Rynek motoryzacyjny – RAPORT: Koronakryzys w branży

Tak poważnej sytuacji ekonomicznej nie było od czasów drugiej wojny światowej. Jeżeli rządowe ograniczenia w funkcjonowaniu życia publicznego i gospodarczego związane z epidemią COVID-19 przeciągną się na trzeci kwartał 2020 r., wielu przedsiębiorstwom z branży motoryzacyjnej grozi upadłość. Kwietniowy spadek rynku samochodowego jest szacowany już na blisko 70%. W maju czeka nas jeszcze większy. Czy może być jeszcze gorzej? Tak, ponieważ brakuje klientów. Pewien duży warszawski salon samochodowy odnotował po miesiącu sprzedaż... jednego samochodu.

2020-05-12 09:33:29

Niecałe 9000 aut zarejestrowanych do 20 kwietnia oznacza ponad 71-procentowy spadek rejestracji. Do tego aż 90-procentowy spadek liczby zamówień. W maju niestety może być podobnie lub gorzej. Dopiero w czerwcu może pojawić się szansa na poprawę sytuacji. Czy takowa będzie, zależy od dalszego rozwoju wydarzeń w gospodarce. Niestety, wiele wskazuje na to, że najgorsze może być jeszcze przed nami. Odrobinę nadziei daje sytuacja w Chinach, gdzie jeszcze w lutym rynek samochodowy odnotował spadek rok do roku o -81,5%, ale już w marcu, kiedy zaczęto panować nad sytuacją, było to już tylko -16%.

Rejestracja nowych samochodów a koronawirus

W Polsce jesteśmy jednak na zupełnie innym etapie epidemii. Przybywa marek z miesięcznymi wynikami sprzedaży na poziomie poniżej 1000 sztuk. Z danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR wynika, że całkowity spadek rejestracji nowych samochodów od chwili rozpoczęcia kryzysu przekroczył najpierw próg 41%, a teraz zmierza w kierunku podwojenia tej liczby. Wszyscy w branży liczą na to, że w czerwcu w salonach zacznie się ruch, ale ten ruch oznaczać będzie jedynie przyjmowanie nowych zamówień, a nie wydawanie aut. Na nowe samochody trzeba będzie czekać. Fabryki wstrzymały okresowo produkcję i będą opóźnienia w dostawach. Nie czując się bezpiecznie, zwłaszcza pod względem finansowym, klienci rezygnują z planów zakupu aut.

Sytuacja dealerów a koronawirus

Jeżeli zamknięcie rynku związane z pandemią koronawirusa zostanie utrzymane przez kolejny kwartał, wielu dealerom grozi bankructwo. – Ich sytuacja jest już tragiczna. Niektórzy nie sprzedali w ostatnim czasie żadnego samochodu lub pojedyncze egzemplarze. Zatrzymał się rynek klientów indywidualnych. W przypadku klientów instytucjonalnych mówimy o wydawaniu wcześniej zamówionych pojazdów, a nie o sprzedaży nowych. Nikt nie wie, jaka sytuacja będzie w kolejnych miesiącach ani jak długo ten problem się utrzyma – wyjaśnia analityk rynku motoryzacyjnego i właściciel Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR Wojciech Drzewiecki.

Toyota liderem w czasach kryzysu

Spadek rejestracji jest widoczny zarówno w kategorii klientów flotowych, jak również indywidualnych. W przypadku tych drugich jest znacznie gorzej, bo po pierwszym kwartale 2020 r. zbliżył się do poziomu 50% w porównaniu do 38% po stronie klienta instytucjonalnego. – Od początku roku Toyota dominuje na listach rankingowych. To marka numer jeden, która jako jedna z niewielu notuje wzrosty sprzedaży w czasach pandemii, a jej modele królują w statystykach. Zarówno pod względem zakupów wśród osób prywatnych, jak również firm – dodaje Wojciech Drzewiecki z SAMAR-u.

Pierwszy kwartał 2020 r. zakończył się dla Toyoty wynikiem 16 429 rejestracji nowych aut i ponad 15-procentowym udziałem w rynku. Japońska marka jest numerem jeden. W marcu, gdy w statystykach zaczęły być już widoczne skutki ograniczeń spowodowanych pandemią, zarejestrowano 3355 egzemplarzy Toyoty, a także 208 Lexusów. Pomimo kryzysu Toyota obejmuje prowadzenie na rynku. Skąd taki wynik? – Toyoty i Lexusa nie dotyczyło zjawisko przymusowej zmiany oferty modelowej, związanej z wprowadzeniem ostrzejszych norm emisji spalin w styczniu 2020 r. My, dzięki modelom hybrydowym, nie musieliśmy zmieniać naszej oferty napędów. Mogliśmy płynnie przyjmować do magazynu centralnego w Polsce kolejne transze wyprodukowanych aut. W efekcie pandemia zastała nas z kompletną ofertą praktycznie wszystkich modeli z obu roczników, 2019 i 2020 – wyjaśnia Senior PR Manager w Toyota Motor Poland Robert Mularczyk.

Można powiedzieć, że Polscy importerzy bardzo dobrze przygotowali się na nadejście koronawirusa, podobnie jak ich koledzy z zaledwie kilku innych krajów Europy. Salony samochodowe działają bez przeszkód jedynie w Polsce, Skandynawii, Holandii, Czechach, na Węgrzech i Słowacji. Do niemal całkowitego zamknięcia biznesu motoryzacyjnego doszło natomiast na największych rynkach europejskich: we Francji, Hiszpanii i we Włoszech. – Dziś, gdy fabryki dopiero wznawiają produkcję, możemy zaproponować samochody „od ręki” w bardzo stabilnych cenach, ustalanych jeszcze przed spadkiem wartości złotego powiązanym z pandemią. Do tego już na samym jej początku uruchomiliśmy dla sieci dealerskich Toyoty i Lexusa platformy internetowych salonów. Dzięki nim utrzymaliśmy możliwość kompleksowego zaprezentowania i dostarczenia auta (sprzedaż od A do Z) bez konieczności wizyty w salonie i bezpośredniego kontaktu ze sprzedawcą – dodaje Mularczyk.

Transformacja w sieciach dealerskich

Wraz z rozwojem sprzedaży on-line importerzy aut bardziej zaczną się koncentrować na rozwoju serwisowej części swoich sieci. Z pewnością jednak nie będzie tak, że za pewien czas zostaną z gry wyeliminowani. Klienci są przyzwyczajeni do zakupu aut w salonach. – Wielcy gracze na rynku dealerskim mają środki na to, by szybko się do nowych rozwiązań przystosować i jak najprędzej zaistnieć w wirtualnym kanale sprzedaży. Szansę dla małych upatruję we współpracy z firmami zewnętrznymi, które mogą konsolidować sieć dealerską. Łączyć ją, tworząc duże punkty oddziałujące na klienta. Przykładem jest chociażby działanie podejmowane wraz z naszym Autokatalogiem, w którym gromadzenie danych i ich prezentacja następują na poziomie krajowym, a pozyskany tam klient jest przekierowywany do dealera, który auto zamówił – mówi szef Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR Wojciech Drzewiecki.

Paradoksalnie rynkowy koronakryzys może okazać się bardziej niebezpieczny dla wielkich sieci dealerskich, które działają na dużą skalę, ale mają też wielkie zobowiązania i duże kredyty. Duże firmy mają dużo personelu i spore inwestycje. Ryzyko po ich stronie jest zdecydowanie większe.

– Oczywiście nikt nie będzie od razu pozbywać się pracowników, bo przygotowanie dobrego handlowca lub mechanika to długotrwały proces, wymagający sporych nakładów czasu i pieniędzy. Marzec przyniósł już wprawdzie pierwsze zwolnienia, lecz był to raczej skutek planowanych już pod koniec ubiegłego roku zmian związanych ze spowolnieniem rynku. Pierwsze masowe zwolnienia związane z kryzysem mogą nastąpić w kwietniu i maju – ostrzega Drzewiecki.

Drugi kwartał - co czeka branżę motoryzacyjną?

Jakim wynikiem sprzedaży może zakończyć się dla branży motoryzacyjnej koniec drugiego kwartału 2020 r.? Według analityków SAMAR-u, obserwując dane z kwietnia i porównując je do analogicznego okresu w 2019 r., można zobaczyć zapowiedź co najmniej 60-procentowego spadku sprzedaży. Maj może być nawet gorszy. W kwietniu realizowane jeszcze będą kontrakty zawarte na początku roku. Potencjalnym zagrożeniem są możliwe ograniczenia w handlu samochodami oraz proces rejestracji aut. Rządowe rozporządzenie nakazało wydziałom komunikacji rejestrowanie od 22 kwietnia wszystkich samochodów. Ma się to odbywać w miarę możliwości bezkontaktowo, a większość urzędów w kraju potwierdziła gotowość do wznowienia procedur rejestracji. Urzędy stosują różne rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa.

Pomimo to maj będzie zdecydowanie gorszy. – Zabraknie klienta indywidualnego, a na stokach znajduje się wiele aut. W dobie pandemii ludzie zabezpieczają się finansowo, m.in. rezygnując z zakupu samochodów – mówi Wojciech Drzewiecki.

Z motoryzacją nie jest aż tak źle, jak z branżą hotelarską. Pomimo to koszty są niezmiernie wysokie, marże niskie, a obroty minimalne. Z każdym miesiącem będzie rosnąć zagrożenie upadłością. Wielu klientów paraliżuje strach przed nieznanym. Stracili poczucie bezpieczeństwa.

– Czynnikiem stymulującym w najbliższych miesiącach wzrost sprzedaży może być chęć poruszania się własnym środkiem lokomocji i unikanie komunikacji zbiorowej. Bardziej może to jednak wpłynąć na rynek samochodów używanych. Nowe auta tradycyjnie będą wybierane głównie przez klientów instytucjonalnych – dodaje szef IBRM SAMAR.

Nikt nie ma już wątpliwości, że 2020 r. będzie najgorszym w historii dla całej gospodarki. – Będziemy mieć do czynienia ze znacznym spadkiem sprzedaży i może się okazać, że koniec roku przyniesie nam wyniki na poziomie o blisko 20% niższym niż ubiegłoroczne. To duży spadek i wielki problem, który pociągnie za sobą dalsze zmiany. Trudno powiedzieć, czy przyspieszy to proces rynkowej konsolidacji. Jeśli kryzys się utrzyma, pula pieniędzy, które można przeznaczyć na konsolidację będzie mniejsza – podsumowuje Wojciech Drzewiecki.

Wirtualne salony i sprzedaż on-line

Potrzebny będzie czas na odbudowanie zasobów, część dealerów zapewne zniknie z rynku. Wiele zależy od wsparcia, które otrzymają od importerów. Według założyciela niezależnego polskiego Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego – dealerzy utrzymywali się z bonusów i planów sprzedaży, których dziś nie są w stanie zrealizować. Jego zdaniem, rozliczanie celów w ogóle nie powinno mieć dzisiaj miejsca, aby dealerzy mieli szansę się utrzymać przy minimalnym poziomie sprzedaży. Zmieni się również sprzedaż on-line. Pandemia przyspieszyła powolny dotąd proces przenoszenia bezpośredniego kontaktu z klientem do sieci.

On-line przestanie być dla klientów wyłącznie źródłem informacji, ale stopniowo sam będzie stawać się salonem. Chodzi nie tylko o fakt sprzedaży samochodów, lecz również możliwości ich prezentacji. Niewiele firm na rynku jest dzisiaj przygotowanych, by w pełni je wykorzystać. Choć producenci mają na swoich stronach na przykład prezentacje 360° i bogaty materiał multimedialny, nie są już jedynym źródłem informacji na rynku. Firmowe portale mogą prowadzić sprzedaż, choć nie spełniają jeszcze warunków brzegowych „salonu wirtualnego”.

Importerzy kontra koronawirus

Jakie działania mogą usprawnić w czasie pandemii pracę flotowca? Co z kwestiami umów leasingowych? Czy klienci oraz dealerzy mogą liczyć na odroczenie spłat zobowiązań? Wreszcie, kiedy zamawiane dziś auta będą dostępne u dealerów oraz czy nadal bez przeszkód możliwa jest sprzedaż aut od ręki? Na te i więcej pytań nurtujących przedsiębiorców i managerów flot odpowiedzieli nam przedstawiciele obecnych w Polsce największych koncernów samochodowych. – Nasz TFMS (Toyota Fleet Management Solutions) wprowadził szereg działań mających wspomóc firmy korzystające z naszych umów leasingowych (uwzględniając m.in. wnioski o tzw. wakacje dla wybranej liczby rat). Dealerzy dostali pakiet działań wspierających. Do tego to my jako centrala marki od lat bierzemy na siebie koszty utrzymania centralnego stoku aut. Dziś, gdy sprzedaż spadła, jest to jedna z ważnych składowych biznesu. Obecny zapas aut zgromadzony w Polsce pozwala nam zrealizować na bieżąco praktycznie każdy kontrakt flotowy – powiedział nam Senior PR Manager w Toyota Motor Poland Robert Mularczyk.

W czasach pandemii wiele firm w błyskawicznym tempie uruchomiło sprzedaż internetową, by kontynuować działania przy jednoczesnym zachowaniu maksymalnych środków bezpieczeństwa. Również pod tym względem Toyota znalazła się na czele marek, które najszybciej zareagowały na sytuację, wykazując elastyczność i niemal od razu wprowadzając zmiany. W kryzysie liczy się jednak nie tylko szybkość i skuteczność, ale również elastyczność i otwarcie na niestandardowe działania. Każde rozwiązanie, które pomoże klientom poczuć się bezpieczniej, jest na wagę złota.

PITSTOP - bezpieczna sezonowa wymiana opon

Toyota jako pierwsza wprowadziła do swoich serwisów usługę o nazwie PITSTOP oferującą błyskawiczną i – co ważne – bezpieczną sezonową wymianę opon. Dzięki niej bez obaw można się udać do dealera, by założyć letnie ogumienie. Wszystko odbywa się w stylu Formuły 1, bez wysiadania z auta i bez wjeżdżania do budynku serwisu – w specjalnie przygotowanej alei serwisowej przed salonem, jak podczas wyścigu F1. Ani na chwilę nie trzeba opuszczać samochodu. Zespół mechaników podnosi pojazd z kierowcą w środku i wymienia komplet kół. Rozliczenie za usługę odbywa się bezdotykowo, za pomocą płatności zbliżeniowych. Wystarczy się zgłosić, wypełniając formularz na stronie internetowej Toyoty, i oczekiwać na telefon z serwisu.

Premiery motoryzacyjne w sieci

Marki uruchomiły sprzedaż on-line. Niektóre z nich mają za sobą już także internetowe premiery nowych modeli. – Już dziś widzimy, że uruchomienie internetowego salonu przyniosło wymierne korzyści i pozwoliło podtrzymać sprzedaż wśród klientów indywidualnych oraz małych i średnich firm. Mamy też za sobą pierwszą premierę on-line nowej generacji Yarisa dla grupy klientów flotowych. Pandemia przeminie, ale internetowe kanały prezentacji i sprzedaży pozostaną jako uzupełniające klasyczną działalność centrali oraz dealerów – mówi Robert Mularczyk z Toyota Motor Poland.

Marka Škoda jako jedyna nie musiała wprowadzać rozwiązań sprzedaży internetowej, bo dedykowaną internetowym zakupom stronę uruchomiła na wiele miesięcy przed rozpoczęciem kryzysu. – Digitalizacja i rozwój usług on-line są jednym z priorytetów naszej strategii. Marka realizuje inwestycje w nowe technologie i stawia na rozwiązania, które odpowiadają na zmieniające się tempo życia oraz rosnące wymagania klientów. Dowodem na to jest uruchomiona już ponad rok temu nowoczesna platforma, umożliwiająca zamówienie samochodu w leasingu za pośrednictwem strony internetowej zarówno klientom indywidualnym, jak i biznesowym w czterech prostych krokach. Škoda działa odważnie w obszarze nowych technologii i jest dzięki temu blisko swoich klientów. Projekt rozwija się prężnie, a oferta samochodów dostępnych za pośrednictwem platformy jest bardzo bogata. Od dwóch lat mamy także Wirtualny Salon Škoda, pozwalający zapoznawać się podczas transmisji na żywo z najnowszymi modelami oraz indywidualnie rozmawiać z profesjonalnymi doradcami, którzy odpowiadają na wszystkie pytania związane z określonym modelem – powiedziała nam Klaudyna Gorzan, kierownik ds. PR marki Škoda.

Jak marki motoryzacyjne radzą sobie z kryzysem w czasie pandemii w Polsce?

Wszystkie podjęły działania zmierzające do umożliwienia funkcjonowania sprzedaży, serwisu oraz zawierania nowych umów. – Większość salonów dealerskich naszych partnerów pozostaje otwarta. Zachowując odpowiednie środki bezpieczeństwa, dokładamy wszelkich starań, aby przy minimalnym kontakcie umożliwić naszym klientom zamówienie oraz dostarczyć im samochód. Te rozwiązania pozwalają nam pozostawać w tej wyjątkowej sytuacji bliżej naszych klientów i w miarę możliwości zachować ciągłość sprzedaży, serwisu oraz zawierania nowych umów – dodaje Klaudyna Gorzan.

– Nasz Bank Captive – FCA BANK oraz LEASYS świadczący usługi długoterminowego wynajmu wprowadzają produkty finansowania z odroczoną płatnością lub odroczonym odbiorem samochodu. Klient flotowy korzystający z usługi leasingu lub wynajmu będzie mógł wybrać, czy chce odebrać samochód teraz i rozpocząć jego spłatę dopiero po trzech lub nawet ośmiu miesiącach. To oznacza, że realnie spłata odebranego auta rozpocznie się dopiero w styczniu 2021 r. W drugim kwartale wprowadzamy również usługę door-to-door, na nasz koszt. Ponadto FCA Bank zdalnie proceduje umowy kredytowe, leasingowe i wynajmu. Nie ma zatem konieczności wizyty klienta w salonie ani prowadzenia bezpośredniego obiegu dokumentów. W marcu uruchomiliśmy też program wsparcia dla naszej sieci dealerskiej, obejmujący przedłużenie terminów płatności za auta. Staramy się do maksimum zdigitalizować sprzedaż i ograniczać kontakt bezpośredni. W serwisach odnotowaliśmy kilkudziesięcioprocentowy spadek obrotów – powiedział nam Rafał Grzanecki, dyrektor marketingu w FCA Poland.

Zdecydowana większość importerów odnotowała po pierwszym kwartale 2020 r. znaczące spadki. W pierwszym kwartale 2020 r. Škoda zarejestrowała 15 110 samochodów, notując w porównaniu z ubiegłym rokiem spadek 15,29%. Cały rynek stracił w tym okresie ponad 23% W marcu widoczne już było pogorszenie wyników. W przypadku Škody o 25,85%, a całego rynku o ponad 40%. – Światowa ekonomia za sprawą pandemii zmaga się z niesamowitym wyzwaniem, wszyscy zdecydowanie odczujemy jej skutki. Rok 2019 zakończyliśmy z bardzo wysokim wynikiem, pozostając po raz 11 niekwestionowanym liderem rynku i rozpoczęliśmy bardzo obiecująco 2020 r. W tym momencie nie jesteśmy w stanie oszacować skutków sytuacji, w której się znaleźliśmy. Oczekujemy, że poprawi się ona już pod koniec drugiego kwartału, dlatego realizujemy nasze cele operacyjne na 2020 r. Oferujemy nową i aktualną grupę modeli, które cieszą się zainteresowaniem. Zapotrzebowanie na nasze samochody pozostaje wysokie nawet podczas obecnego kryzysu – mówi Klaudyna Gorzan, kierownik PR marki Škoda.

Znaczące spadki odnotowała również marka Volkswagen. – To efekt związany z pandemią, który rzutuje na cały rynek. Liczymy, że sytuacja się ustabilizuje i kontynuujemy nasze regularne działania. Wszystkie nasze salony i serwisy są otwarte. Oferujemy samochody dostępne od ręki na stokach dealerskich w sprzedaży on-line. Modele od A do Z. Staramy się dostosować od sytuacji, dbając o względy bezpieczeństwa. Uruchomiliśmy stronę Volkswagen e-Home, na której oferowane są wszystkie auta dostępne na stokach. Cały proces zakupowy można na niej przejść przy wsparciu konsultanta. Ruch w salonach zdecydowanie zmalał. Jesteśmy w stałym kontakcie z siecią dealerską, analizujemy napływające do nas informacje – powiedział nam Hubert Niedzielski, PR Manager marki Volkswagen. W przypadku niemieckiej marki kalendarz tegorocznych premier się nie zmienił. Najnowszy Volkswagen Golf jest już dostępny w salonach. W pełni elektryczny, kompaktowy model ID.3 pojawi się latem, do pierwszych klientów trafi wersja First. W tym roku należy spodziewać się również nowego Tiguana.

Jako pierwsze kryzys dotknął najpopularniejsze, wolumenowe marki. – W przypadku Fiata w marcu odnotowaliśmy ponad 50-procentowy spadek sprzedaży rok do roku, wyniki Jeepa spadły o blisko 40%. Dzięki zawartym wcześniej flotowym kontraktom wyniki Alfy Romeo spadły tylko o 33%. Najbardziej ucierpiała nasza wolumenowa marka Fiat. Podobnie było zresztą w skali całego rynku, najszybciej spadały wyniki popularnych brandów. Znacznie wolniej spada sprzedaż samochodów premium. W przypadku aut dostawczych Fiata straciliśmy w porównaniu z marcem 2019 r. około 45% sprzedaży – mówi Rafał Grzanecki z FCA Poland.

Teorię o mniejszym wpływie kryzysu na marki premium zdają się potwierdzać wyniki marki Volvo. – W marcu Volvo Car Poland odnotowało około 25-procentowy spadek sprzedaży (marzec do marca), a pierwszy kwartał zakończyliśmy z niewielkim, 2,5-procentowym spadkiem. Zważywszy na okoliczności, są to bardzo dobre wyniki, ponieważ cały rynek spadał znacznie szybciej. Tym samym wzrósł nasz udział w rynku. To efekt dobrych wyników osiągniętych w styczniu i lutym. Spodziewamy się, że kwiecień zakończy się gorszym wynikiem w całej branży. W marcu cały rynek samochodów osobowych spadł o blisko 40% (marzec do marca). Po 20 dniach kwietnia spadki wynoszą już około 70% – mówi Stanisław Dojs, PR manager Volvo Car Poland. – Największy wpływ na branżę motoryzacyjną mają dziś dwa czynniki. Pierwszym jest koronawirus, drugim zaś zaostrzone normy emisji CO2. Ponieważ Volvo przeszło już na hybrydy plug-in i silniki 1,5- i 2-litrowe, zmagamy się tylko ze skutkami gospodarczymi, wywołanymi przez koronawirus – dodaje.

Dodajmy, że pełen obraz spadku sprzedaży całej branży motoryzacyjnej w Polsce będzie widoczny dopiero za kilka miesięcy, bo w Polsce sprzedaż raportowana jest na podstawie rejestracji, a od zamówienia auta i jego produkcji do dostarczenia mija kilka miesięcy. Jak długo trzeba będzie czekać na zmówione auta? To zależy. Te wciąż znajdujące się na stokach są dostępne od ręki. Na zamówione trzeba będzie czekać, zwłaszcza że do połowy kwietnia wstrzymana była produkcja w większości fabryk. – Wszystko zależy od wybranego modelu i fabryki, w której powstaje. Może to być okres od trzech do maksymalnie ośmiu miesięcy. Pocieszające jest, że nasza produkcja w znaczniej części ponownie ruszyła pod koniec kwietnia – mówi Hubert Niedzielski, PR Manager marki Volkswagen.

Czy grożą nam opóźnienia w dostawie aut?

Stanisław Dojs z Volvo radzi, by o dokładną datę dostarczenia samochodu zawsze zapytać dealera. Wiele aut dojedzie na czas, chociaż pewne opóźnienia też mogą się przydarzyć. Są to jednak indywidualne przypadki. Modele pochodzą z różnych fabryk. – W przypadku Volvo fabryki w Szwecji miały krótką przerwę i już działają, natomiast zakłady w Belgii ruszyły, ale nie osiągnęły jeszcze pełnej wydajności. Nasi klienci najczęściej nie rezygnują z aut, które już zamówili, ale często decydują się na opóźnienie ich odbioru. Zwłaszcza w szczycie ograniczeń związanych z pandemią wielu z nich postanowiło zaczekać i przesunąć termin, aby odebrać auto w spokojnej atmosferze. Kluczową rolę u naszych dealerów odgrywał w tym czasie serwis. Spadek liczby klientów w serwisach był stosunkowo niewielki. Kierowcy są zainteresowani utrzymaniem sprawności swoich samochodów, aby zapewnić sobie bardziej higieniczny, a zatem bezpieczniejszy środek transportu – powiedział PR manager Volvo Car Poland.

Fabryki w Chinach – produkujące na przykład modele S90 czy XC60 T4 FWD – pracują już pełną parą od 3–4 tygodni. Najdłużej, bo do 11 maja, pozostanie zamknięta amerykańska fabryka w Charleston, produkująca model S60.

Odwołane targi - Geneva Motor Show oraz Poznań Motor Show

O tym, że wyczerpała się już formuła wielkich międzynarodowych imprez targowych, mówiło się już od dawna. Niektóre marki już kilka lat temu na dobre zrezygnowały z udziału w salonach samochodowych we Frankfurcie i Paryżu, a nawet w Genewie. – Volvo wcześnie postawiło na własne premiery. Na Motor Show w Genewie ostatni raz byliśmy obecni w 2018 r., na targach we Frankfurcie w 2013 r., a na Salonie Samochodowym w Paryżu w 2014 r. Od dawna sami organizujemy premiery naszych samochodów. W tym roku z uwagi na sytuację pandemiczną zapewne będziemy szukali nowych form prezentacji aut, choćby elektrycznej wersji XC40 – wyjaśnia PR Manager Volvo Car Poland Stanisław Dojs.

Imprezy te jednak trwały, gromadząc wciąż największych światowych graczy. Wielu pytało jednak, czy ma to jeszcze sens. Koronakryzys położył temu kres. W ciągu zaledwie kilku tygodni dowiedzieliśmy się o odwołaniu wszystkich wielkich imprez europejskich. Jako ostatnia poddała się Genewa, której organizatorzy dosłownie na kilka dni przed otwarciem oświadczyli, że dekoracje trzeba rozebrać, bo w 2020 r. żadnych targów motoryzacyjnych w halach Palexpo nie będzie.

O utrzymanie imprezy w tegorocznym kalendarzu najdłużej walczyli organizatorzy rodzimego Poznań Motor Show, którego termin przekładano z marca na czerwiec, by wreszcie ogłosić, że impreza odbędzie się w dniach 8–11 kwietnia 2021 r. Jesienią tego roku, 21–22 października, planowany jest jednak Kongres MOVE poświęcony wiodącym trendom w branży e-mobility i prognozowanym zmianom na rynku motoryzacyjnym.

Ujemna cena ropy

Innym spektakularnym skutkiem pandemii koronawirusa był nie mający precedensu chwilowy spadek cen ropy naftowej do ujemnego poziomu. Niewielu chce teraz kupować samochody. Niewielu też chce je tankować. Popyt na ropę naftową spadł do poziomu nienotowanego w historii. Na chwilę cena baryłki ropy spadła w kwietniu do poziomu minus 40 dolarów. Następnie wspięła się do poziomu 1,6 dolara za baryłkę. Zdaniem ekspertów, to wynik nadmiaru zgromadzonego i chwilowo nikomu niepotrzebnego surowca. Jeszcze nigdy nie było takiej dysproporcji między popytem na paliwa a ich podażą. Na całym świecie zbiorniki są pełne, kolejnych partii ropy nie ma gdzie magazynować. Dlatego produkcja ropy zostanie ograniczona. Arabii Saudyjskiej grozi wstrzymanie eksportu do USA, a to jeszcze bardziej pogłębiłoby stan światowego kryzysu.

Sytuacja międzynarodowa przekłada się oczywiście na rekordowo niskie – choć nie aż tak spektakularne, jak na światowych giełdach – ceny paliw na naszych stacjach. Najtańsze stacje paliw proponują tankowanie benzyny 95 w cenie poniżej 3,5 zł za litr. Stacje sieciowe utrzymują jeszcze cenę powyżej 4 zł, ale już wkrótce może ona spaść. Nie jest to jednak powód do radości, lecz bezpośredni skutek zamierania gospodarki.

Fabryki wznawiają produkcję

W ostatnim tygodniu kwietnia działanie wznowiły niektóre polskie fabryki i zakłady motoryzacyjne. Na początek ruszają te produkujące części i komponenty niezbędne na liniach montażowych w fabrykach samochodów. Po miesięcznej przerwie pracę wznowiła na przykład odlewnia Volkswagen Poznań. Na razie pracuje na ćwierć mocy, a jej stopniowy rozruch ma zapewnić dostawy części niezbędnych do produkcji aut.

Na ostatni tydzień kwietnia zaplanowano ponowny rozruch zakładów Volkswagena w Poznaniu. Również on nie nastąpi jednak z pełną mocą. Dla zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom konieczna jest reorganizacja pracy. Ponadto do płynności produkcji potrzeba odpowiedniego zasobu części. Z kolei fabryka Fiata w Tychach może ruszyć w pierwszej połowie maja.

Do rozpoczęcia produkcji gotowy jest także zakład Opla w Gliwicach, lecz w chwili powstawania tekstu nieznany był termin jego uruchomienia. Przygotowano już jednak strategię działań mających chronić pracujące tam osoby przed epidemią. Dezynfekcji mają być poddawane wszystkie powierzchnie i narzędzia. Pracownicy nie będą się mijać w przejściach, a każdy z nich obowiązkowo będzie musiał nosić maseczkę i okulary ochronne. Przed wejściem do zakładu ma być mierzona temperatura.

Samochodowe fabryki budzą się do życia na całym świecie. Od 27 kwietnia stopniowo wznawiają działanie hiszpańskie zakłady SEAT-a w Martorell, gdzie powstają modele SEAT Ibiza, SEAT Arona, SEAT Leon i Audi A1 – zaczynając od produkcji na poziomie jednej trzeciej maksymalnej wydajności, co oznacza około 325 samochodów dziennie. Obowiązują w nich nowe procedury ochrony zdrowia, ustalone w porozumieniu z przedstawicielami związków zawodowych. Na zlecenie hiszpańskiego producenta 15 000 pracowników zostanie przebadanych na obecność wirusa SARS-CoV-2.

Ponadto wszystkie linie produkcyjne zostaną przeprojektowane, by zapewnić pracownikom możliwość utrzymania dwumetrowej odległości. W przypadku stanowisk, które na to nie pozwalają, pracownicy otrzymają dodatkowe środki ochrony osobistej. Wszyscy będą mieć zapewnione maski chirurgiczne i dostęp do żelu dezynfekującego. Zakładowe urządzenia będą dokładnie czyszczone przed i po każdej zmianie.

W ciągu ostatnich kilku tygodni wstrzymania produkcji z powodu epidemii COVID-19 firma dostosowała jedną z linii wykorzystywanych do produkcji nowej generacji SEAT-a Leona do montażu respiratorów. Sprzęt trafił na hiszpańskie oddziały intensywnej terapii. SEAT dołączył także do inicjatywy produkcji masek ochronnych, wykorzystując filtry stosowane w kabinach lakierniczych fabryki Martorell.

Sytuacja na rynku leasingu

W jakim stopniu koronakryzysem są zagrożone firmy leasingowe i banki? Zazwyczaj mają duże portfele trwających już kontraktów, których obsługa potrwa jeszcze przez lata. Problemem stało się jednak pozyskiwanie nowych klientów. – Zawarte już kontrakty mogą ulec wydłużeniu. Możliwe, że firmy leasingowe odroczą konieczność spłaty rat leasingowych, lecz pozostawią koszty, które klienci będą musieli z tego tytułu ponosić. Oczywiście brak klientów w salonach oznacza problemy także dla nich – mówi analityk rynku i prezes IBRM SMAR Wojciech Drzewiecki.  

Dzięki istniejącemu już, dużemu zazwyczaj, portfelowi kontraktów, czas zanim kryzys dosięgnie branżę leasingową znacznie się wydłuży. – Kwiecień przyniósł realizację wcześniej zawartych kontraktów wynajmu i leasingu. Całą prawdę o sytuacji na rynku poznamy w maju i czerwcu. Miejmy nadzieję, że do tego czasu klienci zaczną wracać do salonów, a odzwierciedlenie ich wizyt zobaczymy w wynikach trzeciego kwartału – podsumowuje Drzewiecki.

Ponadto w sieci pojawiło się więcej niż zwykle ofert cesji umowy leasingu, czyli sprzedaży używanych przez firmy samochodów na długo przed zakończeniem kontraktu. W skali całego rynku na szczęście jest to zjawisko marginalne. Cesja może być okazją do zakupu auta po atrakcyjnie cenie, ale może też narazić nabywcę na straty finansowe, gdy okaże się, że dużo taniej można było kupić nowy samochód o zbliżonych parametrach – ostrzegają specjaliści z firmy Carsmile. Mamy nietypowy efekt epidemii: samochody z 2018 r. mogą okazać się droższe niż te z 2020 r.

Szybki sposób na wyjście z leasingu stał się popularniejszy ze względu na dotykającą przedsiębiorców niepewność jutra. Działalność wielu firm została zamrożona. W przypadku braku dochodów muszą natychmiast pozbyć się kosztów. Jednakże w marcu wzrost liczby ogłoszeń wyhamował, m.in. dlatego że wiele firm leasingowych zaproponowało już klientom zawieszenie rat na okres kilku miesięcy. W tej sytuacji może się okazać, że w związku z dużymi rabatami, jakich dealerzy udzielają na samochody, a także w następstwie obniżek stóp procentowych, które przekładają się na wysokość rat w nowych umowach leasingowych,  przejęcie leasingu od kogoś może okazać się nieopłacalne.

Firmy leasingowe idą na rękę swoim klientom, proponując na przykład czasowe zawieszenie spłaty rat i inne rozwiązania, doraźnie odciążające portfele przedsiębiorców. W trosce o zdrowie i bezpieczeństwo swoich klientów oraz pracowników salonów dealerskich Grupy Volkswagen obsługująca je firma Volkswagen Financial Services proponuje zdalne wznawianie polis ubezpieczeniowych. Nowe rozwiązanie, dotyczące wymaganych kontraktami ubezpieczeń pod nazwą „Twoja Polisa ONLINE”, nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi kosztami, bazując wyłącznie na kontakcie telefonicznym oraz e-mailowym z doradcą.

Bez względu na sytuację epidemiologiczną ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej (OC) pozostaje obowiązkowe. Prawo określa również opłaty karne za jego brak. Wznowienie ubezpieczenia w modelu proponowanym przez VWFS polega na kontakcie telefonicznym z doradcą. Następnie nabywca otrzymuje wiadomość e-mail z linkiem do wygenerowanej specjalnie dla niego strony zawierającej kilka ofert ubezpieczeń komunikacyjnych. Link jest unikatowy, a każda z polis przygotowana dokładnie pod potrzeby klienta. Po wyborze najkorzystniejszej, klient opłaca ją on-line. W mailu otrzymuje polisę wraz z innymi niezbędnymi dokumentami. Cały proces zakupu i płatności trwa maksymalnie 10 minut i jest w pełni zautomatyzowany.

Sytuacja rynku motoryzacyjnego w Polsce a koronakryzys - podsumowanie

Wiele firm już dziś zostało zmuszonych do ograniczenia lub zawieszenia swojej działalności, grozi im bankructwo. Te w najtrudniejszej sytuacji wydłużają okresy leasingu lub wynajmu albo całkowicie z nich rezygnują. Klienci detaliczni boją się utraty pracy, wstrzymując się z decyzjami o drogich zakupach, a takimi z pewnością są samochody. Z tych powodów zanosi się na jeszcze większą depresję. Koronakryzys stał się jednak również katalizatorem przyspieszającym wejście do świata sprzedaży on-line.

Koronawirus zatrzymał nas w domach. Widoczny na horyzoncie kryzys finansowy wstrzymał decyzje zakupowe zarówno klientów prywatnych, jak również przedsiębiorców. Niestety pewne jest, że będziemy obserwować dalsze spadki sprzedaży. Na razie nie poznamy jednak odpowiedzi na pytanie o skalę zniszczeń. Straty będą znaczne, lecz do odrobienia – o ile przed końcem czerwca nastąpi ponowne otwarcie rynku. Oby tak się stało.

Tekst ukazał się w Magazynie FLOTA 4/2020.

ZNAJDŹ NAS: