[Felieton] Katarzyna Kozak-Piskorska: Jesienna apatheia

W październiku obchodziliśmy światowy dzień zdrowia psychicznego, rozumianego jako dobrostan psychiczny, emocjonalny i społeczny. Choć część z nas zna już i praktykuje podstawowe nawyki sprzyjające zdrowemu życiu, wciąż zapominamy o psychice jako równoprawnym aspekcie zdrowia oraz o tym, że o zdrowie mentalne należy dbać tak samo pieczołowicie, jak o zdrowie fizyczne. Naukowcy coraz częściej kwestionują ten sztuczny podział i podkreślają, że obydwa obszary są ze sobą w pełni zintegrowane.

2020-11-26 11:01:59

Nasze emocjonalne reakcje na otoczenie i stresujące bodźce bezpośrednio wpływają na środowisko naszych organizmów. Chroniczny stres obniża poziom odporności, przyśpiesza procesy starzenia, a także zwiększa ryzyko nowotworów, cukrzycy i chorób serca. I w drugą stronę – nasz nastrój w dużej mierze zależy od tego, co jemy i co robimy ze swoim wolnym czasem.

Według światowych statystyk na zdiagnozowane zaburzenia zdrowia psychicznego cierpi jedna na dziesięć osób. W Wielkiej Brytanii na zaburzenia lękowe i depresję choruje już co ósme dziecko. Takie diagnozy stawiane są nawet dzieciom w wieku 35 lat. W ciągu roku więcej osób ginie w wyniku prób samobójczych niż w zdarzeniach drogowych. W Polsce każdego dnia popełnia samobójstwo 15 osób.

By chronić się przed skutkami nadmiernego stresu, lękiem i depresją, warto zmienić swoją relację z myślami. To z myśli rodzą się emocje, a z emocji – reakcje. Jeżeli nie identyfikujemy się z treścią naszych myśli, lecz potrafimy przyglądać im się z pewnego dystansu, zyskujemy bardzo komfortową życiową przestrzeń wyboru naszych emocji i zachowań. Jeżeli o kierowcy, który zajął wypatrzone przez nas miejsce parkingowe, pomyślimy: „Może ma ważny powód, żeby śpieszyć się bardziej ode mnie”, zamiast: „Co za idiota”, znacznie mniej zepsujemy sobie nastrój, a docelowo – zdrowie.

Po cóż poświęcać swoją cenną uwagę sprawom, które leżą poza strefą naszego wpływu, skoro możemy przeznaczyć ją na te, które zależą od nas?

Podobno stoicy praktykowali techniki mentalne bardzo zbliżone do praktyki uważności, aby sprawniej obserwować swoje myśli i emocje. Stoik zapewne wyłączyłby również wszystkie powiadomienia w telefonie oraz serwisy informacyjne, żeby nie być reaktywnym na pułapki współczesnego świata i pozostać produktywnym (zapraszam do lektury darmowego e-booka poświęconego produktywności na stronie coachella.pl).

Choć stoickich zwolenników samodyscypliny i samorozwoju trudno byłoby posądzić o współcześnie rozumianą apatię, ich emocjonalna niepodatność na czynniki zewnętrzne nazywana była apatheią. Słowo, które w naszych czasach oznacza częsty objaw depresji, dla stoików było synonimem największej cnoty i szczęścia. Czy zatem, aby uniknąć jesienno-zimowej apatii, nie warto czasem dążyć do aphatei? Z pewnością byłaby ona wskazana na polskich drogach, gdzie wciąż narastającym problem jest agresja.

Oczywiście poza treningiem mentalnym dla zdrowia psychicznego ważne są także czynniki stricte biochemiczne – to, czym się odżywiamy, oraz to, jakie hormony pozwolimy naszemu ciału wyprodukować. Tym elementom oraz umiejętności radzenia sobie ze stresem poświęcony jest czterotygodniowy kurs on-line „Moje własne lekarstwo”, zaprojektowany przez dr Sears Wellness Institute, USA. Jest to naukowo udowodniony plan na lepsze i dłuższe życie. Można dowiedzieć się m.in.: jak podnosić swoją odporność; jak rozpoznawać stan zapalny w organizmie; jak kupować i przygotowywać pożywienie, które leczy; jak lepiej radzić sobie ze stresem oraz jak krok po kroku wprowadzić w życie długo odwlekane zmiany i mierzyć swoje postępy, aby cieszyć się optymalnym zdrowiem. Zapraszam do kontaktu: kasia@coachella.pl.

Tekst ukazał się w Magazynie FLOTA 10/2020.

ZNAJDŹ NAS: