntetycznego paliwa, nad którym pracuje razem z firmą Global Bioenergies. Inżynierowie z laboratoriów Audi skupili się przede wszystkim na stworzeniu odpowiedniej mieszanki i na zbadaniu zachowania syntetycznych paliw podczas spalania. Aby prześledzić cały ten proces w komorze ciśnieniowej, przy ciśnieniu 15 barów i temperaturze ok. 350°C, dokonali symulacji warunków panujących w jednostce napędowej. Specjalna kamera dokumentowała zachowanie paliwa podczas wtrysku, ponieważ podstawą optymalnego spalania jest uzyskanie jak najczystszej mieszanki. Kolejny etap badań przebiegał w szklanym silniku. To, co na co dzień skrywają metalowe ściany cylindra, w tej konstrukcji stworzonej specjalnie do testów, jest doskonale widoczne. Ciekawe jest, że w przeciwieństwie do paliw kopalnych, które zależnie od obszaru ich wydobywania mają różny skład, syntetyczne e-paliwa są całkowicie wolne od zanieczyszczeń, a podczas spalania wydzielają mniej szkodliwych substancji. Nie zawierają olefinów i aromatów. Kiedy tego typu paliwo może pojawić się na rynku? Jeszcze nie wiadomo. Audi pracuje nad e-etanolem, e-gazem i e-dieslem. Paliwo powstanie za sprawą mikroorganizmów z wykorzystaniem wody (słonej, półsłonej lub ścieków), światła słonecznego i dwutlenku węgla. Ideał?

Początki samochodów elektrycznych

Wszystko zaczęło się… w połowie XIX w. Obecnie niewiele osób zdaje sobie sprawę, że silnik spalinowy narodził się kilka dekad później. Pojazdy elektryczne były jednymi z pierwszych samochodów osobowych. Już w 1832 r. szkocki biznesmen Robert Anderson zbudował pierwszy powóz elektryczny. Trzy lata później, w 1835 r., profesor Sibrandus Stratingh Groningen w Holandii zaprojektował samochód elektryczny. Źródło napędu stanowiło ogniwo Volty. Rozwój nastąpił, kiedy Francuz Gaston Planté w 1859 r. wynalazł w Belgii akumulator kwasowo-ołowiowy. Kolejnym krokiem było wynalezienie w 1869 r. przez belgijskiego elektrotechnika Zénobe Gramme komutatora, i to pozwoliło w 1871 r. na zbudowanie pierwszego elektrycznego silnika napędzanego prądem stałym. W tamtych czasach przodowały Francja oraz Wielka Brytania. Auta elektryczne początkowo biły na głowę samochody spalinowe, ustanawiając wiele rekordów prędkości czy zasięgu. Jednym z wyjątkowych wydarzeń było pokonanie bariery 100 km/h przez Camille Jenatzy, co miało miejsce 29 kwietnia 1899 r. Wielcy projektanci pojazdów elektrycznych: Anthony, Baker, Detroit, Edison, Studebaker musieli oddać pole budzącej się motoryzacji opartej o silnik spalinowy. Ograniczenia technologiczne ówczesnej techniki elektroenergetycznej stały się gwoździem do trumny aut elektrycznych. Ale dzisiaj wracają.

Napęd hybrydowy - przyszłość, która zaczęła dwie dekady temu

To przyszłość. Przyszłość, która zaczęła się już dobre dwie dekady temu. Pierwszym poważnym, masowym graczem była Toyota. Już pod koniec lat 90. dostrzegła potencjał, ale wtedy jeszcze mało kto bił jej brawo. Szczególnie, gdy zaprezentowano model Prius – ani ładny, ani emocjonujący, ot, niewielki samochód, który miał odwrócić wszystko do góry nogami. Dopiero kiedy zaczęły po niego sięgać zamożne dłonie celebrytów z Los Angeles, wszyscy zaczęli baczniej przyglądać się rodzącej się elektryfikacji w motoryzacji.

Wszystko zaczęło się od mody na ekologię. Auta hybrydowe to połączenie silnika konwencjonalnego (spalinowego) z silnikami elektrycznymi oraz akumulatorami. Cel jest jasny – zmniejszyć zużycie paliwa. Zwykle hybrydy korzystają z „prądu” przy ruszaniu z miejsca, ale także posiłkują się nim w trakcie jazdy. Rozwiązań jest cała masa. Silniki elektryczne mogą napędzać koła przednie, tylne czy obie osie. Silnik elektryczny może być jeden, a może być ich kilka. Wszystko uzależnione od producenta oraz wizji jego inżynierów. Jak się ładuje akumulatory? Różnorako. Najczęściej ładowane są przy hamowaniu (generator ładuje akumulator), ale ładowanie odbywa się także przez sam silnik spalinowy. W ciągu ostatnich lat hybrydy stały się zdecydowanie bardziej… elektryczne, a to wszystko dzięki ich odmianie plug-in. Różnią się przede wszystkim tym, że posiadają podłączenie do zewnętrznego źródła ładowania akumulatorów. Można je zatem podłączyć do „gniazdka”, i nie tylko specjalnej stacji, ale też domowego. Rozwiązanie to zbliża je do aut w pełni elektrycznych, gdyż jeżeli pokonujemy niewielkie odległości dziennie, możliwe jest korzystanie wyłącznie z silników elektrycznych. Silniki elektryczne zazwyczaj łączy się z silnikami benzynowymi. Pierwszym silnikiem hybrydowym wysokoprężnym pochwalić się może Peugeot, który zaprezentował model 3008 Hybrid4.

Najwięksi gracze e-mobilności

Nie powinno dziwić, że najwięcej do powiedzenia w temacie samochodów hybrydowych ma japońska Toyota, to ona przecież ma największe i najdłuższe doświadczenie, posiada także najszerszą gamę takich modeli. Obok znajduje się Lexus (należący do Toyoty). Co roku do grona dołączają jednak kolejne modele oraz kolejni producenci. Dzisiaj właściwie niemal każdy producent samochodów może pochwalić się autem hybrydowym. A w pełni elektrycznym? Audi do 2022 r. chce zredukować swoje wydatki o 10 miliardów euro, a zaoszczędzone pieniądze przerzucić w technologię elektryfikacji oferty modelowej. We współpracy z Porsche uruchomi także nową platformę produkcyjną, która, dzięki zastosowaniu wspólnych komponentów i modułów, pozwoli zaoszczędzić obu producentom cenne środki. Producent z Ingolstadt zapowiada aż pięć nowych modeli aut elektrycznych. Pierwszym z nich będzie SUV e-tron, który do sprzedaży trafi już za rok. Nawet Porsche, brzydzące się jeszcze kilka lat temu autami elektrycznymi, wchodzi do gry. I to jeszcze jak!

Niedawno uruchomiło w Berlinie stacje ładowania samochodów elektrycznych. Nie byle jakie – mają moc ponad dwukrotnie większą od tych w SuperChargerach Tesli.

Amerykanie szczycą się mocą 120 kW, ładowarki Porsche natomiast mają moc aż 350 kW. Auto ładujemy w około 10-15 minut do 80% pojemności akumulatora. Jednak prawdziwą rękawicą rzuconą w kierunku Tesli będzie nowy model Mission E. Pierwszy w pełni elektryczny model wyprodukowany przez Porsche na rynku pojawi się w 2019 r. Oliver Blume, CEO firmy, zapowiadał, iż planowana produkcja elektrycznego samochodu wyniesie około 20 tysięcy egzemplarzy rocznie. Kolejnym w pełni elektrycznym modelem będzie SUV na bazie modelu Macan. Ponadto Porsche wspomina, że do 2023 r. połowę produkcji stanowić będą… auta elektryczne!

Nie inaczej dzieje się w Bawarii. BMW będzie oferować wszystkie modele w dwóch wersjach – dostępne będą z silnikami konwencjonalnymi bądź elektrycznymi. Producent prognozuje, że do 2025 r. sprzedaż pojazdów elektrycznych będzie stanowiła od 15% do 25% całego rynku. Szef BMW Harald Krüger zapowiedział, że do 2025 r. koncern przedstawi aż 25 nowych modeli aut z silnikiem elektrycznym. Podobnie Mercedes, który także od 2022 r. będzie oferować wszystkie modele samochodów osobowych także w wersji z silnikiem elektrycznym – i zapowiada 10 nowych modeli elektrycznych. Mało tego, smart już od 2020 r. będzie dostępny wyłącznie z silnikiem elektrycznym.

Volkswagen, który już obecnie posiada w ofercie choćby elektrycznego e-golfa, planuje do 2025 r. rozpocząć produkcję 30 modeli samochodów z jednostkami napędzanymi alternatywnymi paliwami, do tego zapowiedział poważną ofensywę w kierunku masowej elektromobilności. Wyda na ten cel 20 mld euro i chce, aby do 2025 r. co czwarty nowy samochód zarejestrowany w Niemczech był wyposażony w silnik elektryczny. General Motors już rok temu rozpoczął sprzedaż elektrycznego Chevroleta Bolta, czyli pierwszego poważnego konkurenta Tesli 3. Nissan właśnie zaprezentował kolejną generację modelu Leaf – swojego bestselleru i jednego z najpopularniejszych samochodów elektrycznych w Europie. Toyota z kolei intensywnie bada temat auta szczycącego się skróconym czasem ładowania baterii i o podwyższonej autonomii. Jednak największą niespodzianką przemiany technologicznej jest zapowiedź Volvo.

Szwedzki koncern ogłosił, że począwszy od 2019 r. wszystkie nowe modele samochodów będą napędzane wyłącznie jednostkami elektrycznymi lub hybrydowymi!

Napęd elektryczny - „zero emisji CO2”?

Często mówi się o nich per – „zero emisji CO2”. Nie jest to do końca prawda. Przecież prąd musi w jakiś sposób powstać. Najczęściej powstaje z… węgla. Samo też wyprodukowanie akumulatorów niesie za sobą sporą dawkę zanieczyszczeń. Mało tego, auta elektryczne wymagają użycia takich metali, jak miedź, kobalt czy bardzo rzadkiego oraz drogiego neodymu. Pomijając fakt, że kobalt i neodym wydziera się z ziemi przede wszystkim w Demokratycznej Republice Konga oraz w Chinach, zwykle w sposób mało ekologiczny i z naruszaniem praw człowieka. Kolejny problem to fakt, że auta elektryczne muszą być lekkie, zatem używa się aluminium, których wyprodukowanie także wymaga zużycia ogromnej ilości energii. Produkcja jednego auta elektrycznego generuje więcej zanieczyszczeń niż auta z silnikiem spalinowym. Prawdziwie „zielona” motoryzacja wydarzy się wtedy, kiedy energia elektryczna, potrzebna do wyprodukowania samochodu elektrycznego, będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych. Aktualnie ponad połowa prądu w Niemczech pochodzi z elektrowni opalanych węglem czy gazem. To się jednak z biegiem czasu zmieni.

Ale, dobrze. Powiedzmy, że same auta nie emitują CO2, jedynie pośrednio. Oznacza to przede wszystkim czyste miasta. Gdyby w takiej Warszawie wszystkie samochody były elektryczne, mieszkańcom z pewnością oddychałoby się przyjemniej. Jednak plusów jest więcej. Auta elektryczne charakteryzują się też bardzo dobrą elastycznością, nie hałasują, choć wydają z siebie charakterystyczny dźwięk. Wady? W dalszym ciągu są to propozycje drogie. Najbardziej popularny „elektryk”, czyli Nissan Leaf, kosztuje blisko 130 tysięcy zł, a jest wielkości Volkswagena Golfa. Dlaczego tak jest? Po pierwsze: są to auta w dalszym ciągu niszowe. Po drugie, cały czas produkcja tego typu napędu jest droga. Inną, chyba kluczową wadą, jest zasięg i czas ładowania. Do tej pory pojazdy elektryczne mogły poszczycić się możliwością przebycia około 100-200 km. Dla potencjalnego klienta to zdecydowanie zbyt mało, choć dla większości z nas, szczególnie mieszkańców dużych miast, jest to wartość wystarczająca na co dzień. Jednak co pewien czas po prostu potrzebujemy pojechać dalej.

Napęd wodorowy

Ostatnim z wielkich przełomów w motoryzacji jest zaprzęgnięcie wodoru do poruszania całej ludzkości. Możliwe jest to w dwóch wariantach – jako paliwo spalane w komorze silnikowej oraz jako ogniwa paliwowe, z których powstaje energia wykorzystywana przez silnik elektryczny. To właściwie dopiero początek tej technologii, choć przyszłość rysuje się obiecująca. Do plusów należy fakt, że wodór jest najbardziej powszechnym pierwiastkiem na Ziemi. Pierwsze prace nad pojazdami napędzanymi wodorem sięgają aż 20 lat. Już nawet Toyota, jeszcze przed debiutem modelu Prius, prowadziła takie badania. Zresztą Japończycy przodują też w tej technologii. Honda kilka lat temu do swojej oferty – na rynku USA oraz japońskim – wprowadziła model Clarity. Również japoński Nissan posiadał kiedyś model X-Trail FCV, z kolei w zeszłym roku Toyota wypuściła pierwsze auto wodorowe produkowane seryjnie, czyli model Mirai. Jeżeli możemy mówić o „czystości”, technologia wodorowa wydaje się najbardziej przyjazna środowisku. Efektem ubocznym jest bowiem… H2O, czyli woda. Ilość produkowanego dwutlenku węgla, azotanów oraz innych szkodliwych substancji jest wręcz śladowa. Do wad należy przede wszystkim równie śladowa ilość stacji zasilania. W Europie jest to kilkanaście, w porywach kilkadziesiąt punktów. To jednak może się szybko zmienić, wystarczy spojrzeć, jak szybko rośnie liczba punktów ładowania aut elektrycznych. Plusów jest sporo. Samo „tankowanie” trwa 2-5 minut, a zasięg sięgać może nawet 1000 km.

Instalacje gazowe (LPG, CNG, LNG)

Polska jest liderem w Europie pod względem nasycenia rynku pojazdami napędzanymi gazem LPG (ang. Liquified Petroleum Gas – skroplony gaz ropopochodny). LPG to mieszanina gazów – przede wszystkim propan oraz butan. Instalacje korzystają z technologii reduktora, który dopasowuje ciśnienie do potrzeb powstawania odpowiedniej mieszanki paliwowo-powietrznej. Pierwsze instalacje wykorzystujące mieszaninę propanu z butanem powstały we Włoszech w latach 50., a były konsekwencją niedoboru paliw po II wojnie światowej. Co ciekawe, mieszanka taka ma wyższą liczbę oktanową, która (w zależności od stosunku zawartości propanu do butanu) wynosi od 100 do 110 oktanów. Z drugiej strony cechuje się mniejszą o około 30% wartością opałową na jednostkę objętości, i dlatego zużycie LPG jest większe o 20–30%. Do wad LPG zaliczymy też niską temperaturę wrzenia (problemy z rozruchem w zimie). Innym, zdecydowanie mniej popularnym gazem, jest CNG (ang. Compresed Natural Gas – sprężony gaz ziemny) i LNG (ang. Liquefied Natural Gas – skroplony gaz ziemny).

Instalacja CNG działa podobnie jak LPG, korzystając ze zbiornika ze sprężonym, płynnym gazem, który odparowuje w reduktorze, miesza z powietrzem i spala w komorze silnikowej.

Co ciekawe, jest nie tylko taniej, ale też „czyściej”, gdyż emisja zanieczyszczeń jest blisko trzykrotnie mniejsza w porównaniu z silnikami zasilanymi olejem napędowym. Ostatni z gazów, czyli LNG, jest podstawowym paliwem przede wszystkim w ciężkim transporcie drogowym oraz żegludze.

Na kogo postawić?

Z pewnością auta hybrydowe, czyli łączące benzynę oraz akumulatory, są teraźniejszością, a ich rynek będzie rósł. To jednak nie wydaje się ostateczna droga, a jedynie etap przejściowy. O wiele bardziej przyszłościowe – przynajmniej na najbliższe kilka dekad – wydają się auta elektryczne. Owszem, dzisiaj to ułamek procenta sprzedaży, ale niemal wszyscy producenci zapowiadają dziesiątki, setki nowych modeli elektrycznych! Przyszłość nadciąga w zastraszającym tempie. Do tego technologia akumulatorów ewoluuje, jeszcze kilka lat temu mówiliśmy o zasięgu rzędu 100-150 km, dzisiaj najbardziej imponujące modele pokonują 400, a nawet 500 km. Liczba stacji ładowania rośnie niemal tak szybko, jak oferta modelowa, a pamiętajmy, że tego typu samochody możemy ładować także… w przydomowym garażu. Według wizjonerów-inżynierów to jednak ogniwa wodorowe są przyszłością motoryzacji. Jak będzie wyglądać motoryzacja przyszłości? XXI wiek będzie wiekiem prądu, to jest nie do podważenia. I Twoje nowe auto, drogi czytelniku, kiedyś z pewnością będzie ładowane z gniazdka. Zatem rozejrzyj się już teraz po swoim garażu, gdzie znajduje się kontakt elektryczny…

CZYTAJ TAKŻE: Liczba aut elektrycznych w UE ciągle rośnie. Za rok może ich być już milion

 

 

ZNAJDŹ NAS: