Elektromobilność, TCM i prognozy sprzedaży, czyli jak zapewnić mobilność - nie tylko pracownikom?

Na naszych oczach odbywa się ponowna rewolucja w motoryzacji, którą można opisać jednym słowem – mobilność. Kryje się pod nim wiele zjawisk, m.in. zastosowanie pojazdów elektrycznych, car sharing czy wykorzystanie aplikacji. Wpływa ono również na zmianę podejścia klientów flotowych do efektywności i kosztów parku pojazdów. Osoby zarządzające flotami coraz częściej stosują określenie total cost of mobility, czyli zapewnienie jak największej mobilności przy wykorzystaniu określonych środków transportu i budżetu.

2018-05-29 10:06:03

Pojęcie mobilności jest ściśle związane z motoryzacją. Na to wskazują wyniki badań przeprowadzonych na zlecenie Volkswagen Financial Services: słowo mobilność kojarzy się spontanicznie przede wszystkim z samochodem. Bycie mobilnym wpływa na zmianę stylu życia, sposobu podróżowania, a w przyszłości może być czynnikiem, od którego zależeć będzie wygląd naszych miast. Ma to ogromne znaczenie, ponieważ, jak szacuje ONZ, obecnie w aglomeracjach mieszka połowa ludności świata, a do 2050 r. ten odsetek ma się zwiększyć do 70% populacji. W związku z tym, w najbliższych latach czeka nas jeszcze więcej zmian w dziedzinie motoryzacji. Już dzisiaj w wielu miejscach globu problem zakorkowanych ulic w centrach miast jest naprawdę dużym wyzwaniem.

Branża motoryzacyjna – wyniki i perspektywy rozwoju

Rynek motoryzacyjny w Polsce może pochwalić się bardzo dobrymi wynikami za ubiegły rok. Dane publikowane przez Centralną Ewidencję Pojazdów i Kierowców (CEPiK) pokazują, że w 2017 r. zarejestrowano niemal pół miliona nowych aut osobowych i prawie 60 tys. użytkowych, co stanowi wzrost o ponad 16% w porównaniu do 2016 r. Co warte podkreślenia, do dobrego wyniku branży przyczyniły się głównie zakupy aut przez firmy. Polski rynek automotive napędzany jest więc w zdecydowanej mierze dzięki aktywności zakupowej klientów instytucjonalnych.

Duże znaczenie mają także trendy w motoryzacji, które są konsekwencją rozwoju technologicznego czy też coraz bardziej restrykcyjnych norm emisji spalin samochodów napędzanych tradycyjnymi paliwami (benzyna, diesel). Najważniejsze kierunki zmian to rozwój elektromobilności, wykorzystanie aplikacji wspomagających i poprawiających bezpieczeństwo podróży czy też usługi car sharingowe/car-ridingowe.

Inicjatywy rządowe i przykłady z innych krajów

Prognozowanie kierunków i skali rozwoju samochodów z napędem elektrycznym jest trudne, dlatego warto oprzeć się na prognozach renomowanych instytucji. Według opracowania przygotowanego przez Bloomberg New Energy Finance, koszty posiadania aut elektrycznych (EV – electric vehicle) i aut z silnikiem spalinowym w skali świata powinny zrównać się do 2022 r. Dla przypomnienia, w roku 2010 średnia cena baterii litowo-jonowych wynosiła około 1000 USD/kWh, natomiast w roku 2013 koszt ten zmalał już do około 600 USD/kWh. Ten sam ośrodek badawczy zapowiada również dalszy spadek kosztów tej technologii, prognozując, że do 2025 r. jej średnia cena spadnie poniżej 100 USD/kWh, czyli do poziomu uznawanego za graniczny dla powszechnej popularyzacji samochodów elektrycznych.

W przypadku prognoz dla naszego kraju Zespół Doradców Ekonomicznych TOR zapowiada, że nabywców może znaleźć nawet 3,5 mln aut elektrycznych, w pierwszej kolejności w transporcie publicznym.

Obecnie pierwsze autobusy elektryczne już wożą pasażerów np. po ulicach Warszawy. Warto wspomnieć również o dostawczych autach elektrycznych, które mają spore szanse zyskać popularność w transporcie miejskim. Przykładem takiego samochodu jest chociażby użytkowy Volkswagen e-Crafter, testowany aktualnie w kilku krajach przez firmy kurierskie.

Dodatkowymi czynnikami, które będą wspierać rozwój mobilności elektrycznej, są rządowe inicjatywy popularyzujące rozwój tej technologii, w tym przyjęty ostatnio przez Ministerstwo Energii Plan rozwoju elektromobilności w Polsce. Projekt ten zakłada szereg zmian rozłożonych w czasie na trzy fazy, w ramach których nastąpi m.in. likwidacja akcyzy na samochody elektryczne oraz zniesienie podatku od nieruchomości dla części przedsiębiorców. Wprowadzona zostanie również korzystniejsza kwota amortyzacji i ułatwienia w budowie infrastruktury oraz ustanowione zostaną zeroemisyjne strefy w miastach. Wszystkie zakładane zmiany mają pomóc w realizacji wcześniejszych zapowiedzi strony rządowej informującej, że do 2025 r. po polskich miastach będzie poruszać się milion pojazdów elektrycznych.

Za rozwojem tej technologii stoi wiele argumentów, które mają zachęcić potencjalnych nabywców do zmiany obecnych aut z silnikami spalinowymi na niskoemisyjne. Jednym z podstawowych jest ekologia. Samochody elektryczne nie emitują CO2, a normy stawiane producentom przez Unię Europejską co roku stają się coraz bardziej restrykcyjne. Ponadto w niektórych krajach trwa debata nad wprowadzeniem zakazu ruchu w centrach miast dla samochodów z silnikami Diesla. W związku z tym producenci samochodów są zachęcani do wprowadzania kolejnych modeli napędzanych alternatywnymi źródłami energii, aby obniżyć średnią emisję dwutlenku węgla.

Kolejne powody, przywoływane przez zwolenników rewolucji elektrycznej, to niska awaryjność pojazdów, niewielkie koszty eksploatacji, w tym brak konieczności wymiany oleju, świec czy elementów układu hamulcowego.

Dodatkowo, co jest istotne szczególnie w centrach miast, auta elektryczne są niemal bezgłośne. Ma to pozytywny wpływ na jakość życia mieszkańców, którzy są nękani odgłosami pracujących silników i emitowanych przez nie spalin. Jednak ten kij też ma swój drugi koniec. Według wyników badania przeprowadzonego przez Kantar Public na przedsiębiorcach oraz osobach prywatnych, istnieje wiele powodów zniechęcających do zakupu samochodów elektrycznych. Są to m.in.: brak ogólnodostępnych sieci szybkiego ładowania (odpowiednio 41% klientów indywidualnych i 71% przedsiębiorców), wysoki koszt zakupu, brak punktów ładowania w pracy lub miejscu zamieszkania oraz niewielki zasięg tych aut (20% i 46%). Czynniki te są obecnie nie do zaakceptowania głównie dla przedsiębiorstw, gdyż wykorzystanie pojazdów w celach firmowych zazwyczaj jest o wiele bardziej intensywne.

Rozwiązaniem tych problemów wydaje się dalszy rozwój technologii, w tym potrzebnej infrastruktury i wymaganych zmian prawno-podatkowych.

Z danych udostępnionych przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA), które powołuje się na Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA), wynika, że liczba sprzedanych aut elektrycznych w Polsce wyniosła w 2017 r. 369 sztuk. Stanowi to wzrost o ponad 350% (r/r), natomiast średnia europejska wzrostu sprzedaży wynosi 39% w porównaniu do 2016 r. Wynik ten, pomimo dużego tempa przyrostu wyrażonego w procentach, wypada blado np. na tle Niemiec, jeśli spojrzeć na liczby bezwzględne. Zarejestrowanych pojazdów EV u naszych zachodnich sąsiadów było niemal 48 razy więcej, tj. 17 694 pojazdy, a w kolejnej na liście Wielkiej Brytanii – 11 863 auta. Czy podpisana przez prezydenta 5 lutego 2018 r. ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych zmieni ten stan? Ustawa już funkcjonuje, weszła w życie 22 lutego.

Kierunki rozwoju rynku flotowego

W branży flotowej wyraźnie widać tendencję w odchodzeniu od posiadania firmowych pojazdów, w kierunku ich wynajmowania i outsourcingu procesów zarządzania flotą. Jeszcze kilka lat temu w Polsce dominował model finansowania z niską wartością rezydualną, w której klient spłacał niemal całą wartość auta w ratach, a po okresie użytkowania go wykupywał za 1% jego wartości. Obecnie produktem, który zrewolucjonizował rynek, jest leasing z rynkową wartością rezydualną. Zmienił on postrzeganie samochodu przez klientów jako inwestycji, a także skrócił okres jego użytkowania (najczęściej do 3-4 lat), dał swobodę i wygodę zwrotu auta do firmy leasingowej oraz zaoferował możliwość wyboru lepszego modelu w ramach porównywalnego miesięcznego budżetu. W leasingu z rynkową wartością rezydualną, po wygaśnięciu umowy nie trzeba też poświęcać czasu na odsprzedaż auta na rynku wtórnym. Ci, którzy poznali zalety tego produktu, zaczęli inaczej traktować auto. Stało się ono bardziej kolejnym narzędziem, gadżetem, którego się używa, a niekoniecznie przedmiotem, który się bierze w posiadanie na długie lata.

Niemal powszechnym sposobem optymalizacji kosztów pojazdów przez menedżerów flot stała się analiza kosztów TCO (total cost of ownership). Powstało już bardzo wiele opracowań wyjaśniających, jak poprawnie przeprowadzać tego typu kalkulacje i co wchodzi w ich skład. Warto jednak zauważyć, że w niedalekiej przyszłości, lub nawet już teraz, menedżerowie flot muszą przyswoić sobie inny anglojęzyczny skrót – TCM (total cost of mobility).

Jest on ściśle powiązany z zachodzącą obecnie (r)ewolucją mobilności, która zmieni metody analizy kosztów floty samochodowej.

Kupowanie samochodów przez pryzmat cen i rabatów jest już przeszłością. Co do tego raczej większość ekspertów jest zgodna. Stąd obecnie coraz więcej decyzji zakupowych opiera się na analizie TCM. Kolejnym krokiem będzie właśnie kupowanie mobilności, a nie pojazdu. TCM to nic innego, jak zarządzanie przez menedżera dostępnym budżetem tak, aby przede wszystkim zapewnić mobilność w życiu zawodowym i prywatnym przy wykorzystaniu różnego rodzaju środków transportu. Oznacza to, że w ramach budżetu mobilności będzie możliwy wynajem krótkoterminowy np. vana lub innego dużego auta jedynie po to, aby wyjechać nim na narty lub wakacje z rodziną i przyjaciółmi. W tym modelu największą wartością nie jest posiadanie czy optymalizacja kosztów, a mobilność w każdym momencie, według aktualnych potrzeb i w określonym budżecie. Przykładem takiego podejścia może być usługa oferowana przez Volkswagen Financial Services w Holandii, dzięki której oferowany nie jest konkretny typ transportu, ale mobilność. Oznacza to, że wykorzystując dostępny budżet, użytkownik ma do dyspozycji car sharing, wynajem auta, taksówkę, rower lub transport publiczny połączony z pakietem usług takich jak parking, tankowanie (lub stacja ładowania), naprawy czy nawet myjnia. W efekcie jako jeden produkt jest oferowany pakiet sprzężonych ze sobą narzędzi i usług, które mają za zadanie zapewnić użytkownikowi jak największą, nieskrępowaną niczym mobilność.

Nowe obowiązki menedżera floty

W zmieniającym się świecie również rola menedżera floty ulega licznym przeobrażeniom, dlatego coraz większego znaczenia nabiera polityka flotowa firmy. Optymalizuje ona koszty utrzymania floty, a przede wszystkim wprowadza zasady i procedury oraz zmniejsza znacząco ryzyko odpowiedzialności fleet managera. Zarządca floty powinien dbać również o planowanie czy wprowadzanie elementów telematyki w firmowych autach. Takie rozwiązania usprawnią funkcjonowanie pojazdów i ograniczą przeznaczane na nie środki.

Coraz popularniejszym staje się oddanie zarządzania flotą samochodów firmom CFM.

Outsourcing tych usług pozwala firmom skupić się na core działalności i wykorzystać wolne środki, które wcześniej były zamrożone w samochodach, do kolejnych inwestycji. W ciągu ostatnich lat zmieniło się postrzeganie firm CFM, które nie są już kojarzone tylko i wyłącznie jako dostawcy usług, ale przede wszystkim jako doradcy, którzy pomogą najbardziej efektywnie wykorzystywać samochody w firmie. Jasno określone zasady oraz współpraca z firmą CFM na partnerskich zasadach mogą przynieść wymierne efekty zarówno przedsiębiorstwu, jak i osobie odpowiedzialnej za mobilność firmowych samochodów.

Autorką artykułu jest Dorota Wesołowska-Muc, Regionalny Kierownik Sprzedaży Flotowej Volkswagen Financial Services

ZNAJDŹ NAS: