Ford Ka+ 1.2 Ti-VCT: pierwsza jazda maluchem po siłowni

Kiedy mówisz Ford Ka, masz na myśli małe, kobiece autko idealnie pasujące do damskiej torebki. Pojazd, który doskonale odnajdzie się w zatłoczonym centrum miasta czy na ogromnym i wiecznie zapchanym parkingu centrum handlowego. Jednak Ford postanowił pójść na przekór swoim klientkom i wysłać małe Ka na siłownię. Oto nowy Ford Ka+.

2017-10-02 14:36:56

Historia modelu Ka sięga 1994 r. Wtedy też zaprezentowano pierwszą generację nowego miejskiego auta, które z miejsca odznaczyło się w historii motoryzacji – głównie za sprawą indywidualnej stylistyki oraz dwóch niekonwencjonalnych wersji: małego cabrio StreetKa oraz miejskiego hot-hatcha SportKa. W 2008 r., podczas Salonu Samochodowego w Paryżu, motoryzacyjny świat ujrzał II generację popularnej „kaczki”. Auto miało bardzo dużo wspólnego z Polską, bowiem wytwarzano je w tyskiej fabryce Fiata na jednej linii produkcyjnej z Fiatem 500. Wewnątrz z łatwością można było odnaleźć elementy wspólne z popularną „pięćsetką”. Auto prezentowane na zdjęciach pokazano już w 2014 r.,  jednak dopiero dwa lata później Ford podjął decyzję o wprowadzeniu zrewolucjonizowanego Ka do sprzedaży w Europie. Tak naprawdę z poprzednikami łączy je jedynie nazwa.  Oto bliższe spotkanie z nowym Fordem Ka+.

Nawet największy motoryzacyjny laik zauważy, że Ford Ka+ jest zdecydowanie większy od poprzednika. Na początek kilka liczb. Poprzednik mierzył odpowiednio: 3620 mm długości, 1658 mm szerokości i 1505 mm wysokości przy 2300 mm rozstawu osi. Nowe Ka+ zamknięto w 3929 mm długości, 1695 mm szerokości i 1524 mm wysokości. Odległość między osiami to teraz aż 2489 mm. To auto dłuższe o prawie 31 cm, szersze o prawie 4 cm i wyższe o prawie 2 cm. Zdecydowanie powiększono również rozstaw osi, bowiem różnica to teraz prawie 19 cm! Do tego dołożono jeszcze drugą parę drzwi i wypchnięto auto do segmentu B. Jak tłumaczyli na konferencji prasowej przedstawiciele Forda, wszystko z powodu powolnego zanikania segmentu najmniejszych aut. Teraz dużo większą rolę odgrywają auta pokroju Škody Fabii, Toyoty Yaris czy Opla Corsy. Czy istnieje zatem zagrożenie, że nowy Ford Ka+ zabierze klientów właśnie debiutującej nowej Fieście?

Od strony technicznej (płyty podłogowej, rozwiązań w zawieszeniu) nowa „kaczka” mocno nawiązuje do poprzedniej Fiesty.

Właśnie z tego auta zapożyczono ogromną część podwozia, które dostosowano do nowego designu.

Ka+ zaprojektowano według stylistycznej myśli „One Ford”. Filozofia zamknięta w tym sloganie oznacza projektowanie podobnych z wyglądu aut. I nie inaczej jest w tym przypadku. Ka+ w przednim pasie można porównać chociażby do wspomnianej już Fiesty, ale i do większego Focusa. Pokaźny wlot powietrza rozdziela dwie duże lampy świateł przednich. Z boku linia przednich i tylnych świateł połączyła wyraźne przetłoczenie, przechodzące przez klamki drzwi. Z tyłu kształt świateł przypomina te przednie, a klapę bagażnika zdobi niewielki spojler. Niestety, w tym miejscu objawia się pierwsza cecha, która podkreśla budżetowość Ka+ – żeby dostać się do bagażnika, należy nacisnąć przycisk w kabinie lub otworzyć drzwi z pilota. Zabrakło również rączki do zamknięcia klapy, lecz o szczegółach samego kufra za chwilę.

Wsiadając do środka od razu można zauważyć, że miejsca jest wyraźnie więcej. Przede wszystkim w tylnym rzędzie siedzeń, gdzie bez większych problemów zmieszczą się dwie dorosłe osoby – nie trzeba też gimnastykować się z przeciskaniem za składane fotele, bowiem, jak już wspominaliśmy, Ka+ jest autem pięciodrzwiowym. Z przodu siedzenia są wygodne, lecz konkurencja w tym zakresie oferuje więcej. Brakować na pewno będzie jednej płaszczyzny regulacji kolumny kierowniczej, przez co trudnej będzie znaleźć idealną pozycję.

Deskę rozdzielczą pokryto dość twardym plastikiem, lecz boczki drzwi mają pełne panele, a w miejscu, gdzie zwykle spoczywają łokcie, znajdziemy nawet kawałki tkaniny. Wszystko jest jednak dobrze spasowane i nie budzi obaw, że pojawią się niepowołane piski i skrzypienia. Również w kabinie Ka+ znajdziemy nawiązania do poprzedniej Fiesty. Takim elementem jest chociażby lewarek skrzyni biegów. Znacząco urósł również bagażnik, którego powiększono do 270 l – można go powiększyć do 849 l. To o  46 l więcej niż w II generacji. A jak wygląda nowy Ford Ka+ od strony jednostek napędowych?

Tych w ofercie są dwie. Obie benzynowe i obie oparte na jednym silniku. Ten ostatni ma pojemność 1.2 l i należy do rodziny Duratec. W zależności od wyboru generuje 70 lub 85 KM. Największym plusem obu wersji jest klasyka w technologii. Pod maską Forda Ka+ próżno szukać takich nowinek, jak chociażby turbosprężarka. To powoduje, że obawy o trwałość silnika pojazdu można włożyć między bajki.

W testowanym egzemplarzu spotykaliśmy się z mocniejszym wariantem. 85 KM i 112 Nm momentu obrotowego dość sprawnie napędzają najmniejszego Forda. Pierwsze 100 km/h osiąga w 13,3 s, a prędkość maksymalna to 169 km/h.

Chociaż mały Ford nie jest autem sportowym, to dynamiki mu nie brakuje.

Mały silnik dzielnie wkręca się w wyższe partie obrotów, przez co podczas jazdy miejskiej może zaskoczyć niejednego kierowcę większego samochodu. Oczywiście przy typowych wyścigach od świateł do świateł dość szybko Ka+ skapituluje, ale żwawa jazda nie jest mu obca. Co najważniejsze: za silnikiem nadążają również zarówno skrzynia biegów, jak i zawieszenie oraz układ kierowniczy.

Po małym, a zwłaszcza budżetowym aucie trudno spodziewać się rajdowych czy komfortowych warunków prowadzenia. Jednak Ka+ ma się czym pochwalić.

Układ kierowniczy nie jest przesadnie wspomagany, a precyzja, z jaką przekazuje informacje do i z przednich kół, zasługuje na pochwałę.

Połączenie kolumn MacPhersona z belką skrętną jest doskonale znanym rozwiązaniem. To w Fordzie idealnie sprawuje się na dość równych drogach. Kierowca nie ma wtedy negatywnych odczuć, jak chociażby na przy poprzecznych nierównościach. Na koniec jeszcze słowo o apetycie na paliwo. Podczas tych kilku dni spotkania Forda Ka+ zadowalał się średnio 7 l benzyny na 100 km. W trasie możliwe jest „urwanie” co najmniej 2 l, jednak trzeba się dość mocno postarać, a wtedy też zaczyna się gubić przyjemność z jazdy.

Ta ostatnia jest możliwa w przypadku Forda Ka+, zwłaszcza że cenniki startują od 39 250 zł. Polski oddział Forda od razu wprowadził też promocyjne upusty, które ścinają ceny nawet do 36 900 zł za auto ze słabszym silnikiem. W ofercie są dwie wersje wyposażeniowe. Porównując cennik do wspomnianej Toyoty Yaris (od 42 900 zł) czy Škody Fabii (od 41 060 zł) – Ka+ jest zdecydowanie bardziej atrakcyjny. Największym minusem tego auta jest utrata indywidualnego charakteru, który cechował poprzedników. Jednak w dzisiejszych czasach księgowi i słupki sprzedaży odgrywają znacznie większe role. I wszystko wskazuje, że Ka+ spełni stawiane przed nim oczekiwania.

W trakcie pierwszych jazd testowych Fordem Ka+, we współpracy z portalem MotoArena przygotowaliśmy materiał wideo.

GALERIA

ZNAJDŹ NAS: