[Felieton] Katarzyna Kozak-Piskorska: Zabija nas rutyna?

Około 80% wypadków jest skutkiem rozproszenia uwagi, w tym z roku na rok coraz większy udział ma tu elektronika. Choć prawie każdy z nas zdaje sobie sprawę z ryzyka, jakie niesie za sobą korzystanie z telefonu podczas prowadzenia pojazdu, większość jednak prowadzi za kółkiem rozmowy telefoniczne, a co trzeci polski kierowca przyznaje się do pisania i czytania SMS-ów lub maili. Dlaczego tak się dzieje, pomimo wielu kampanii społecznych oraz dość łatwo wyobrażalnych skutków rozproszenia manualnego, wzrokowego i poznawczego?

2020-10-26 08:20:04

Przede wszystkim jesteśmy coraz mocniej uzależnieni od naszych urządzeń mobilnych, które stanowią centrum sterowania naszym światem. Przed erą COVID-19 bezwiednie i bez wyraźnej konieczności zerkaliśmy w telefony średnio 9 razy na godzinę. Obawiam się, że pandemia tylko to nasiliła – bowiem do świata online przeniosła się duża część naszych relacji i spraw zawodowych. Uzależniliśmy się też często od niusów i statystyk związanych z epidemią. Telefon miał sprawić, że poczujemy kontrolę nad trudną sytuacją. Kto tu jednak ma nad kim kontrolę?

Konsekwencją uzależnienia jest to, że sięgamy po telefon niezależnie od kontekstu – : robimy to oglądając Netflixa, będąc na spacerze z psem oraz gdy jesteśmy za kierownicą lub na przejściu dla pieszych. A może nawet zwłaszcza za kierownicą? Statystycznie rzecz biorąc, najbardziej uważni jesteśmy podczas uprawiania sportu i seksu, a najmniej – właśnie w drodze i podczas powrotu z pracy. Ponieważ sama obsługa maszyny jest już naszą kompetencją nieświadomą, nasz umysł może odczuwać niebezpieczną nudę… Coś go uwiera i świerzbi, aby wykonać jakąś niewinną pozornie czynność poboczną, np. oddzwonić na nieodebrane telefony.

Doświadczonym kierowcom nie pomagają również przekonania, że są na tyle kompetentni, że rozmowa – nawet bez zestawu głośnomówiącego (dotyczy to co drugiego polskiego kierowcy) – nie jest w stanie rozproszyć ich wyćwiczonej na przestrzeni tylu lat, „podzielnej” uwagi. Zapominają, że podzielność uwagi nie istnieje, a mózg prowadzący angażującą rozmowę telefoniczną nie jest w stanie wychwycić żadnego nieoczekiwanego zagrożenia. I niestety – żaden trening tu nie pomoże, bo taką mamy fizjologię, że świadomie i uważnie możemy wykonywać tylko jedną czynność na raz. Tak już po prostu mamy.

Mamy też tak, że rzadko kiedy lubimy brać odpowiedzialność za nasze zachowania. Straciliśmy panowanie nad sobą w kłótni – „no, bo ktoś powiedział coś okropnego!”. Stworzyliśmy zagrożenie w ruchu drogowym w reakcji na zajechanie nam drogi – „bo ten kierowca jest idiotą!”. Sięgnęliśmy po telefon podczas jazdy – „no, bo ktoś do mnie napisał!”. Nasze tłumaczenia przypominają emocjonalną szamotaninę 5-laków, podczas gdy brutalną prawdą jest to, że to MY się zdenerwowaliśmy, MY daliśmy się sprowokować lub MY postąpiliśmy bezrefleksyjnie i nieodpowiedzialnie.

Prawda ta brutalna jest jednak tylko pozornie. Bowiem świadomość SWOICH niedoskonałości, SWOICH słabości i SWOJEJ reaktywności daje potężną wolność do wprowadzania nieograniczonych zmian i ulepszeń. Tak się składa, że jedyną rzeczą, którą naprawdę możemy kontrolować, są właśnie NASZE zachowania. Warto przełamać rutynę swoich znanych i utartych reakcji, przejąć pełną odpowiedzialność za swoje działania i stworzyć przestrzeń zupełnie nowych doświadczeń – choćby spokojnej empatycznej rozmowy czy bezpiecznej, pozbawionej nudy, jazdy samochodem.

 

Jeśli chodzi o bezpieczeństwo ruchu drogowego, powiedzenie „rutyna nas zabija” z pewnością znajduje zastosowanie. Przenieśmy więc świeży powiew wakacyjnej przygody na codzienną drogę do pracy – zmieńmy swoje skostniałe nawyki, wybierzmy nową trasę i uważnie obserwujmy zmiany, które zachodzą w najbliższym otoczeniu. Korzystając z okazji, otwórzmy się również na innych uczestników ruchu drogowego i ich światy, które nieustannie krzyżują się z naszym, stwarzając nie tylko sytuacje zagrożenia, ale również – wspaniałych możliwości.

Tekst ukazał się w Magazynie FLOTA 8-8/2020.

 

ZNAJDŹ NAS: