[WYWIAD] Łukasz Zadworny: Z optymizmem czekamy na 2021 r.

Przewodnim tematem tej rozmowy jest rynkowa sytuacja Volkswagena nad Wisłą oraz zmiany i środki zaradcze, jakie zastosowano w czasach pandemii. Z Łukaszem Zadwornym, dyrektorem marki Volkswagen w Polsce rozmawiamy o nowych wyzwaniach i rozwiązaniach, których wdrożenie zostało przyspieszone na skutek czasowego zamknięcia gospodarki. Będzie także o postępującej cyfryzacji samochodów, ich finansowaniu i rozwiązaniach dla flot oraz nadchodzących premierach nowych modeli.

2020-10-05 14:35:13

Jaki wpływ na dzisiejszą sytuację rynkową w Polsce i wyniki Volkswagena po pierwszym półroczu ma Pana zdaniem kryzys wywołany światową pandemią? Wakacje sprawiły, że niektórzy na chwilę o niej zapomnieli. Pytanie tylko, czy zapomniał o niej rynek?

Już w lutym, gdy w Polsce nie było jeszcze mowy o pandemii, obserwowaliśmy około 10-procentowy spadek rynku. Kiedy pojawił się COVID-19 i związany z nim lockdown, stanęły fabryki, szybko pustoszały magazyny, a przede wszystkim klienci zostali w domach. To były dramatyczne miesiące. W kwietniu nasza sprzedaż była niższa o 80% w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Od maja rynek sukcesywnie wraca do poziomów, które dość dokładnie zaplanowaliśmy. W lipcu do klientów trafiły 42 432 osobowe auta. To trend zbliżający nas do miesięcznych wyników z ubiegłego roku i bardzo pozytywny sygnał. Przy naszych wstępnych estymacjach, gdy porównamy rok 2019 i 2020 oraz różnicę w skali dni roboczych, wydaje się, że ten rok – o ile nie zajdą inne tak dramatyczne okoliczności jak w pierwszym półroczu – może zakończyć się wynikiem na poziomie około 430 000 aut. To oznaczałoby, że pod koniec trzeciego i w czwartym kwartale powrócimy do ubiegłorocznych poziomów miesięcznej sprzedaży. Trzymamy się tego optymistycznego scenariusza.

Czy nowe usługi, umożliwiające zdalne kupowanie samochodów zostaną w najbliższych miesiącach utrzymane? Może ulegną rozszerzeniu? Czy jako marka wiążecie swoją przyszłość ze sprzedażą online?

Tak, ponieważ to jest odpowiedź na aktualne potrzeby naszych klientów. Od lat obserwujemy spadek liczby ich wizyt w salonach przed dokonaniem zakupu auta. Z poziomu 5–6 wizyt 15 lat temu, do około 1,5 wizyty obecnie. Pierwszy etap procesu zakupowego odbywa się już online. Dlatego wprowadziliśmy takie usługi, jak e-Home, możliwość wideoczatu oraz wszelkie formy kontaktu online. Będziemy nadal je rozwijać, w najbliższym czasie wprowadzimy sprzedaż online umożliwiającą zamówienie gotowego auta z placu, rozpoznanie online wszystkich wątków finansowych, czy dostarczenie samochodu pod drzwi klienta. Adekwatnie do potrzeb, bo nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie jest to jeszcze wstępny etap, przynajmniej dla marek masowych. Uważam, że ten trend i tego typu potrzeby będą teraz dynamicznie rosnąć.

Czy w wynikach sprzedaży widać już skutki złagodzenia obostrzeń? Jak Pana zdaniem w najbliższych miesiącach będzie kształtować się sprzedaż? Jak zachowa się nasz rynek?

Na razie mogę pozytywnie ocenić aktualny rozwój sprzedaży i wzrost zamówień, które są z naszego punktu widzenia najistotniejsze. Sprzedaż to tylko kwestia czasu. Ważne, że spływają zamówienia i naprawdę wyraźnie w lipcu – w stosunku do czerwca – rosną zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Najistotniejsze dla nas segmenty, czyli detal i leasing, które razem stanowią około 65% rynku, przedstawiają się bardzo pozytywnie. Lipcowy poziom zamówień jest dla nas o około 10% wyższy niż w ubiegłym roku. To cieszy najbardziej, bo właśnie to odzwierciedla reakcję osób fizycznych i najmniejszych firm, czyli Kowalskiego oraz Kowalskiego z REGON-em, która jest pozytywna. Co do przewidywań, wszyscy słyszymy o prognozowanej jesiennej fali zachorowań. Z nią wiążą się pytania o działania, które zostaną przedsięwzięte przez państwo. Sądzę, że gospodarka może nie wytrzymać drugiego lockdownu. Zgadza się z tym wielu specjalistów i obserwatorów rynku, ale nawet gdyby taka sytuacja miała miejsce, utrzymamy nasze standardy i możliwość zdalnego dokonywania zakupów. Lockdown wiąże się jednak z poważniejszymi konsekwencjami niż tylko konieczność dokonywania zakupów w domu, sprzed ekranu komputera czy smartfona. To również zatrzymanie procesów gospodarczych i związany z nimi spadek obrotów, a optymizm konsumencki jest jednym z motorów dokonywania zakupów. Szczególnie takich dóbr jak samochody. Trudno wyrokować – mam nadzieję, że najgorsze jest już za nami, a Polacy zachowają się rozsądnie, chociaż lato temu nie sprzyja. Podobnie jak cała branża, jesteśmy już przygotowani na te nowe wyzwania.

W jaki sposób kryzys związany z pandemią wpłynął na dzisiejszą rynkową sytuację Volkswagena w Polsce?

W momencie wprowadzenia lockdownu zatrzymały się fabryki samochodów na całym świecie. Od końca kwietnia sukcesywnie ruszają znowu z produkcją. Od tamtej chwili ponownie zaopatrujemy nasze magazyny. Maj i czerwiec były miesiącami rozruchu. W lipcu zwiększyła się liczba dostaw. Niestety, teraz znów nastąpiła krótka przerwa, związana ze zmianą roku modelowego. Plany produkcyjne, które nam już potwierdzono, są satysfakcjonujące i pozwalają optymistycznie patrzeć na nadchodzące miesiące oraz wierzyć, że przynajmniej od strony produkcyjnej i logistycznej, będziemy w stanie sprzedawać zgodnie z naszymi założeniami. Poziom miesięcznej sprzedaży rośnie i nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa.

Jak w pierwszym i drugim kwartale 2020 r. zmieniały się działania prowadzone w sieci dealerskiej? Zmieniły się sposoby sprzedaży, procedury w serwisach, obsługa klienta. Na ile są inne od wcześniejszych, standardowych praktyk?

Na szczęście salony i serwisy nie były zamknięte podczas lockdownu. Z perspektywy naszych klientów, szczególnie istotna była sieć serwisowa. Część salonów wprowadziła ograniczenia, zmieniając godziny otwarcia i liczbę zmian, ale nie wydłużyło to kolejek do serwisu. Podczas lockdownu nie przekraczały one w Polsce 2–3 dni. Wprowadziliśmy liczne standardy bezpieczeństwa. Wystarczy wejść do salonu, by się przekonać, że począwszy od masek, osłon i środków dezynfekcyjnych stosujemy wszelkie standardy i zostały one wysoko ocenione przez naszych klientów. Co najistotniejsze, zyskały na znaczeniu wszelkie zdalne formy kontaktu. Dealerzy w szybkim tempie wprowadzili odpowiednie rozwiązania, aby był bezpieczny, a przede wszystkim możliwy. Najbardziej skorzystały na tym serwisy, w których obroty spadały o wiele łagodniej. W 2020 r. nie zeszliśmy poniżej poziomu 60% w stosunku do ubiegłorocznego wyniku. Biorąc pod uwagę ponad 80-procentowy spadek sprzedaży nowych aut, można powiedzieć, że nasze serwisy wyszły z tej sytuacji obronną ręką. Oprócz nowych – „offlineowych” standardów – nasza sieć dealerska zadbała o sprzedaż online, udostępniając różne możliwości zdalnego kontaktu.

Słowem-kluczem stała się „obsługa zdalna”?

Dealerzy rozwijają swoje Contact Center i Business Developement Center, ponieważ chodzi o możliwość sprawnego komunikowania się z klientem przez wszystkie dostępne kanały – od popularnego telefonu, przez mail i wszelkiego rodzaju narzędzia online, by sprawnie odpowiadać na potrzeby klientów. Pojawiły się usługi door-to-door i w tym miejscu muszę pochwalić ogromną kreatywność dealerów, bo takich form jest bardzo wiele. Ostatnio byłem świadkiem przygotowywania samochodu do wydania w formie prezentu. Nie była to zatem zwykła dostawa, auto zostało specjalnie przygotowane i opakowane. Nasi dealerzy zareagowali naprawdę szybko i sprawnie, zgodnie z oczekiwaniami klientów i nowymi wymaganiami rynku. Chylę czoła, pracownicy pozostali w salonach i przez cały czas odpowiadali na zapytania klientów. Zarówno zdalnie, jak i bezpośrednio. Nasza sieć przez cały ten czas funkcjonowała. Z pewnością korzystanie ze zdalnych form kontaktu pozostanie z nami na dłużej. To nie tylko pochodna lockdownu, ale również kwestia oszczędności czasu dla wszystkich stron. Zaczęliśmy świadczyć bezdotykowy serwis od A do Z, łącznie z dostawą samochodu pod wskazany adres. Nie było to masowe zjawisko, ale klienci, którzy chcieli kontynuować proces sprzedaży, mogli zrobić to w bezpieczny sposób. Wyszliśmy z szeregiem inicjatyw, m.in. uruchomiliśmy projekt e-Home, wykorzystując do tego celu naszą placówkę, funkcjonującą od dwóch lat w Warszawie. Jej rolą jest dostarczenie spersonalizowanej oferty z możliwością wyboru samochodu z placu i jego dostawą pod same drzwi. Jako importer staraliśmy się działać szybko, próbując w możliwie najbezpieczniejszy sposób odpowiadać na potrzeby naszych klientów.

Koronawirus, lockdown i wywołany nim kryzys gospodarczy zmusiły wszystkich w branży do zmiany planów. W jakim stopniu zmiany okazały się konieczne dla marki Volkswagen?

Stało się dla nas jasne, że pewne cele biznesowe muszą zejść na drugi plan. Przede wszystkim zajęliśmy się wdrożeniem bezpiecznych standardów pracy i obsługi klientów w sieci dealerskiej. Zadbaliśmy także o płynność finansową dealerów, ponieważ ta sytuacja mogła bardzo niekorzystnie wpłynąć na sieć. Sprzedaż staraliśmy się traktować jako sprawę drugorzędną. Ślad tych działań jest widoczny w wynikach sprzedaży, jej wolumenie oraz naszym udziale rynkowym. Dziś – widząc budzący się do życia rynek – zakładamy, że zbliżymy się do ubiegłorocznych wyników. Najistotniejszy jest powrót do miesięcznej sprzedaży na poziomie 3500–4000 aut, która oznaczałaby dla nas normalność. Jeżeli tak się stanie – z optymizmem będziemy czekać na rok 2021. Nie będziemy ścigać się z rynkiem, ani sami ze sobą, aby wypełnić lukę spowodowaną pandemią. Cieszę się, że udało nam się przetrwać i wychodzimy na prostą.

Pomimo trudnej sytuacji Volkswagen pozostaje w rynkowej czołówce. Zapytam zatem o receptę na sukces w podbramkowych sytuacjach.

W tej branży na sukces składa się wiele czynników, ale istotna w tym roku okazała się dla nas kwestia gamy modelowej. Konsekwentnie wprowadzamy modele elektryczne. Oprócz nich, przygotowaliśmy szereg ofert, dotyczących silników spalinowych – począwszy od najnowszego Golfa, którego rynkowa premiera w Polsce nieszczęśliwie przypadła na sam początek pandemii, dwa tygodnie przed zamknięciem gospodarki. W ostatnich tygodniach zrealizowaliśmy kampanię przypominającą o naszym nowym, sztandarowym modelu. To ikona sprzedaży i symbol naszej marki. Przygotowaliśmy szeroką ofertę hybryd plug-in. Skoro rynek nie jest gotowy na błyskawiczną przesiadkę do aut elektrycznych, oferujemy wiele wydajnych rozwiązań, opartych na hybrydach plug-in, pozwalających posmakować przyjemności wynikającej z jazdy „elektrykiem”. Oprócz Passata GTE pojawia się Golf GTE i Touareg w wersji R – to również hybryda, którą można doładowywać z gniazdka. Ponadto zaprezentujemy Arteona z napędem plug-in. Pojawi się także Arteon Shooting Brake.

Volkswagen wkracza obecnie w nową erę. Zmieniają się jego produkty. Z jednej strony postępuje cyfryzacja aut, z drugiej rozpoczął się już proces elektryfikacji gamy modelowej.

To nasza przyszłość. Współczesne samochody w coraz większym stopniu zamieniają się w tablety na kołach. Mam na myśli stałe i pełne połączenie samochodu z internetem, możliwość aktywowania i dokupowania funkcji oraz usług na żądanie w trakcie korzystania z auta, zamiast na etapie jego konfiguracji w salonie. Właśnie te elementy będą w najbliższych latach definiować i zmieniać motoryzację. Ikoną tego, co nazywamy „tabletem na kołach”, jest ID.3. Właśnie tego oczekują od samochodów nasi klienci, doceniając wdrażane przez nas rozwiązania.

Jakie trendy najbardziej będą przyciągać klientów do marek samochodowych w najbliższej i nieco dalszej przyszłości?

Digitalizacja i elektryfikacja. Elektryfikacja jest jedynym szybkim i dostępnym rozwiązaniem, by sprostać wymaganiom środowiskowym. Tu znów pragnę podkreślić pełne oddanie Grupy i marki Volkswagen postanowieniom porozumienia paryskiego. Wprowadzenie samochodów z rodziny ID. nie jest próbą elektryfikacji istniejących rozwiązań, lecz budowaniem nowych modeli od podstaw, na nowej platformie MEB, przeznaczonej wyłącznie dla w pełni elektrycznych samochodów. Z kolei digitalizacja to umożliwienie ciągłego bycia online. Wspomnę tylko o jednej z usług, która będzie dostępna w przypadku modelu ID.3 – Route Planner, dający możliwość planowania drogi z uwzględnieniem tego, gdzie dostępne są stacje ładowania określonej mocy. W Niemczech, we współpracy z dostawcami przesyłek, testowane są usługi umożliwiające kurierom otwieranie bagażnika i pozostawianie w samochodzie przesyłek. Wszystko, co wpływa na bezpieczeństwo i komfort podróżowania oraz szybkość zbierania informacji, to właśnie atrybuty nowoczesnej motoryzacji.

W tym cyfrowym świecie pojawią się również rozwiązania dla flot?

Mamy je już dziś. W ramach usługi We Connect istnieje możliwość zdalnego sprawdzania wielu bardzo istotnych dla flot parametrów samochodu, pozwalająca kontrolować sposób jego eksploatacji. To również rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa, jak Emergency Call, który stał się standardem w naszych samochodach. 

Jakich premier możemy spodziewać się w gamie modelowej Volkswagena w najbliższych miesiącach? Co zobaczymy do końca roku 2020 i co marka szykuje na rok 2021?

Najbardziej oczekiwaną premierą jest ID.3, który tego lata trafił do salonów. Trwa – przerwane lockdownem – wprowadzanie modelu Golf ósmej generacji. Przed nami lifting Tiguana – to dla nas ważna premiera modelu, wyznaczającego trendy w swoim segmencie. Czeka nas również debiut nowego Arteona – również w wersji Shooting Break oraz Touarega w wersji R, napędzanego kombinacją silnika spalinowego i benzynowego. Akumulatory naszych hybryd plug-in pozwalają na pokonanie dystansu do 50 km. W codziennym miejskim użytkowaniu pozwalają na jazdę w trybie bezemisyjnym, a w dłuższej trasie korzystamy z silnika spalinowego. Myślę, że nowości, które oferujemy, są ciekawą ofertą dla naszych klientów. Również flotowych.

Problemem w przypadku aut z napędem elektrycznym pozostaje wysoka cena. Sytuację miało poprawić wprowadzenie dopłat. Czy ono pomogło w jakikolwiek sposób branży motoryzacyjnej i czy dzięki niemu sprzedaż zaczęła rosnąć?

Wsparcie jest konieczne, zwłaszcza na początku tego procesu. Wiele mówiło się o wykorzystaniu subwencji z funduszu niskoemisyjnego transportu. W praktyce zostały one dość mocno ograniczone i można było z nich skorzystać jedynie w przypadku modelu e-up!. Mam nadzieję, że to dopiero początek, swego rodzaju zaznaczenie ważności tego tematu dla naszego rządu. Liczę, że to wsparcie będzie się rozwijać. Jestem przekonany, że takie samo oczekiwanie jest ze strony naszych klientów. Prowadzimy na ten temat szereg badań i projekt, w którym sprawdzamy, w jaki sposób Polacy rozumieją elektromobilność oraz jakie są ich zdaniem bariery, stojące na przeszkodzie jej rozwojowi. Jednym z bardzo klarownych oczekiwań, na które wskazywało ponad 60% respondentów, jest model stałego wsparcia na poziomie ulg podatkowych, na przykładzie rozwiązań stosowanych w Norwegii. Takich modeli jest zresztą kilka, a ten, który pojawił się w Polsce, traktujemy jako zalążek i miejmy nadzieję – sygnał, że to wsparcie będzie rozwijane w przyszłości.

Czy przyłączacie się do postulatu podnoszonego przez niektóre marki motoryzacyjne, że rządowymi ulgami lub dopłatami powinny zostać objęte także samochody hybrydowe, które dziś wydają się optymalnym pomostem między klasyczną i w pełni zelektryfikowaną motoryzacją?

Klarowną intencją porozumienia paryskiego – zarówno ze strony Unii Europejskiej, jak i producentów aut – jest pełna elektryfikacja, bo tylko taka pozwala osiągnąć zeroemisyjność. Rozwiązania hybrydowe typu plug-in pozwalają wprawdzie ten cel częściowo realizować, ale jest to możliwe jedynie w określonych warunkach i w zależności od zachowań kierowcy. Stuprocentową pewność braku emisji dwutlenku węgla będziemy mieć tylko wtedy, gdy samochody będą w pełni elektryczne i produkowane tak, jak robimy to w Zwickau. W przypadku marki Volkswagen warte podkreślenia jest, że przywiązujemy wagę nie tylko do zeroemisyjności podczas eksploatacji. ID.3 to nasz pierwszy samochód mogący pochwalić się zerowym bilansem węglowym na etapie produkcji. Tam, gdzie nie da się uniknąć emisji CO2, wprowadzane są programy kompensacyjne, realizowane np. przez nasadzenia drzew na Borneo. Elektryczne auto może być zeroemisyjne w trakcie eksploatacji. Nawet w Polsce można kupić zieloną, odnawialną energię. Jeżeli rząd lub Unia Europejska chcą stymulować ten kierunek rozwoju, aby faktycznie doprowadzić do zeroemisyjności, słusznym rozwiązaniem będzie promowanie modeli w pełni elektrycznych, tzw. BEV (Battery Electric Vehicle).

Problemem pozostaje jednak ślad węglowy. Zwłaszcza w Polsce, gdzie większość energii elektrycznej pozyskujemy w starej konstrukcji, nieekologicznych elektrowniach węglowych.

Zgadza się, ale wiemy, że są w Polsce dostawcy czystej energii, gwarantujący zakup energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. O problemie można mówić, gdybyśmy z dnia na dzień zmienili cały park samochodowy w kraju na samochody elektryczne. Mówilibyśmy wówczas o 10 milionach elektrycznych samochodów. Natomiast tempo, w którym ten rynek się rozwija, na to nie wskazuje. W tym roku zarejestrowano około 1100 aut elektrycznych, co wskazuje na znaczny postęp, ale wciąż są to wolumeny, dla których możliwość zapewnienia energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych nie stanowi problemu.

Marka Volkswagen chce się zaangażować w rozwój infrastruktury do ładowania samochodów elektrycznych?

Dealerzy Grupy Volkswagena spełniają standardy dotyczące elektromobilności, udostępniając sieć ładowarek, znajdujących się na zewnątrz salonów. Biorąc pod uwagę, że cała, składająca się z kilku marek sieć dealerska Volkswagen Group Polska liczy około 260 salonów, udostępniamy znaczną liczbę ładowarek. Najistotniejsze jest to, czego dowodzi praktyka dojrzałych elektromobilnie rynków, np. norweskiego, gdzie już połowę sprzedanych aut stanowią modele z napędem elektrycznym. Najważniejszymi punktami ładowania okazały się tam domowe ładowarki, zaspokające 60–70% potrzeb. Z tego powodu we współpracy z firmą Ellie oferujemy ładowarki w atrakcyjnych cenach i wariantach – od najprostszych rozwiązań, po mobilne, które można kontrolować zdalnie. Volkswagen jest również częścią europejskiego konsorcjum Ionity, budującego szybkie ładowarki wzdłuż głównych szlaków komunikacyjnych, choć pozostaną one najrzadziej wykorzystywanym źródłem ładowania samochodów elektrycznych. Głównymi będą dom i praca.

Wydaje się to opowieścią z przyszłości. Dziś przy polskich drogach i w polskich domach brakuje ładowarek, które pozwoliłyby sprawnie i bez ograniczeń poruszać się samochodem elektrycznym.

Pod poznańską siedzibą Volkswagen Group Polska znajduje się już ponad 30 szybkich urządzeń. Korzystają z nich zarówno nasi pracownicy, jak i przedstawiciele sieci dealerskiej, którzy pojawiają się u nas za kierownicą aut elektrycznych. Sam przeszedłem właśnie procedurę zdobycia mocniejszego przyłącza i montuję w swoim domu ładowarkę, ponieważ drugim autem w rodzinie, które będzie pokonywać rocznie do 15 tys. km, będzie nowy model ID.3. To optymalne rozwiązanie, tym bardziej że wprowadzana na nasz rynek edycja ID.1st ma akumulatory, umożliwiające pokonanie dystansu do 426 km. Ponadto ładowanie auta w domu jest wygodne. Przypomina to przesiadkę z Nokii na iPhone’a w czasach, gdy byliśmy przyzwyczajeni do tego, że chodziło się z telefonem, który ładowaliśmy raz na 4–5 dni. Dziś nikt już nie dyskutuje z tym, że po powrocie do domu podłącza swojego iPhone’a do ładowarki. Biorąc pod uwagę, że statystyczny Europejczyk podróżuje średnio na dystansie 30–40 kilometrów dziennie, kilkusetkilometrowy zasięg zapewni mu ogromy komfort podróżowania.

Kiedy Pana zdaniem może się ziścić wizja elektryfikacji na drogach? Jaka to perspektywa czasowa dla Polski i Europy?

Biorąc pod uwagę zobowiązania, którym chcemy sprostać – zero emisji CO2 w 2050 r. – w okolicach 2040 r. powinniśmy sprzedać ostatnie już samochody, wyposażone w silniki spalinowe.

Struktura rynku nowych samochodów w Polsce w zdecydowanej większości bazuje na flotach. Mikro-, małe, średnie i duże przedsiębiorstwa napędzają sprzedaż większości marek. Czy są szanse, by w dzisiejszych czasach zwiększać udział sprzedaży do klientów detalicznych? Czy stan pandemii może w tym pomóc lub temu przeszkodzić?

Ku mojemu zaskoczeniu muszę przyznać, że struktura rynku nie uległa zmianie. Lockdown dotknął wszystkich w równym stopniu, włączając w to rynek detaliczny. Rynek „Kowalskiego” od lat waha się w okolicach 28–31% i jest na tym poziomie stabilny. Mam nadzieję, że będzie się rozwijać, ponieważ – po pierwsze, bogacimy się, a po drugie, każda z marek przygotowuje szereg produktów finansowych, uatrakcyjniających zakup auta. Coraz rzadziej klienci kupują samochody za gotówkę. To powód, dla którego wprowadziliśmy kredyty EasyDrive i EasyBuy. EasyDrive to produkt nastawiony na użytkowanie. Klient spłaca raty i użytkuje auto przez okres 2–4 lat, ale w założeniu nie kupuje samochodu na własność, choć oczywiście może to zrobić. To kwestia abonamentu, jak w przypadku telefonii komórkowej. Mamy też produkt EasyBuy, czyli spłatę rat przez 4, 6 lub 7 lat. Finalnie klient staje się właścicielem samochodu. Z biegiem lat będzie jednak rosnąć trend, by nie mieć auta na własność. To jedna z form demokratyzujących dostępność nowych samochodów. Obserwujemy ten trend na zachodnich rynkach i myślę, że w coraz większym stopniu będzie on widoczny również w Polsce.

W kontekście finansowania flot wciąż rośnie popularność długoterminowego wynajmu. Czy czas pandemii to dobry moment na debiut nowych form finansowania samochodowych parków?

W czasie pandemii wsłuchaliśmy się w potrzeby klientów i staraliśmy się przedstawić kilka produktów, będących odpowiedzią na ich obawy. Po pierwsze, do znanej już konstrukcji produktów leasingowych wprowadziliśmy trzy „gratisowe” raty. Chcemy w ten sposób pomóc firmom w okresie niepewności co do wysokości ich obrotów. Do produktów leasingowych dodaliśmy ubezpieczenie, stanowiące zabezpieczenie na wypadek bankructwa lub utraty pracy, aby również w ten sposób odpowiedzieć na wątpliwości klientów. Oferowaliśmy kompleksowe rozwiązania, a zatem komfort wynajęcia samochodu i ujęcia w tej racie wszelkich produktów, ubezpieczeń, przeglądów, pakietów serwisowych. Teraz wprowadziliśmy jeszcze bardziej kompleksowy produkt – Volkswagen Business Care, najwygodniejszą dla przedsiębiorcy formę spakowania w jedną ratę wszystkich produktów i dodatkowych usług, które możemy zaoferować – bez względu na to, czy jest to flota, składająca się z jednego auta czy park 100 samochodów. Demokratyzując ten produkt finansowy, chcieliśmy dać szansę korzystania z takich możliwości wszystkim naszym klientom, począwszy od jednoosobowych działalności gospodarczych.

Na koniec zapytam, jak długo Pana zdaniem może potrwać odrabianie strat, spowodowanych pandemią i kiedy może nastąpić powrót do rynkowej normalności w branży motoryzacyjnej?

Jeżeli miesięczny trend sprzedaży będzie oscylować na poziomie 40–50 tys. samochodów, będziemy mówić o wolumenach na poziomie z roku 2019. W ciągu roku z pewnością nie odrobimy strat, ale najważniejsze, abyśmy mogli wreszcie dostrzec zakupowy optymizm, powracający do poziomu z lat ubiegłych. Nasz rynek często jest porównywany z hiszpańskim i, biorąc pod uwagę różnice w wielkości populacji, widać dla nas przestrzeń rozwoju. Jest ona jednak zależna od cykli koniunkturalnych i kwestii makroekonomicznych. To z ich powodu ostatnie lata przyniosły nam dynamiczny wzrost. Poziom krajowej sprzedaży w wysokości 420–500 tys. aut będzie wolumenem, który pozwoli producentom cieszyć się dobrą sprzedażą, a dealerom da komfort działania. To duże przedsiębiorstwa z bardzo rozbudowaną strukturą kosztową, a w związku z tym wysoki obrót jest dla nich niezbędny, by sieci dealerskie mogły uzyskać odpowiednią rentowność i utrzymać najlepszą kadrę. Jeżeli we wrześniu wolumeny sprzedaży na rynku sięgną ok. 50 tys. aut, będzie to oznaczać, że jesteśmy na dobrej drodze do utrzymania ubiegłorocznej stabilności. Jednakże, na koniec zostaje jeszcze kwestia cykli koniunkturalnych, czyli tego, jak nasza gospodarka będzie się dalej rozwijać.

Tekst ukazał się w Magazynie FLOTA 7-8/2020.

ZNAJDŹ NAS: